|
STUDIUM
ZARZĄDZANIA SILNIKIEM

Najpierw
krótko ...
W
dzisiejszym słowie na niedzielę są
reduktory, chłodnice, jakieś tam żaluzje
i inne pierdoły. Silniki lotnicze
(podobnie jak cała technika lotnicza)
prawie zawsze są prostym przełożeniem
najnowszej technologii na praktykę.
Zastosowane tam rozwiązania ze względu
na koszt ich opracowania i wytworzenia
przeważnie długo muszą odczekać,
zanim postęp cywilizacyjny na tyle uprości
ich produkcję że trafią pod strzechy
(a najczęściej pod maski samochodów).
Dlatego też nie dziwi nas, że rozwiązania
znane nam np. z samochodów, czyli
wielozaworowe głowice, chłodzone sodem
trzonki zaworów, nitros, turbodoładowanie,
wtrysk paliwa i wielopunktowy wtrysk
paliwa, systemy antypoślizgowe, zmienna
geometria łopatek turbiny (ostatni hit
w dieslach) i tym podobne historie, często
wcale nie są jakimś tam nowym
wynalazkiem naszej dekady. Wiele z nich
właśnie w lotnictwie stosowano już
podczas II Wojny Światowej (czy mam
dodawać w jakim państwie na największą
skalę? Tak Schmeisser, bardzo proszę,
masz to u mnie + pozdroofka) W większości
rozwiązania te były stosowane w
samolotach, tyle tylko że dziś
technologia produkcji takich wynalazków
jest już na tyle tania i opracowana, że
można klepać te zabawki wielkoseryjnie
bez jakichś tam specjalistycznych
fabryk.
Silniki
lotnicze jak wiadomo generalnie są
bardzo drogie. Dlaczego? Bo najczęściej
zbudowane są z wykorzystaniem bardzo
drogich, czyli najnowszych technologii
(chyba że jest to ZSRR lat
trzydziestych). Technologia lotnicza od
swego początku zawsze była najszybciej
rozwijającym się działem techniki i
technologii, zarówno u Wuja Sama, któremu
ruscy kradli zawsze elektronikę
(maksymalnie pojechali z radarami irańskich
F-14, lenie śmierdzące), z kolei
imperialiści zawsze kradli ruskim
aerodynamikę, odkąd ruscy ze swym
lotnictwem stanęli na własne nogi dzięki
dobrowolnej pomocy niemieckich inżynierów
którym nie udało się uciec do amerykańskiej
strefy okupacyjnej (osiągnięcia
ruskich pod tym względem są niepodważalne)
Obecnie rolę lotnictwa w postępie
technicznym nieco przejęła F1, która
choć bardzo droga, jest o wiele tańsza
od technologii lotniczej. Z której sama
zresztą korzysta. Wracając do głównego
wątku: silniki lotnicze cechują się
bardzo wysoką sprawnością, uzyskaną
z zastosowania drogich i czasochłonnych
technologii i procesów produkcji;
dlatego też jeszcze bardziej niż
proste w konstrukcji silniki samochodowe
są czułe na zmianę parametrów ich
pracy. Każdy silnik swoje najlepsze
parametry osiąga przy zachowaniu określonych
reżimów pracy. Jednym z podstawowych
kryteriów dla silników tłokowych, a o
tych tu mówimy, jest temperatura ich
pracy. Silnik zimny, czyli nienagrzany
do temperatury roboczej, nie ma takiej
mocy ani kultury pracy jak taki sam
silnik rozgrzany. To dlatego samoloty na
lotniskach przed startem robią próbę
silnikową, i grzeją silniki (YoYo
mieszka na warszawskim Ursynowie gdzie
przebiega jedna z tras startujacych z Okęcia
i często, zwłaszcza w zimę slyszy
rozgrzewające się Boeningi : (. Po
prostu byłoby głupio gdyby przy
starcie w jakimś krytycznym momencie
zabrakło mocy. Dlatego do samolotu nie
wsiada się jak do Poldasa i nie zaczyna
od razu pchać, przepraszam jechać,
tylko najpierw się go grzeje. W zimie
dodatkowo podgrzewa się silniki w
samolotach specjalnymi nagrzewnicami, można
sobie obejrzeć w lokalnym aeroklubie.
Osobną kwestią jest przegrzanie. Zimno
źle, gorąco jeszcze gorzej; silnik
przegrzany w samochodzie to pół biedy,
najwyżej przepali się uszczelka podgłowicowa,
w najgorszym razie się zatrze. Ale można
wcześniej się zatrzymać, poczekać aż
ostygnie, ew. dolać płynu chłodniczego
jeśli jest za mało. Nie ma problemu.
Ale w samolocie problem jest.

Silnik
przegrzany dostarcza coraz mniej mocy,
bo jego moc ucieka przez rozszczelnione
od gorąca uszczelki, pierścienie, itp.
Jeśli mamy czas i wysokość, mamy
szansę go ochłodzić, gorzej jeśli się
schłodzić nie chce (np. wyciek chłodziwa,
usterka); wtedy silnik będzie tracił
stopniowo moc aż w końcu się zatrze.
A to już jest problem. Np. w Wildze, która
bez silnika lata jak żelazko. Dlatego tłokowe
silniki lotnicze oprócz przepustnicy
mają jeszcze obsługiwane przez pilota
systemy chłodzenia. Najprostsze pod tym
względem są chłodzone opływem
silniki gwiazdowe, w których dopływ
powietrza opływającego samolot
regulowany jest odpowiednio ukształtowanymi
żaluzjami. Fw 190 miał takie żaluzje
po bokach kadłuba, ale ich zasadę działania
najprościej można zademonstrować na
wszechobecnej w polskich aeroklubach
Wildze (Wildze 35, tej z ruskim
gwiazdowym AI-14), która żaluzje ma
bezpośrednio z przodu, na czołowej ścianie
osłony silnika. Zależnie od ich
otwarcia powietrze chłodzi silnik
bardziej lub mniej. Inną kwestią są
silniki chłodzone cieczą, czyli większość
silników rzędowych. Taki np. Bf109, w
niektórych wersjach (np. E7) miał
kilka obiegów cieczy chłodzącej przełączanych
przez pilota, na wypadek utraty którejś
chłodnicy, aby nie zgubić cieczy chłodzącej,
bo wtedy kicha, silnik chłodzony cieczą
bez tej cieczy raczej jest bez szans.
Dlatego bzdurą jest instalacja takich
silników w samolotach szturmowych,
najbardziej narażonych na uszkodzenia.
Najwrażliwszym chyba samolotem na
przegrzanie okazał się Bf 110C, większość
ich strat w czasie Bitwy o Anglię
wynikała z podziurawionych chłodnic,
uniemożliwiających wysilonym Daimlerom
powrót do domu. W samolotach które nas
interesują, czyli występujących w
czasach Sturmovika, chłodziwem przeważnie
był jakiś tam przerabiany olej, np.
glikol, ze względu na wysoką
temperaturę wrzenia wachającą się w
granicach 600 0C (dzięki
temu że jakiś debil w Hurricane'ie
umieścił zbiornik wyrównawczy glikolu
między ścianą ogniową silnika a
kabiną pilota, nasz znany i lubiany pan
Krasnodębski jak wiadomo miał półroczny
pobyt w szpitalu gdzie szukano jego
twarzy, bo po trafieniu przez npla
troszkę go ochlapało. Gość zdołał
z płonącą głową i klatką piersiową
jeszcze wyskoczyć! Polak Potrafi...)

Pilot
może łatwo przegrzać silnik, nieumiejętnie
operując gazem i skokiem śmigła, oraz
właśnie chłodzeniem silnika. Dlatego
w samolocie są wskaźniki temperatur i
ciśnienia ładowania oleju, żeby się
nie zdziwić.
Ze
skokiem śmigła sprawa jest bardzo
prosta: wyobraźmy sobie śrubę mielącą
wodę. Teraz wyobraźmy sobie, że ta
woda robi się coraz gęstsza.. Śruba
obraca się coraz trudniej, albo
zmienimy jej nachylenie łopat na łagodniejsze,
albo musimy użyć większej siły by
obracać nią z taką samą prędkością.
Tak samo jest ze śmigłem. Zależnie od
prędkości z jaką się ono obraca, od
prędkości postępowej samolotu, od gęstości
powietrza na różnych wysokościach, śmigło
musi pokonywać różne opory. Dlatego
steruje się jego skokiem, czyli kątem
nachylenia łopat, a nie tylko samymi
obrotami silnika. Reduktor w piaście śmigła
to trochę tak jak skrzynia biegów w
samochodzie. Niektóre samoloty mają
automatyczną regulację skoku śmigła,
to trochę tak jak automat w
samochodzie. I tak samo ma swoje plusy i
minusy.
Reasumując,
domyślny R otwiera i zamyka radiatory
(chłodnice/żaluzje); skok śmigła
trzeba po prostu wykuć na pamięć dla
każdego typu, albo latać na auto i nie
marudzić że piloci AI nas wyprzedzają;
natomiast WEP to po prostu jakaś tam
Emergency Power, czyli MW 50 albo inny
GM-1... z podobnymi konsekwencjami.
Ił2
Sturmovik jest pierwszym symulatorem, w
którym ktoś raczył zauważyć że
latanie samolotem nie jest aż takie
proste jak na amerykańskich
superprodukcjach. Choć oczywiście w
minimalnym stopniu, ale zaznaczono wpływ
sterowania temperaturą silnika i skoku
śmigła, i chwała Maddoxowi za to.
Amen.
A
teraz na poważnie ...
SILNIKI
LOTNICZE cechują
się bardzo wysoką sprawnością,
uzyskaną z zastosowania drogich i
czasochłonnych technologii i procesów
produkcji; dlatego też są czułe na
zmianę parametrów ich pracy. Każdy
silnik swoje najlepsze parametry osiąga
przy zachowaniu określonych reżimów
pracy. Jednym z podstawowych kryteriów
dla silników tłokowych, a o tych tu mówimy,
jest temperatura ich pracy. SILNIK
ZIMNY, czyli nienagrzany do
temperatury roboczej, nie ma takiej mocy
ani kultury pracy jak taki sam silnik
rozgrzany. To dlatego samoloty na
lotniskach przed startem robią próbę
silnikową, i grzeją silniki. Po prostu
byłoby głupio gdyby przy starcie w
jakimś krytycznym momencie zabrakło
mocy. W zimie dodatkowo podgrzewa się
silniki w samolotach specjalnymi
nagrzewnicami, można sobie obejrzeć w
lokalnym aeroklubie. Tu pojawia się też
pojęcie MOC STARTOWA, czyli
maksymalna moc osiągana przez silnik,
którą chętnie podaje się w tabelach
danych technicznych bo ładnie to wygląda,
choć oczywiście niewiele ma wspólnego
z rzeczywistością. Otóż po
uruchomieniu i nagrzaniu do temperatury
roboczej, silnik zachowuje jeszcze największą
szczelność swojego wnętrza, ponieważ
uszczelki czy pierścienie jeszcze się
nie zrobiły plastyczne pod wpływem długotrwałego
oddziaływania wysokiej temperatury i
dzięki temu silnik jest wzorowo sprawny
i szczelny. Trwa ten stan niestety
bardzo krótko, zaledwie przez kilka
minut, i wtedy też silnik osiąga swoje
maksymalne parametry jakie może z
siebie wycisnąć. To właśnie jest słynna
moc maksymalna, o której często
czytacie w danych technicznych, niestety
nie mająca wiele wspólnego z
rzeczywistością, gdyż w warunkach
roboczych moc ta nieubłaganie spada,
zależnie od stopnia zużycia silnika i
warunków jego pracy (np. permanentne
przegrzanie podczas walki). Pamiętajmy
też że kolosalne znaczenie miały
okoliczności w których silnik był
stosowany i produkowany, wczesne i
stosunkowo proste jednostki napędowe
stosowane w spokojnych dla Luftwaffe
czasach bitwy o Anglię na Bf-109E
wytrzymywały spokojnie 100 godzin pracy
bez remontu, ale już sterowany
elektronicznie silnik Bf-109G6AS z 1944
roku miał trwałość liczoną w
godzinach, przy czym w praktyce nie
podlegał naprawie bo szybciej można było
zamontować drugi (dopóki było jeszcze
do czego i co montować). Osobną kwestią
jest przegrzanie. SILNIK PRZEGRZANY
dostarcza coraz mniej mocy, bo jego moc
ucieka przez rozszczelnione od gorąca
uszczelki, pierścienie, itp. Jeśli
mamy czas i wysokość, mamy szansę go
ochłodzić, gorzej jeśli się schłodzić
nie chce (np. wyciek chłodziwa, lub
usterka); wtedy silnik będzie tracił
stopniowo moc aż w końcu się zatrze,
i jest to nieuchronne. A to jest już
problem, bo niektóre samoloty z uwagi
na swoją konstrukcję mają fatalne
parametry lotu ślizgowego, i nie chodzi
tu bynajmniej tylko o F-104 Starfighter,
bo bez silnika bardzo nieprzyjemnie robi
się także w naszej poczciwej Wildze, a
także co bardziej nas interesuje w
wysokoobciążonych samolotach bojowych,
jak np. w Bf-109 czy La-5. Pilot może
łatwo przegrzać silnik, nieumiejętnie
operując gazem i skokiem śmigła, oraz
właśnie chłodzeniem silnika. Dlatego
w samolocie są wskaźniki temperatur i
ciśnienia ładowania oleju, a oprócz
przepustnicy i regulatora skoku obsługiwane
przez pilota SYSTEMY CHŁODZENIA.
Najprostsze pod tym względem są chłodzone
opływem powietrza silniki gwiazdowe, w
których dopływ powietrza opływającego
samolot regulowany jest odpowiednio
ukształtowanymi żaluzjami. Czy będzie
to Fw-190 mający takie żaluzje po
bokach kadłuba czy I-16 z czołowymi
wlotami, nie ma to znaczenia; zasada
jest ta sama.
Otwarte wloty i siła wiatru -
naturalne chłodzenie w silniku
gwiazdowym w I-16 Rata
Konstrukcja
silnika zakłada jego nagrzanie się w
warunkach roboczych do jakiejś
temperatury założonej przez
konstruktorów, a resztę robi sama
przyroda, ewentualne niedogrzanie czy
przegrzanie reguluje już sam pilot
poprzez odpowiednie układy. Najprościej
można zaobserwować jak to działa na
wszechobecnej w polskich aeroklubach
Wildze (Wildze 35, tej z ruskim
gwiazdowym AI-14), która żaluzje ma
bezpośrednio z przodu, na czołowej ścianie
osłony silnika. Zależnie od ich
otwarcia wpadające powietrze chłodzi
silnik bardziej lub mniej. Inną kwestią
są silniki chłodzone cieczą, czyli większość
silników rzędowych. W tych
konstrukcjach czynnik chłodzący jest
nie mniej ważny od paliwa i smarowania.
Przykładem Bf-109, w niektórych
wersjach (np. E7) miał kilka obiegów
cieczy chłodzącej przełączanych
przez pilota, na wypadek utraty którejś
chłodnicy, aby nie stracić cieczy chłodzącej,
bo silnik
raczej jest wtedy bez szans.
Dlatego bzdurą jest instalacja takich
silników w samolotach szturmowych,
najbardziej narażonych na uszkodzenia,
czego doskonałym przykładem jest słynny
Ił-2. Najwrażliwszym chyba samolotem
na przegrzanie okazał się jednak Bf
110C, większość ich strat w czasie
Bitwy o Anglię wynikała z
podziurawionych chłodnic, uniemożliwiających
wysilonym Daimlerom powrót do domu. W
samolotach które nas interesują, czyli
występujących w czasach Sturmovika, chłodziwem
przeważnie był jakiś tam przerabiany
olej, np. glikol, ze względu na wysoką
temperaturę wrzenia wahającą się w
granicach 600 0C stanowiący
czasem śmiertelne zagrożenie dla
samego pilota w przypadku niefortunnego
trafienia i przedostania się cieczy do
kabiny.
SKOK
ŚMIGŁA,
wyjaśnienie
zagadnień związanych z tym problemem
mogłoby zająć nam dłuższe spotkanie
przy ognisku, Elwood postara się jednak
zmieścić w ramach narzuconych przez
YoYeczka. Wyobraźmy sobie śrubę mielącą
wodę. Teraz wyobraźmy sobie, że ta
woda robi się coraz gęstsza.. Śruba
obraca się coraz trudniej, albo
zmienimy jej nachylenie łopat na łagodniejsze,
albo musimy użyć większej siły by
obracać nią z taką samą prędkością.
Tak samo jest ze śmigłem. Zależnie od
prędkości z jaką się ono obraca, od
prędkości postępowej samolotu, od gęstości
powietrza na różnych wysokościach, od
temperatury na zewnątrz i wielu innych
czynników śmigło musi pokonywać różne
opory. Dlatego steruje się jego
skokiem, czyli kątem nachylenia łopat,
a nie tylko samymi obrotami silnika.
Reduktor w piaście śmigła to trochę
tak jak skrzynia biegów w samochodzie,
analogia jest oczywista. Niektóre
samoloty mają automatyczną regulację
skoku śmigła, i działa to dokładnie
jak automat w samochodzie. I tak samo ma
swoje plusy i minusy. O co w tym
wszystkim chodzi: każdy samolot ma
swoje parametry, niepowtarzalne i typowe
dla typu, i trzeba je po prostu znać.
Zasada ogólna mówi, że 100% wartości
skoku, czyli skok maksymalny, to
wartość ustawiana do startu, przy
najmniejszej prędkości. Dla tych
parametrów lotu śmigło przy
maksymalnej mocy silnika osiągnie swoją
największą sprawność i najmocniej
pociągnie nasz samolot. Wraz ze
wzrostem prędkości skok będziemy
zmniejszać, zależnie od tego jakim
samolotem lecimy, dostosowując go do
obrotów silnika. W dużym uproszczeniu
mówiąc, Elwood zaleca dążenie do
tego, by skokiem śmigła utrzymywać
obroty silnika na żądanym poziomie, a
w drugiej kolejności pomagać sobie
przepustnicą. Pamiętajmy, że każdy
samolot ma swoją niepowtarzalną
charakterystykę, ale jeśli dla przykładu
optymalnymi obrotami silnika w czasie
przelotu jest powiedzmy 2000obr./min.,
to po ustaleniu mocy przelotowej na
poziomie 70% wraz ze wzrostem wysokości
te obroty będą nam się zmieniać,
poprzez śmigło generujące inny opór
dla silnika na różnych wysokościach.
I tu pomagamy sobie właśnie regulacją
skoku, nie ruszając przepustnicy.
Dostrajamy śmigło do obrotów silnika,
myślę że mogę sobie pozwolić na
taki kolokwializm. Wszystkich zawodowców
przepraszam za łopatologię którą tu
stosuję, ale też nie do zawodowców tu
piszę, przypominam.
Skok śmigła - w walce .... powoli
stajemy się wirtuozami klawiatury
Śmigło
to największy atut samolotu tłokowego
nad odrzutowym, i zarazem jedyna rzecz
jaką możemy lecąc Mustangiem
przeciwstawić jakiemuś Me-262, poza własnymi
umiejętnościami oczywiście. Śmigło
ma bowiem nieporównanie szybszą reakcję
na przepustnicę niż turbina, i samolot
tłokowy jest w stanie prowadzić walkę
energetyczną na poziomie nieosiągalnym
dla żadnego odrzutowca. Nie zdziwiłbym
się, gdyby zrobić próbę i reakcja
sekundowa na przyspieszenie w zakresie
300-400km/h w konkurencji P-51 Mustang i
współczesny F-16 wypadłaby dość
blado dla tego ostatniego, o starszych
odrzutowcach nie wspominając. To samo,
w jeszcze większym stopniu, dotyczy
hamowania. Śmigło może stać się
naszym najlepszym hamulcem
aerodynamicznym, o skuteczności porównywalnej
chyba tylko ze spadochronem hamującym.
Jeśli w czasie lotu ze średnim
skokiem, z dość dużą prędkością,
przestawicie skok na pełny, czyli 100%,
to samolot stanie niemal dęba. Jeśli
przy tym nie zdążycie zdjąć obrotów
z silnika, to z pewnością
doprowadzicie do ukręcenia wału
korbowego i po prostu ”przekręcicie”
silnik. Oczywiście oznacza to koniec
wycieczki. Pamiętajcie także, że śmigło
w pozycji 0%, czyli na skok zerowy,
oznacza nie tylko najmniejszy ciąg na
wysokości morza, ale także najmniejszy
możliwy opór aerodynamiczny jaki może
wygenerować, i może się to przydać
nie tylko przy ostrożnym kołowaniu jeśli
chcemy uniknąć gwałtownych reakcji
samolotu na przepustnicę na zatłoczonej
stojance,
ale także w krytycznym momencie
walki, kiedy nurkujemy z maksymalną możliwą
prędkością. Samolot rozpędzi się
wtedy szybciej i osiągnie większą prędkość,
ograniczoną tylko wytrzymałością
konstrukcji i jej oporem
aerodynamicznym. W tej konkurencji
najlepszy był P-47 Thunderbolt, któremu
w nurkowaniu nic nie mogło uciec,
niestety gra nie oddaje tych realiów, a
szkoda. Przy nurkowaniu zbyt duży skok
śmigła mający w zamierzeniu pilota
ograniczyć prędkość może także
doprowadzić do „przekręcenia”
silnika, bo śmigło nie będzie w
stanie wyhamować masy spadającego
samolotu, więc zalecam ostrożność.
Osobną sprawą jest ustawienie śmigła
w chorągiewkę. Polega to na zupełnym
odłączeniu śmigła od reduktora, lub,
jeśli konstrukcja na to nie pozwala, na
ustawieniu śmigła na skok całkowicie
neutralny względem opływającego
powietrza. Ma to bardzo istotne
znaczenie jeśli w wielosilnikowym
samolocie stracimy jeden z silników. Może
to na pierwszy rzut oka nie być
oczywiste, ale generowany przez
niepracujące śmigło opór może być
olbrzymi, pamiętajmy też że niepracujący
silnik staje się w takim momencie zbędnym
obciążeniem i oporem, i to dużym.
Ustawienie śmigła w pozycji neutralnej
ma zmniejszyć straty energetyczne
naszego samolotu generowane przez
niesprawny układ śmigło-silnik. O tym
jak ważna była możliwość ustawienia
śmigła w tzw. chorągiewkę, czyli śmigło
swobodnie obracane przez wiatr, mogą
najlepiej powiedzieć załogi amerykańskich
bombowców wracających setki kilometrów
postrzelanymi maszynami znad Niemiec, często
na trzech albo i dwóch silnikach, kiedy
wyrzucano za burtę wszystko co tylko dało
się wyrzucić aby odciążyć samolot.
Niepracujące silniki musiały mieć śmigłą
ustawione w chorągiewkę, inaczej taki
powrót z pewnością nie byłby możliwy.
Niestety, nie wszystkie samoloty mają
taką możliwość, a może mieć to
kolosalne znaczenie przy powrocie lotem
ślizgowym na własne pozycje, choćby
po to żeby wyskoczyć i nie trafić do
niewoli. W takiej sytuacji każdy
kilometr się liczy, a opór niepracującego
śmigła może tych kilometrów nieco
zabrać.
Wszystko
to razem, jeśli opanowane i umiejętnie
wykorzystywane, może być olbrzymim
handicapem w walce powietrznej, jeśli
wasz przeciwnik będzie ograniczał się
tylko do dania przepustnicy do oporu i
skoku do oporu. Ale też może to stać
się waszą zgubą, jeśli nieumiejętnie
będziecie tego używać. Czyli tak jak
życiu, i tak jak powinno być. Lepszy
zawsze zwycięży. Polecam sesje na HL z
udziałem człowieka którego mam
zaszczyt być kolegą, Schmeisser jest właśnie
przykładem skutecznego stosowania i
wykorzystywania potencjalnych możliwości
samolotu, szczególnie Bf-109G2.
Pamiątkowa fotka Bf-109F z muchomorami
w tle, skok śmigła ustawiony na pozycję
Turn - off
Inna
sprawa, że nie wszystkie samoloty
dobrze oddają działania które opisaliśmy
powyżej. Nie wiem czemu tak jest, ale
ogólnie najbardziej zadowolony jestem z
działania samolotów Messerchmitt. Tam
to działa tak jak powinno, czego już
nawet o Focke-Wulf powiedzieć nie można.
Na pewno idiotyzmem jest, że ten sam
silnik napędzający I-153 oraz I-16, w
tym pierwszym zachowuje realia
prawdziwego silnika gaźnikowego i przy
ujemnym przeciążeniu gaśnie,
natomiast w tym drugim przypadku już
nie, a jeśli, to jest to bardzo rzadki
przypadek, tak jakby zależał od innych
okoliczności. Składam to jednak na
karb lenistwa Olega i jego kolegów, którzy
poza kosmetycznymi poprawkami tekstur i
detali nie zmienili kompletnie nic w większości
samolotów przejętych z poprzedniej części
gry, czyli ze Szturmowika. A jeśli coś
zmienili, to najwyżej model lotu, na
taki który szczerze mnie rozbawił i
ujawnił słowiańską naturę tej
ekipy, czyli co by tu jeszcze spieprzyć.
Do zabaw i nauki obsługi śmigła
polecam samolot Bf-109E, który bardzo
wdzięcznie reaguje na obsługiwalne
parametry silnika i śmigła, i można
na nim spokojnie poćwiczyć.
Zdecydowanie odradzam natomiast
Brewstera, w którym jedyny stosowany
skok śmigła wynosi 100% niezależnie
od wysokości i prędkości, ponieważ
na każdym innym samolot wyraźnie
zwalnia, co jest kompletną bzdurą i
zaprzeczeniem fizyce.
MIESZANKA
PALIWOW
A.
Proces
spalania paliwa w silniku tłokowym jak
wiemy polega na spaleniu mieszanki
paliwowo-powietrznej dostarczonej do
cylindra za pomocą iskry wytworzonej
przez układ zapłonowy. Układ zapłonowy
w dużym uproszczeniu symbolizują w
naszej grze ISKROWNIKI, natomiast
regulacja składu mieszanki paliwowej ma
dać nam namiastkę kontroli nad
silnikiem. O ile iskrowniki potraktowano
czysto symbolicznie i nie mają one dla
nas znaczenia w grze, bo i tak są
zawsze tylko włączone, o tyle możemy
mieć wpływ na samą mieszankę paliwową.
Dla wyjaśnienia nadmienię tylko, że
iskrowniki w samolocie spełniają taką
rolę jak świece zapłonowe w
samochodzie, i układ ten ze względów
bezpieczeństwa jest zawsze co najmniej
zdwojony. Oznacza to, że w pozycji
„0” wszystkie iskrowniki są
odłączone, w pozycji „1”
pracuje jeden układ iskrowników, w
pozycji „2” pracuje drugi układ,
a w pozycji „1+2” pracują
wszystkie iskrowniki. Może się to
wydawać komuś początkowo jako
komplikowanie sobie życia na siłę,
ale tak nie jest. Wyobraźmy sobie, że
jedziemy samochodem z
dwunastocylindrowym silnikiem. Typowym
układem takiego silnika jest układ rzędowy
widlasty, czyli dwa rzędy sześciu
cylindrów. Niech każdy z tych cylindrów
ma jedną świecę, i załóżmy że oba
rzędy cylindrów mają wspólne
zasilanie elektryczne. Jeżeli jeden z
tych rzędów zostanie uszkodzony w taki
sposób, że nie pracują w nim
wszystkie cylindry, to jest wiele możliwości
że zakłóci to lub uniemożliwi pracę
całego silnika pobierając
wciąż duże ilości prądu dla
niepotrzebnych już świec zapłonowych
(nie spalone w jednym z rzędów paliwo
detonować będzie w gorącym kolektorze
wylotowym, ale w przypadku silnika
lotniczego celowo to pomijam jako
drugorzędne). Jeżeli nie pracuje jeden
cylinder, to nie ma to znaczenia dla
takiego silnika i niewprawne ucho nawet
nie usłyszy różnicy. Jeśli dwa, to
gorzej, tym bardziej trzy cylindry,
niemniej teoretycznie, przy odpowiedniej
jego konstrukcji, nawet na połowie
pracujących cylindrów ten silnik nadal
będzie pracował. Ma to kapitalne
znaczenie, jeśli w walce powietrznej
czy z innych przyczyn odniesiemy
uszkodzenia i sytuacja zagrożenia pożarem
czy zniszczenie bądź uszkodzenie
silnika zmusi nas do odłączenia
jednego rzędu cylindrów. Po to właśnie
jest ów przełącznik, i zapewniam, że
piloci samolotów Focke-Wulf FW-190
korzystali z niego bardzo często. To
akurat dobry przykład; samolot ten miał
silnik gwiazdowy, o układzie podwójnej
gwiazdy.
FW-190 F-8 na 7000 m
Ten
układ konstrukcyjny ograniczał dopływ
zimnego powietrza chłodzącego bezpośrednio
silnik od czoła do tylnego pierścienia
cylindrów, które przez to bardzo często
przegrzewały się i powodowały awarie.
W wielu przypadkach wyłączenie z pracy
tylnej gwiazdy cylindrów ratowało
silnik przed zatarciem a pilotowi
pozwalało na ostrożny powrót do bazy
w celu dokonania napraw. Dlatego niech
nie dziwi nas że w samolocie jeżeli wyłączymy
jeden rząd iskrowników, silnik nadal
pracuje, tylko na nieco mniejszych
obrotach i z innym dźwiękiem, i że cała
ta zabawa z iskrownikami jest tylko
niepotrzebnym dodatkiem. Szturmowik to
gra, mamy wygodny fotel i monitor, ale w
prawdziwym życiu już paru ludziom ten
przełącznik pozwolił powrócić do
domu. W rzeczywistości oczywiście moc
silnika będzie mniejsza o te niepracujące
cylindry i stawiany przez nie opór, bo
ich tłoki przecież nadal muszą być
posuwane przez cylindry pracujące, co
spowodowane jest oczywiście wspólnym
wałem korbowym dla wszystkich cylindrów,
ale wydaje mi się w grze się tego tak
wyraźnie nie odczuwa. W niektórych
samolotach widać to lepiej, w niektórych
gorzej, niemniej dobrze że wreszcie zwrócono
na to uwagę. Jeśli chodzi o samą
mieszankę, to jak wiemy składa się
ona z paliwa i powietrza, dość
precyzyjnie wymierzonych w jednostce
podanej to silnika mieszanki poprzez gaźnik.
Jest to dość skomplikowane urządzenie
i nie miejsce tu i nie czas na wywody,
które dla naszej gry nie mają zresztą
znaczenia, ale sam skład mieszanki
powinien wyglądać następująco: do
rozruchu silnika mieszanka bogata, czyli
120%. W warunkach zimowych, przy
ujemnych temperaturach, nie uruchomilibyśmy
silnika w ogóle gdyby nie tak bogaty skład
mieszanki. Latem, jeśli silnik był
wcześniej podgrzany przez obsługę,
teoretycznie powinien „odpalić”
nawet na ubogiej mieszance, a na bogatej
wręcz ulec „zalaniu”
paliwem. Gra jednak nie oddaje w pełni
prawdziwego życia, toteż możemy
uruchomić silnik prawie zawsze na każdej
mieszance, ale tu ciekawostka, że jeśli
na dużej wysokości wyłączymy silnik,
przynajmniej w Bf-109E, to jeżeli
pozwolimy mu ostygnąć, to na ubogiej
mieszance dostosowanej do dużej wysokości,
ten silnik już nie
„odpali”. Musimy dać
bogatszą mieszankę, uruchomić go i
dopiero potem stopniowo zmniejszać jej
skład na korzyść powietrza. Skład
mieszanki ma duże znaczenie dla
parametrów pracy silnika, ponieważ
wraz ze wzrostem wysokości maleje gęstość
powietrza, a co za tym idzie zmieniają
się parametry spalania w silniku. Po to
właśnie regulujemy skład mieszanki,
by te różnice niwelować i zachować
najlepsze możliwe parametry pracy
silnika. Im wyżej, tym mieszanka
powinna być uboższa, o ile i na jakiej
wysokości- tego Elwood nie powie, bo każdy
samolot ma inny silnik. Trzeba po prostu
nauczyć się swojego samolotu, zresztą
tak jak w życiu. Ci którzy wolą łapać
punkty niż latać dla przyjemności,
mogą w wielu samolotach zdać się na
działanie automatyki, albo po prostu wyłączyć
opcję „full real”. Na pewno
nie jest to wszystko na początku
proste, a poza tym może być irytujące
że niektóre samoloty wymagają obsługi,
jak Bf-109E, a inne zupełnie nie, jak
Brewster Buffalo, w którym trzeba tylko
lecieć i strzelać bo jego parametry
pozostają niezmienne, a wręcz ulegają
pogorszeniu przy jakiejkolwiek próbie
logicznego używania śmigła i gaźnika.
UKŁADY
SZTUCZNIE ZWIĘKSZAJĄCE MOC
są osobną kwestią . Są to wszystkie
instalacje dodatkowe, jakie uruchamiamy
w grze domyślnym przyciskiem W.
Krótki
przegląd takich instalacji rozpoczynam
od najprostszego rozwiązania, jakim
jest natrysk wody na chłodnicę
powietrza doładowującego. Rozwiązanie
proste, stosowane obecnie nawet w
samochodach, polega na dodatkowym
odebraniu ciepła z powietrza przepływającego
przez chłodnicę. Powietrze im
zimniejsze tym jest gęstsze, a to ma
kolosalny wpływ na jakość procesu
spalania mieszanki której jest składnikiem.
Taki system jest bezpieczny dla silnika
i ograniczony tylko ilością wody
zabranej przez samolot,
najpopularniejszym przykładem tego
systemu jest oczywiście P-47.
Thunderbolt P-47 wczesnych serii
Kolejny
system, czyli wtrysk podtlenku azotu,
również dość prymitywny system,
pozwalający na wtłoczenie do kolektora
dolotowego silnika (to taki
„przedpokój-poczekalnia”
silnika, mieszanka stamtąd już bezpośrednio
wchodzi do poszczególnych
„pokoi”, czyli cylindrów)
tzw. gazu rozweselającego N20
pod ciśnieniem, który rozszerzając się
ulega
gwałtownemu schłodzeniu (jak każdy
gaz). Dzięki temu powietrze mieszające
się z paliwem w cylindrze jest bardzo
zimne, a sama instalacja wymaga osobnego
podgrzewania ponieważ mogłaby po
prostu zamarznąć. Ten system jest
bardziej wydajny niż poprzedni, ale ma
swoje wady. Jedną z nich jest
komplikacja systemu, co w urządzeniu
takim jak samolot nie jest mile
widziane. Ponadto silnik stosujący taki
system ulega szybszemu zużyciu, pracuje
bowiem w sztucznie stworzonym superśrodowisku,
które generuje dużo większe obciążenie
dla samego silnika mogące go z czasem
przegrzać bądź mechanicznie uszkodzić.
Szczególnie dużym siłom poddawane są
wtedy tłoki, korbowody, jak i same głowice,
co mimo zastosowania technologii
lotniczych z czasem może doprowadzić
do zniszczenia silnika (porcje
podawanego gazu, co nie muszę chyba
wyjaśniać, są dużo większe niż w
osiedlowych rajdowych Lanosach).
Ostatnim popularnym rozwiązaniem jest
system podający silnikowi wodę z
metanolem i procentowym udziałem
innych dodatków, m. in. środka
antykorozyjnego. Ten system nie próbuje
już iść z silnikiem na kompromis,
niczego nie schładza ani nie pomaga w
procesie spalania. Tu silnik zasilany
jest żywym ogniem, i jest to broń
obosieczna, ponieważ za olbrzymią
wyzwoloną mocą idzie zaraz ponury żniwiarz,
który czeka już na nasz silnik. System
ten stosowany w niektórych seriach
niemieckich silników, oznaczanych AS,
powodował że ich resurs mógł wynieść
nawet kilka godzin, jeżeli pilot zbyt
chętnie pozwalał sobie na strzały
naprzód. Ponadto stosowanie tego
systemu wymagało po użyciu
kilkuminutowego spokojnego lotu, by
silnik mógł dojść do siebie i znaleźć
wytopione panewki. W przeciwnym wypadku
nieuchronnym skutkiem strzału mogła być
nawet eksplozja, a zatarcie silnika należało
potraktować jako dość spokojną
reakcję maszyny na nasze pomysły.
Generalnie
większość systemów wspomagających
opiera się o wymienione powyżej rozwiązania,
różniąc się szczegółami
konstrukcji bądź czynnikiem roboczym.
Wszystkie też należy traktować poważnie
i z szacunkiem, chyba
że ktoś leci tylko po punkty na
HL. Prawdziwej misji COOP „full
real” z dolotem i walką raczej
nie da się ukończyć zbyt hojnie
szafując klawiszem W. To jest tylko War
Emergency Power, jak już nie ma nic do
stracenia.
CHŁODNICE
są stosunkowo prostym urządzeniem i
potraktowanym zupełnie powierzchownie w
grze. Nie mam pojęcia co autorzy gry
mieli na myśli wprowadzając taki a nie
inny sposób ich obsługi, w każdym
razie w niektórych samolotach można używać
ich jako powierzchni hipernośnych, działających
jak dodatkowe klapy, co szczerze
polecam. Dobrze jest też po walce wracać
do bazy spokojnie z otwartą chłodnicą
i sobie przy okazji schłodzić silnik,
bo jeśli ktoś nas znienacka zaatakuje,
to możemy od nowa wejść do akcji w pełni
sprawnym samolotem, a nie na wciąż gorącym
silniku walczyć z przeciwnikiem i
przegrzaniem.
SPRĘŻARKA
to takie urządzenie, które pozwala
przezwyciężyć silnikowi głód
tlenowy. Generalnie sprężarki są po
to, by sztucznie zwiększać objętość
powietrza zasilającego silnik. Jak
wiadomo, im wyżej, tym powietrza mniej.
Dlatego próbuje się pomóc silnikowi
sprężając to powietrze, które akurat
jest dostępne. Z uwagi na prostotę
konstrukcji, najczęściej turbiny napędzane
są gazami spalinowymi z silnika, choć
nie jest to regułą. W bardziej
zaawansowanych konstrukcjach występują
sprężarki wielobiegowe, dostosowane do
różnych wysokości, tak by
zoptymalizować ich pracę.
Najpopularniejsze takie sprężarki,
dwubiegowe, przeważnie przełącza się
około 2500 metrów, zależnie od modelu
samolotu z tolerancją kilkuset metrów,
w niektórych samolotach sprężarki
sterowane są automatycznie, zależnie
od zewnętrznego ciśnienia. To już
jednak nieco wyższa technologia.
Najprostsze sprężarki zabudowane są
na stałe, jako jednobiegowe, i również
nie wymagają od pilota żadnej obsługi.
Ich praca może mieć bardzo duży wpływ
na nasz silnik w czasie lotów wysokościowych,
a awaria może nam takie loty wręcz
uniemożliwić.
Solarium w kabinie Hs-162
SILNIKI
ODRZUTOWE
i inne przyzwyczajenia. Po pierwsze,
występujące w naszej grze silniki to
konstrukcje niemal pionierskie. Ich
resurs wynosił kilka godzin pracy, o
ile wcześniej się nie zepsuły, zapaliły,
ukręciły, odpadły, odleciały,
niepotrzebne skreślić. Po drugie, są
to silniki odrzutowe, a więc pracujące
nieco inaczej niż samoloty do których
przywykliśmy. Turbina obracająca się
w takim silniku ma olbrzymią prędkość
obrotową, a co za tym idzie wielką
bezwładność. Bardzo łatwo ją ukręcić
nieumiejętnym sterowaniem przepustnicą,
bo elektroniczne wspomaganie to dopiero
przyszłość. Nie ma możliwości gwałtownego
przyspieszenia, tak jak i nie można gwałtownie
„zdjąć gazu”. Spokojny, płynny
lot, z zaplanowanym manewrem następnym
po tym w którym właśnie jesteśmy, to
klucz do sukcesu. Salamander czy
Schwalbe to samolot uczący pokory i nie
tolerujący gorącej krwi. Płynne
przesuwanie przepustnicy, nie szybciej
niż o skok/dwa na sekundę. I szacunek
dla prędkości obrotowej turbin.
Ponadto przed startem silniki te
uruchamiamy silnikami pomocniczymi
Riedel, to zwykłe dwusuwowe silniki
rozruchowe, niech nas nie zmyli ich ospałość.
Przesunięcie przepustnicy za daleko
naprzód w momencie gdy zaskoczą już
silniki odrzutowe spowoduje zapłon
nagromadzonego tam niepotrzebnie paliwa
i katastrofę. Silniki te nie podlegają
chłodzeniu ani regulacji mieszanki
paliwowej, i pracują w myśl zasady
„im szybciej, tym lepiej”.
Oznacza to, że w przypadku
przekroczenia temperatury roboczej
lepiej jest przyspieszyć jeszcze
bardziej i schłodzić silnik opływającym
powietrzem, niż zwalniać i próbować
zmniejszać moc. To po prostu zupełnie
inne zasady i inne latanie niż na
silnikach tłokowych, i trzeba się do
tego przyzwyczaić. Ponadto trzeba pamiętać,
że silniki takie z uwagi na swoją
zaawansowaną a nie do końca opanowaną
technologię, są kapryśne i bardzo
delikatne, a ich wielka sumaryczna moc w
przypadku samolotów dwusilnikowych
ginie wraz z utratą jednego z nich.
Schwalbe nie jest w stanie utrzymać się
w powietrzu na jednym silniku.
Odrzutowce z okresu WW2 nie były też w
stanie wykonać bezpiecznego
przymusowego lądowania, dlatego w
przypadku problemów sugeruję
zabezpieczyć wysokość, choćby
poprzez wykonanie „górki”,
i ewakuację na świeże powietrze. Inną
istotną sprawą jest pożar. Tych
silników nie można zgasić.
Nagromadzone w gondoli silnika paliwo
lotnicze w końcu znajdzie swoją iskrę
i na pewno wybuchnie, jest to tylko
kwestia czasu.
Suplement:
doświadczenie ostatnich lotów na HL i
przeprowadzone testy dowodzą, że można
wylądować Me-262 na jednym silniku
rozbijając się, ale zachowując życie.
Szmajsowi udało się rozbić Jaskółę
na pasie i wysiąść zanim zmienił się
w chrupiący chipsik,
niemniej jest to raczej kwestia
trochę przypadku, którego moc może
okazać się większa niż nasze umiejętności.
W rzeczywistości natomiast Elwood nie
zna przypadku udanego lądowania Blitza,
Jaskółki czy Salamandera pozbawionych
napędu. Ale z drugie strony, przecież
Elwood nie zna wszystkiego.
INSTALACJA
GAŚNICZA Ostatecznym
ratunkiem dla samolotu w przypadku pożaru
silnika, może być INSTALACJA GAŚNICZA.
Niestety, nie wszystkie samoloty są
wyposażone w taki system, ponieważ
wymaga on miejsca i daje dodatkowe
kilogramy, na co większość małych
samolotów myśliwskich nie może sobie
pozwolić. System taki jest ratunkiem
silnika przez pożarem, ale pamiętajmy
że uszkodzony silnik nadal pozostanie
niesprawny, bo system służy wyłącznie
stłumieniu płomieni które mogą
doprowadzić do pożaru całego samolotu
czy eksplozji paliwa, i na ugaszony
motor nie należy za bardzo liczyć.
Zależnie od rodzaju systemu różnie to
może wyglądać, schemat ogólny jest
jednak podobny; ładunki przeciwpożarowego
świństwa będącego mieszanką gazową
(coś jak halon w gaśnicy, plus
dodatki) są odpalane przez pilota i
działają przez krótki czas. Ich
liczba jest oczywiście ograniczona. Jeśli
płomień uda się zdusić, to jest
dobrze, jeśli nie, pozostaje tylko
ostre nurkowanie. Pęd powietrza oderwie
wtedy płomień od powierzchni i tym
samym ugasi pożar, studząc przy tym
uszkodzone miejsce. Jeśli pożar trwa,
a wysokość nie pozwala na taki manewr,
należy albo poszukać dogodnego lądowiska,
albo wysiadać, bowiem jeśli pożar
pokona zabezpieczenia instalacji
paliwowej, a trzeba się z tym liczyć
że to kwestia czasu, to może nastąpić
eksplozja. Należy pamiętać, że niektóre
samoloty są bardziej palne niż inne.
Nie chodzi tu tylko o ich konstrukcję i
rodzaj zastosowanych materiałów, ale
także to czy zbiorniki paliwowe są
wypełniane obojętnymi dla ognia
spalinami oraz czy są wyłożone masą
samouszczelniającą i wyposażone w
zawory „pepoż”. To dlatego
Fw-190 może płonąć jasnym, żywym
ogniem i kawał drogi dolecieć do domu,
natomiast MiG-3 pali się krótko, ale
za to bardzo namiętnie. Generalnie
instalacje przeciwpożarowe najczęściej
stosowane są na dużych samolotach, i
tam też mają sens, bowiem samolot taki
może podjąć próbę powrotu do bazy
na pozostałym silniku czy silnikach,
natomiast jednosilnikowa maszyna na
„spalonym” motorze ma
niewielkie szanse powrotu, nawet jeśli
ten silnik nadal jeszcze działa, to moc
jego będzie szybko spadać przez
wypalone elementy osprzętu i uszczelki
aż w końcu nieuchronnie zgaśnie.
Życzę
wysokich lotów.
Autorem
tekstu jest : Elwood
|