|
SYMULATOR
"ORLIKA"

25
kwiecień 2003 - ten dzień na pewno
pozostanie mi w pamięci. Dzięki
zaproszeniu majora i jego syna D.K. mogłem
odwiedzić Dęblin, naszą polską Szkołę
Orląt od zupełnie innej strony - od
wewnątrz. Celem mojej wyprawy był
symulator lotniczy, taki na jakim szkolą
się przyszli lotnicy maszyn bojowych.
Symulator z prawdziwego zdarzenia.
Szkolno-treningowy samolot PZL-130 Orlik
jest samolotem przeznaczonym do wstępnego
i podstawowego szkolenia łącznie ze
szkoleniem w wykonywaniu niektórych
zadań z użyciem środków bojowych.
Stanowi on jedno z trzech ogniw systemu
składającego się z samolotu,
symulatora i elektronicznego systemu
diagnostycznego. Orlik jest ostatnim
krokiem już do przesiadki do maszyn
odrzutowych. Jego silnik, sylwetka, jak
i śmigło ma w całkowitym zachowaniu
przypominać zachowanie samolotu
odrzutowego. Czym prędzej zatem zależało
mi by znaleźć się za kokpitem owej
maszynki.
Pełnowartościowa
kabina pilota samolotu PZL-130
"Orlik"
Kabina
wydaje się dosyć ciasna, bardziej
przypomina te szybowcowe ale i tak jest
bardo funkcjonalna i wygodna. Dostęp
tylko do niektórych przyrządów (jak
np wypuszczanie klap) jest nieco
utrudniony - znajdują się one mocno z
boku i naprawdę musiałem już się
mocno wychylać. Na symulatorze spędziłem
blisko dwie godziny, bawiąc się w
figury, w starty i lądowania, w loty w
nocy, w zimę, na niskim i na wysokim pułapie.
Wrażenie niesamowite, chociaż to nie
grafika z IŁa Forgotten Battles, można
było jednak dostrzec i pojedyncze
drzewa i stojące budynki. Mapa na
ekranie przedstawia najbliższe
otoczenie Dęblina, czym dalej tym już
obiektów jest mniej, jedynie zachowano
charakterystyczne punkty dla danego
otoczenia, jak np. kominy w Kozienicach
czy Puławach itp. Tak czy siak uczucie
fajne.
Już
w kabinie
Przed
sobą mam olbrzymi ekran. Bark mi tylko
było spojrzeń na boki i możliwości
rozglądania się w każdym kierunku.
Naprowadzać musiałem się zatem na
czują na pdst orientacji w terenie z
obrazu tuż przed sobą albo dzięki
radiolatarniom
Joy...
tfuuuuuuuuuuu drążek sterowy ;)
Prawdziwe
wrażenie zrobiły na mnie siły działające
na drążek. Toż to trzeba być atletą
! Przy nurkowaniu ok 450 km/h i wyciagnięciu
samolotu na 150m nad ziemią na drążku
miałem ze 25 kg. Ledwo to, to dało się
utrzymać. Aż takiego Force Feadbacka
nie chciałbym mieć u siebie w domu.
Dzięki temu też doskonale można
zrozumieć trymowanie samolotu, jak ono
ułatwia życie pilotom. Wszystkie
potencjonometry do trymowania miałem w
rękojeści drążka i działały na
zasadzie POV czyli naszych "grzybków"
czy jak kto tam woli bo nazw jest od
pyty tego ustrojstwa. Notabene siły na
drążku w Me-262 dochodziły do 45 kg
przy prędkości 980 km/h i zalecenie
odgórne Luftwaffe było, by tych prędkości
już nie przekraczać.
Podchodzenie
do pasa na dęblińskie lotnisko Szkoły
Orląt
Samo
lądowanie nie nastręczało problemów.
W przeciwieństwie do Iła sterowanie
orczykiem dużo tutaj dawało, a
umiejscowienie pedałów doskonale współgra,
nie tak jak klawiatura. Zdarzały się
kangury przy lądowaniu, ale chociaż
maszyna była cała. Raz tylko zaliczyłem
crash, ale testowany był lot ślizgowy
bez silnika, który "opiekun"
złośliwie ;) wyłączył. Uruchomienie
silnika w locie nie przyniosło skutku i
zbyt szybkie opadanie doprowadziło do
zwalenia się samolotu tuż nad ziemią.
Ciężko powiedzieć czy bym "przeżył"
bo ekran zrobił się czarny (już wiemy
skąd Oleg Maddox wziął ten patent :D
)
No
i gotów do kolejnego startu
Moment
odśrodkowy śmigła zwala z nóg. Albo
znów trymujemy samolot albo mocno
kopiemy prawy orczyk do czasu już
prawidłowego rozbiegu samolotu. Zabawa
przednia !
No
cóż prawdziwy symulator to już zupełnie
inna bajka, to już zupełnie inne
realia (no i inne pieniądze) - ale tak
czy siak zabawa przednia, a radocha
jeszcze większa !!!
Parę
ciekawostek. pewnie mało osób wie, że
w Dęblińskich piwnicach znajduje się
ruska kopia silnika Junkersa Jumo 004,
czyli silnika od Me-262 A. Silnik jest
naprawdę spory, już wyobraźnia
pracuje jakie to musiało być mocne
skrzydło, "radziecki" Junkers
Jumo 004, silnik odpalany na korbę
Dobrze
widoczna ruchoma "cebula"
czyli stożek ruchomy silnika. Było on
sterowany automatycznym
serwomechanizmem, który przy wzroście
prędkości samolotu przesuwał się
do tyłu proporcjonalnie do wzrostu ciśnienia
dynamicznego. Stożek na lotnisku
był w pozycji maksymalnie wysuniętej.
"Jumo" jak widać na zdjęciu
został pocięty w celach szkoleniowych
Tutaj
kolejna ciekawostka. Silnik również
związany z Iłem - tym razem podwójna
gwiazda od laparcha, a dokładniej
silnik ASh-82FN (najprawdopodobniej) od
Ławoczkina Ła - 7.
O
czym
my mówimy ? Silnik rodem z Lock - On ,
na fotce od Su-22
Dalej
prezentacja koncepcji Schwalbe w
powojennym ZSRR, coś wam ten IŁ-28
przypomina? Bombowiec strategiczny, do
którego zawsze miałem spory sentyment
To
nie pustynny kamuflaż tylko działanie
wiatru, śniegu, deszczu i wody. Samolot
myśliwsko - bombowy Su-17
Stary
poczciwy An-2 z oznaczeniem cywilnym
SP-ANT, na tym samolocie szkolą się
skoczkowie w Dęblinie
No i TS-11 Iskra, tym razem w sali
szkoleniowej, archaiczne już samoloty służące
jako szkoleniowe. Maszyny wiekowe,
jednak wciąż chwalone
Jak widać, samolotów jeszcze nie mamy
a propaganda dla F-16 już w Szkole
Orlat działa ;)
*
* *
Na
koniec jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI dla
Państwa K. za umożliwienie mi tej
wycieczki
Pozdrawiam
SERDECZNIE !!!
YoYo
|