Subscribe to RSS - Milviz
Witaj Pilocie! FSX, FS2004, Flight, Rise of Flight, Lock On, DCS, Condor, Take on Helicopters, IL-2...


Digital Combat Simulator

Flight Simulator oraz P3D

Seria IL-2

Take on Helicopters

Condor Soaring Simulator

Rise of Flight

Falcon Allied Force

Testy Sprzętu

Startujemy !

Historia

Reportaże

HOTAS: Saitek X55 Rhino

Wstęp

Moja recenzja H.O.T.A.S.  Saitek X-55 Rhino, od razu uprzedzam,  jest bardzo subiektywna. Opisuję to, co mi osobiście się podoba lub nie, w odniesieniu do mojego poprzedniego „hotasa” i do symulatorów, którymi się czasem zabawiam. Symulatory to Ił-2 (już sporadycznie), CloD (sporadycznie z ogólno znanych powodów), BoS i RoF. Jak widać „po bożemu” – silniki tłokowe i śmigła. Symulatory suszarek, wiatraków i innego wyposażenia fryzjerskiego mnie nie grzeją :-). Do niedawna korzystałem z Saiteka X-52 Pro, który akurat po kilku latach użytkowania się zepsuł (do tego pedały Saiteka, no i Track IR). Padła elektronika (ostatnio było na ten temat na forum IL-2), ale przyznaję jej do tego prawo po kilku latach działania i dotrwania do momentu wyprodukowania modelu następnej generacji (no, z dwumiesięcznym może poślizgiem).
Generalnie na X-52 Pro złego słowa powiedzieć nie mogę. Jest może bardzo plastikowy, ale ta plastikowość generalnie za bardzo nie przeszkadza, bo i design, i ergonomia, i jakość jest dobra. Po latach użytkowania w X-52 nic się nadmiernie nie "kolebie", systematycznie smarowany mechanizm działa płynnie a drąg leży w ręku jak…

Tak więc z niecierpliwością oczekiwałem nowego, flagowego zestawu od Saiteka. Śledziłem wiadomości, oglądałem coraz to nowsze rendery, potem pierwsze recenzje i w końcu oferty sklepów. Pierwszy z „polskich” sklepów z X-55 „na stanie” był Alternate.pl. Zamówiłem, towar dotarł sprawnie i bez problemów. Polecam. Pudło spore, ciężkawe. W środku w foremkach jak od jajek przepustnica, joy w dwóch częściach (podstawa i „drąg”), zestaw sprężyn w tubce z folii i luźna karteczka, żeby sobie pobrać sterowniki i takie tam. Graty spore, wyglądające zachęcająco. No to oglądamy…

Dżojstik i przepustnica prosto z pudełka.

Ogląd

Pierwsze wrażenie: wszystko jest plastikowe. Nawet trzon dżojstika i „przegub” są czarne, plastikowe, nie mówiąc już o plastikowych niby główkach imbusów, niby mocujących „haty”. Garść metalowych, chromowanych pstryczków nie zmienia wrażenia, że metalu jest mniej, niż w X-52 Pro.
Kanciaste pudełka podstaw, żółte pasy „ostrzegawcze”, szare i takie jakieś „drętwe” detale sprawiają, że całość sprawia dość toporne wrażenie. Wygląda to dokładnie tak, jak na renderach, przy czym zazwyczaj jest tak, że w realu sprawy ostatecznie przedstawiają się lepiej – w tym przypadku akurat nie. Z drugiej strony obszerne i dosyć ciężkie pudła są dobrą, stabilną bazą dla manetek i „drąga”, a gumowe podkładki (takie same jak w X-52), dobrze zabezpieczają przed poślizgiem. Dla energicznych „szarpaczy” przewidziano otwory na śruby, umożliwiające przykręcenia całości do stołu.

Joy – dość „drętwo” wygląda.

Przepustnica – broni się liczbą przycisków, pokręteł, „hatów” itp., metalowe przełączniki poprawiają wrażenie.

Joystick z trzema ośmiokierunkowymi „hatami” i dwoma przyciskami „na główce” (jeden z boku), topornym cynglem, przyciskiem pod kciukiem i dwoma przyciskami „podpaluszkowymi” (czyli „pinkie” i „pinkie paddle”) nie powala wyglądem. Ot, napakowany joy. Drąg jest trójosiowy, czyli obraca się, czym można zastępować orczyk (ale pedałów to nie zastąpi, co jest kwestią ogólnoznaną i oczywistą). Mechanicznego blokowania obrotu nie ma, można co najwyżej wyłączyć działanie w oprogramowaniu sprzętu.

Joy w pełnej okazałości. Jedynie sprężyna jest metalowa, pewnie da się to poprawić w następnym modelu :-)

U dołu dżoja zamontowana jest na stałe podstawa pod dłoń. Nisko, za nisko - jednak o ergonomii za chwilę. Poniżej podstawy znajduje się szary pierścień do przykręcania drąga do mechanizmu, bo drąg jest odejmowalny. Jest taki, bo w nowym sprzęcie Saiteka przewidziano możliwość stosowania sprężyn centrujących o różnych parametrach. W komplecie są 4 sprężyny, oznaczone kolorami jak na mój gust „od czapy” - najmiększa jest czerwona, najtwardsza niebieska. Założona jest średnio twarda zielona, żółta jest średnio miękka. Zamontowana sprężyna jest twarda, powiedziałbym bym nawet, że bardzo. Od razu zamieniłem ją na czerwoną, która jest i tak trochę sztywniejsza niż sprężyna w moim starym X-52. Sprężyny wymienia się dosyć łatwo, choć jak to przy nowym sprzęcie bywa, ze strachem. Trzeba wycisnąć z zapadek blokujący pierścień i nie wiadomo, czy nie puści coś ważnego. Nie puściło, ale częstego wymieniania sprężyn bym raczej nie polecał. Mechanizm jest ten sam, co w X-52 – sprężyna, tarcza, pierścień. Zamiast znanej z X-52 aluminiowej „tarczki” osłaniającej bebechy jest coś w rodzaju przegubu kulowego – w całości plastikowego. Wysmarowane jest toto jakimś rzadkim mazidłem, co z domyślnie założoną sztywną sprężyną powoduje, że tarcza stawia spory opór i smętnie poskrzypuje przy delikatnym ruchu. Założyłem najsłabszą sprężynę, ale nie miała ona siły centrować drąga, który potrafił zostać nawet w skrajnym położeniu. Natychmiast kupiłem smar silikonowo-teflonowy, wytarłem fabryczne „tłuściwo” i posmarowałem co trzeba na nowo – pomogło.

Mechanizm drąga – wszystko plastikowe

Przepustnica jest dzielona, co ewidentnie jest największą zaletą X-55. Podział jest zbliżony do połowy, przy czym główna przepustnica jest powiększona o garść pokręteł, „hatów” i przycisków. Oczywiście wajchy można łączyć i rozłączać, a służy do tego spory, przesuwany element. Przykrą niespodzianką jest dla mnie to, że na przepustnicy (w sensie samych manetek, a nie całości) jest tyle samo manipulatorów osiowych, co poprzednio. Do obsługi silnika ze śmigłem potrzeba sporo osi, pokręteł – dwupozycyjne przełączniki to w jakiś ersatz. W X-52 brakowało mi jednego pokrętła do szczęścia. Wykoncypowałem, że w X-55, dzięki dzielonej przepustnicy będzie ok. Przepustnica: obroty i skok; pokrętła: chłodnica wody i oleju; „slider”: mieszanka; „scroll”: „zoom”. Tymczasem okazuje się, „slider” nie jest już suwakiem, więc nadal brakuje jednej osi/pokrętła. Niby doszły dwa pokrętła na podstawie, ale jaki to H.O.T.A.S, jeśli trzeba rękę odrywać, żeby chłodnicę podregulować czy widok przybliżyć?

Na wajchach znajdują się dwa pokrętło-przyciski, dwa ośmiokierunkowe „haty”, dwa zwykłe przyciski pod spodem manetki głównej i jeden dwupozycyjny przy drugiej manetce, pokrętło myszki („scroll”) i jeszcze przy kciuku „łechtaczka” myszki i przycisk. Obok mój ulubiony „slider” – o nim jeszcze kilkukrotnie napiszę.
Na podstawie znajduje się 7 standardowych, metalowych, dwupozycyjnych przełączników - takich wracających do „neutrum”.
Mimo, że jedne są opisane na obudowie SW („switch”) a drugie TGL („toggle”), to wszystkie są takie same. Do tego dwa pokrętła jak od starego radia i przełącznik modów (trybów).
Z boku jest pokrętło regulacji oporu ruchu przepustnic. Sam ruch jest ciągły, nie ma progu w 90% obrotu.

Podświetlenie przycisków na przepustnicy jest dyskretne, zielone, zlokalizowane tylko przy przełącznikach na podstawie. Nie ma tej feerii barw i świateł z X-52, nie świeci suwadło przepustnicy, nie świecą przyciski. Nie sądziłem, że to kiedyś powiem, ale to szkoda. Bo święcące przyciski ze starego sprzętu przynajmniej miały jakiś wyraz, a tu jest szaro i smętnie. Na dżojstiku podświetlone dyskretnie, od spodu, też na zielono, są tylko „grzybki”. Tak dyskretnie, że z miejsca widzenia gracza w ogóle niewidocznie. Oczywiście intensywność świecenia (do zera) można regulować w ustawieniach sprzętu.

Przepustnica w pełnej okazałości. Spory ciężar, duża podstawa i gumowe podkładki dobrze zabezpieczają przed przesuwaniem.

Przepustnica i dżojstik są oddzielnymi urządzeniami, z własnymi kablami USB. Softwarowo takie oddzielne już nie są, ale o oprogramowaniu trochę dalej.

Jakość

Jakość wykonania mogę porównywać jedynie do X-52 i muszę stwierdzić, że jakość wykonania X-55 jest gorsza. Plastik pudeł podstaw jest taki jakiś tandetny, same pudła składają się z dolnej i górnej części z podziałem w połowie wysokości, przez co wyglądają jak duże, kanciaste mydelniczki. Genezę tego designu można zresztą zobaczyć gdzieś na stronie Saiteka, gdzie wstępne, białe styrodurowe przymiarki różnią się od produktu końcowego chyba tylko kolorem (ok., może się trochę wyzłośliwiam). Manetki i drąg są pokryte tą samą co niegdyś, dziadowską farbą o gumowatym dotyku, która zejdzie już po niedługim użytkowaniu.
Wajcha przepustnicy ma akurat pod palcami (końcem dłoni) technologiczne połączenie elementów z ostrą, drażniącą krawędzią i wyczuwalną nieciągłością krzywizny. Po prostu kładziesz na niej rękę i wiesz, że to nie jest produkt najwyższej jakości.

Niedokładnie spasowane elementy manetek, dobrze widoczna ostra krawędź akurat pod palcami.

Pomiędzy częściami wajchy jest szczelina, bardzo nierówna. Na dodatek przepustnice kolebią się na boki, a po rozłączeniu części kiwają się jeszcze bardziej. Tak bardzo, że potrafią zaczepiać się (obijać się) o siebie. Wajchy chodzą tak samo drętwo jak w X-52 (choć to może nie zarzut). Przy końcach manetki minimalnie „odbijają”, ale chyba nie ma to większego znaczenia w ustawieniach.

Luz pomiędzy manetkami

Pokrętło-przyciski na przepustnicy są „na oko” podobne do tych w X-52, jednak w pokrętłach nie ma środkowych przycisków, bo same są (w całości) także przyciskami. Być może z tego powodu są bardzo „luźne”, kolebią na boki i przy obrocie prawie nie stawiają oporu. W połowie obrotu mają wyraźnie wyczuwalny „ząbek”.

Sama miarka nie pokazuje dobrze, jak bardzo kolebią się pokrętła, ale „gif” jest bezlitosny.

Z kolei dwa przyciski pod palcami, pod spodem głównej przepustnicy są bardzo twarde i klikają donośnie. „Slider” na przepustnicy (co sugeruje oznaczenie „SLD” i zlokalizowanie w tym samym miejscu, co w X-52) działa tak, że nie wiedziałem z początku, co to jest. Po chwili zorientowałem się, że to nie suwak, ale jakieś „przesuwadło” - dwu albo może trójpozycyjne (trudno było wyczuć). Okazało się, że ostatecznie jest dwupozycyjne, ale z ciekawostką, o której dalej. Metalowe, dwupozycyjne przełączniki na podstawie ładnie sprężynują i klikają, ale kolebią się na boki prawie tak, jakby miały cztery pozycje. Generalnie drażniąca jest ta niejednolitość – jedne „pstryki” działają ok., inne są „luźne”, a jeszcze inne są aż niewygodnie „twarde”. „Cycek” myszki sprawia wrażenie, że działa gorzej. Jest jakiś taki mniej precyzyjny, jakby z luzem, z bardziej zaznaczonymi osiami - przesuwając kursor trzeba poruszać się liniami pion/poziom. Nie wiem, może znów marudzę.

Widok na zgrupowanie pokręteł, grzybków, przełączników, do tego „cycek” myszki i mój faworyt, „slider”.

Ergonomia

Dzielona przepustnica to najlepsze, co ma do zaoferowania X-55. Na przykład do regulacji skoku śmigła jest to rozwiązanie o niebo lepsze, niż choćby „slider” w X-52, którego używałem w tym celu do tej pory, czy wszelkie inne zastępcze wynalazki. Nie wspominając już nawet oczywiście o obsłudze maszyn dwusilnikowych.
Dzielona przepustnica jest super, nawet gdy się wajchy kolebią. Za to to, co się dzieje na joysticku, to ergonomiczna porażka. Zaczyna się wszystko od braku regulowanej podstawki na dłoń, która była w starym dżoju. Podstawka w X-55 znajduje się nisko, tak nisko, że nawet moją sporą grabą nie dosięgam kciukiem do najwyżej położonego przycisku i „hata”.

„Ergonomia” dżojstika. Wyprodukowali go Chińczycy, czyżby mieli większe dłonie i dłuższe kciuki? Nie wiem, muszę się kiedyś przyjrzeć.

Co do „hatów”, to może komuś potrzebne są trzy ośmiokierunkowe grzybki, ale na pewno nie takie, do których nie można dosięgnąć. Na dodatek ten ulokowany najwyżej jest akurat stożkowy, gładki, a tuż pod nim jest "kwiatek" ze sterczącymi "łapkami". Trzymając drąga i opierając dłoń na podstawie nie ma szans, aby ruszyć górnym „hatem”, nie trącając niżej umieszczonego "kwiatka". Używam grzybków w konfiguracji czterokierunkowej, więc tym bardziej nie wyobrażam sobie manewrowania w tym układzie takim ośmiokierunkowym. Coś można kombinować, przypisywać drugorzędne funkcje i „czochrać” grzybka z wolnej ręki - a wystarczyłoby może usytuować je w odwrotnej hierarchii (+ regulowana podstawka oczywiście). W X-52 były cztery przyciski i dwa „haty” – no, komu to przeszkadzało? Że nie było tak, jak w Warthogu A-10 czy innej suszarce?

„Główki” drągów. W X-52 „haty” rozmieszczone z sensem – „kwiatek” wyżej. Można? Można. Poza tym widać plastikowe niby „imbusy” na X-55 (sam plastik nie drażni tak, jak takie pomysły) oraz jak obecnie wygląda „gumowata” farba na X-52.

Spust jest słaby. Toporny, o dużym skoku, jednopozycyjny. Dwupozycyjnego, delikatnego spustu z X-52 bardzo mi brakuje. W X-52 miałem skonfigurowane na przykład pod pierwszym skokiem cyngla karabiny, pod drugim wszystko co strzela, a w układzie z „pinkie” działka i znowu wszystko. Manewrując małym palcem na „pinkie” i wskazującym na spuście mogłem strzelać, jak mi się podobało, żeby zaś gruchnąć szybko ze wszystkiego, wystarczyło zawsze po prostu wcisnąć spust do dechy. Teraz takiej wygody już nie będzie, mimo, że niejako w zastępstwie podwójnego spustu są dwa „pinkie”. Jeden „pinkie” jest przyciskiem pod małym paluszkiem i ok., ale dziwacznego i mocno odstającego „pinkie paddle” już nie da się obsłużyć „pinkiem” - jest za daleko, potrzebny jest do tego palec serdeczny. W rezultacie trzeba manewrować dwoma najmniej ruchliwymi i najbardziej nieskoordynowanymi paluchami, aby uruchomić jakieś bardziej zaawansowane kombinacje przycisków. To układ dla pianisty, albo pilota A-10 (bo to znowu te prawie identyczne rozwiązania).

„Palcóweczka” – to nie jest układ dla pianisty, to układ dla akordeonisty. Widać toporny spust i zbyt nisko zamontowaną podstawę na dłoń.

Przycisk z boku „główki” jest w miarę dostępny palcem wskazującym, ale to jakieś nienaturalne usytuowanie. Wszystkie „spusty” uruchamia się zaciskając palce, a tego trzeba dopychać do boku. Na podstawie dżojstika nie ma żadnych przełączników, co jest bardzo dobre. Do obsługi takich przełączników trzeba bowiem zdejmować rękę z przepustnicy i krzyżować po omacku ręce, co nie jest zbyt ergonomiczne. Przepustnica nie odstaje znacznie na plus od tego, co prezentuje joy. Pokrętło-przyciski, tak jak już opisałem, są bardzo „luźne” – gibają się na boki i bardzo lekko „chodzą”. Efekt jest taki, że przy naciskaniu trudno ustrzec się przed mimowolnym przekręceniem pokrętła. Trzeba naciskać starannie, z góry, osiowo. Pod pokrętłami znajdują się dwa, ściśnięte tuż obok siebie, oczywiście ośmiokierunkowe „haty”. Są tak blisko, że górny grzybek jest do wykorzystania chyba tylko jako dwukierunkowy. Na dodatek jest podobny problem, jak z grzybkami na drągu. „Hat” wciśnięty pomiędzy pokrętło a sąsiada jest akurat mniej wystający, gładszy, trudniej „uchwytny”.

 16 kierunków „czochrania”, myszka, przycisk, pokrętło-przycisk i „suwadło” – to chyba za dużo jak na biednego, grubego palucha.

Obok „hatów” jest „cycek” myszki i jeden płaski przycisk – brak uwag, oprócz tych wyżej o działaniu „cycka”. Przyciski na głównej manetce, od spodu, pod palcami wciskają się z dużym oporem i wyraźnym kliknięciem. W moim odczuciu, to akurat nie jest dobre miejsce na „twarde” guziki. Trzeba dokładnie układać albo mocno ściskać palce, aby je wcisnąć. Dwupozycyjny przycisk na mniejszej manetce działa ok., ale wolałbym go mieć chyba na głównej przepustnicy. Wszystko bowiem jest dobrze, póki manetki są w podobnym położeniu. Ja się rozjadą, to trzeba przekładać rękę z jednej przepustnicy na drugą, aby pstryknąć przełącznikiem. Ten problem jest dla mnie szczególnie dotkliwy w przypadku kółka myszki, czyli „scrolla”, który jest zlokalizowany na samym końcu mniejszej przepustnicy. Pod kółko podpinam sobie bowiem „zoom” i chciałbym je mieć ciągle pod palcem. W X-52 pokrętło było w strategicznym miejscu, pod palcem wskazującym, w ciągłej gotowości. Teraz znajduje się pod małym palcem, do czego można by się przyzwyczaić bez jakiejś wielkiej niewygody, ale tylko przy połączonych wajchach. Bo gdy wajchy się rozjadą, to paluszek trzeba by mieć z gumy chyba.

Mały palec jednak nie sprawia wrażenia gumowego, ale połamanego.

Pstryki na podstawie przepustnicy są, jakie są – dwa z czterech bocznych trochę włażą pod główną manetką, ale da się wytrzymać. Trzy przełączniki z przodu są oddzielone zabezpieczającymi „skobelkami”, co wygląda dobrze i jest przydatne. Podstawa jest bowiem duża i gdy sprzęt stoi wysoko (np. po prostu na blacie biurka), to przegub dłoni „mizia” po pstrykach – gdyby nie skobelki, można by coś nieopatrznie przełączyć.

„Pstryki” trochę włażą pod manetkę. Nie ułatwia to obsługi skupiska grzybków.

Dwa pokrętła „radiowe” są ok., płynnie się kręcą, mają wygodny opór. Trójpozycyjny przełącznik „modów” jest toporny w wyglądzie i działaniu, ale ok. No i na koniec mój faworyt, „slider”. W starym hotasie był to suwak, który można było podpiąć pod oś. Zakres ruchu był wprawdzie mały, suwanie nieprecyzyjne, ale wystarczające do przypisania np. skoku śmigła – z czego z powodzeniem korzystałem. Teraz to już nie jest suwak, ale dwupozycyjny przełącznik. W sumie nic dziwnego, gdyby nie to, ze można mu przypisać jedną funkcję! Na dodatek, przy przesuniętym przycisku funkcja jest „w biegu”, „przytrzymana”. Szczęśliwie szybko się zorientowałem, co jest przyczyną pojawiających, się ni z tego, ni z owego, nagłych wariactw na pulpicie i w programie. Aby znaleźć dla takiego pstryka zastosowanie, trzeba popisać się kreatywnością. Myślałem, myślałem i mam! To się nadaje do przeładowania broni – można sobie co i raz: rach-ciach, rach-ciach, przeładować. Szkoda, że to coś jest w najlepszym miejscu przepustnicy, pod samym kciukiem.

Leeeeeeeeeeci komenda, leeeeeeeeeci… - efekt nieopatrznego pozostawienia „przesuwadła” w nieodpowiedniej pozycji.

Podejrzewam, że ten mój faworyt kryje smętną tajemnicę. Otóż na sprzęcie jest opisany „SLD” („slider” jakby), ale w softwarze „SBK” (nie mam pomysłu, co to może znaczyć). Wygląda mi na to, że to miał być suwak z osią (stąd przypisanie tylko jednej funkcji – tyle, że powinna to być oś, a nie przycisk). Jednak coś poszło nie tak i wmontowali "na gorąco" ten dziwny, dwupozycyjny przełącznik z jedną funkcją (chyba, że zbyt podejrzliwy jestem).

Software

Sterowniki i oprogramowanie trzeba pobrać samemu ze strony producenta. Poszło to szybko, instalacja przebiegła bez problemów. Oczywiście uprzedzają, aby nie podłączać urządzeń przed instalacją. Instalator wtyka oczywiście program do autostartu, więc od razu po restarcie zobaczyć można dość pokraczną ikonę na pasku zadań (myślałem, że to jakiś kleks, później, że głowa buldoga i w końcu poznałem, że to łeb nosorożca – „rhino” jest to przecież). Oczywiście opcji usunięcia z autostartu nie ma – jak ktoś chce, musi to zrobić ręcznie. „Kleks” jest biały, jak klikniemy na niego lewym przyciskiem myszy, to uruchamia się konfigurator (edytor profili), jak prawym to lista profili. Po wybraniu profilu „rhino” zielenieje. Jak na mój gust, to przyciski powinny być przypisane odwrotnie. Okno konfiguracji nie zaskakuje, choć jest inne i "ładniejsze", ma niezbędnego Facebooka i RSS od Saiteka, bo przecież nie ma nic ważniejszego, niż śledzić nowości w ofercie producenta, akurat przy konfiguracji nowego sprzętu od niego.

Okno konfiguracji. Jest wszystko, co najważniejsze: Facebook, Twitter, YouTube, RSS…

Okno ma tym razem stały, niewielki rozmiar - nie da się go powiększyć na cały ekran. Kto dłubał trochę więcej w oprogramowaniu Saiteka, ten wie, że to byłoby przydatne – tabele ustawień są dosyć obszerne. Konfigurując, trzeba wybrać najpierw „co” (przepustnica czy joy) - domyślnie pojawia się okno "amatorskie", z obrazkiem.
Tak jak w starym oprogramowaniu można oczywiście przejść do tabeli, jednak z tabeli nie można przełączyć się do konfigurowania drugiego urządzenia. Trzeba przełączyć się z powrotem na "amatorkę", wrócić do okna wyboru, wejść do konfiguratora z widoczkiem i tam dopiero przełączyć się na tabelę. Jest to dość niewygodne.

„Amatorskie” okno konfiguracji z interaktywnym obrazkiem. Przycisku „back” nie ma w oknie z tabelą.

Nowe i dobre jest to, że można ustawiać krzywe dla osi (jest to coś pomiędzy rozwiązaniem z RoF a BoS). Westchnąłem z ulgą: "wreszcie wytrymuję tego Łagga, bez łaski". Faktycznie, ale tymczasem chłopaki uruchomili trymy i to małe szczęście mi odjęło. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że ustawianie krzywych nie do końca jest takie znowu przydatne, bo krzywe przypisane są do sprzętu, nie do profilu. Jak się gra w jedną grę, to ok. Jak się gra w różne, a jeszcze w RoF, gdzie każdy samolot może mieć inne ustawienie krzywych (szczególnie przesunięcie, zastępujące trymowanie), to atrakcyjność tego dodatku trochę spada. Jednak tak czy owak jest to wartościowe rozszerzenie możliwości konfigurowania. Przy krzywych jest opcja kalibrowania osi, co przebiega dość imponująco. Pasek postępu przesuwa się w te i wewte, sprawiając wrażenie, że dzieje się coś ważnego i precyzyjnego. Czy faktycznie? Nie wiem.

Konfigurator krzywych dżojstika (podobny jest dla przepustnicy). Trzeba było zając miejsce, więc dopisali długości sprężyn – to tylko grafika.

Brak powiększenia okna z tabelą konfiguracji to jednak mniejszy problem, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Dlaczego? Bo możliwości ustawień zostały okrojone. Do tej pory były trzy mody czy tryby, a w każdym można było uruchomić „podmod”, uruchamiany „pinkie” (albo i innym przyciskiem), ewentualnie z dodatkowo przypisanym „shiftem” czy innym przyciskiem (opcja „shiftstate”). Wtedy, obok kolumny standardowych przypisań, pojawiała się kolumna zmodyfikowanych, czynnych ze wciśniętym „pinkie”. Dzięki temu można było przypisać jednemu przyciskowi/osi dwie funkcje, np.: spust - karabiny, spust + „pinkie” - działka. W ten sposób zestawów konfiguracji było nie 3, ale 6 (3 mody i 3 mody „shiftowane”). W X-55 już tego nie ma. Kolumny są trzy, odpowiadające modom, ale „shiftowanych” już nie można uruchomić. Jako przyciski modujące mogą służyć chyba wszystkie przyciski na dżoju i manetkach oraz przełącznik modów na przepustnicy. Do przycisku modującego można dodatkowo przypisać „shift”, ale to wszystko – nie można utworzyć dodatkowych kolumn z alternatywnymi przypisaniami.

Okno z tabelą konfiguracyjną dżojstika. Widać, że można przypisać jako „moderatory” wszystkie przyciski drąga, ale też i mody z przełącznika na przepustnicy.

Nie ma wspólnego dla całości sprzętu okna (tabeli) konfiguracji – joy i przepustnicę konfiguruje się oddzielnie, co wydaje się oczywiste i nie podlegające dyskusji, bo urządzenia są całkiem oddzielne, niezależnie podłączane do różnych portów USB. Jednak, jak to zwykle bywa, nie do końca.
Przełącznik modów (trybów) na przepustnicy ma jakieś specjalną właściwość, bo może obsługiwać obydwa urządzenia (choć nie musi - kwestia konfiguracji). Tryby uruchamiane „pinkie” lub innym przyciskiem na drągu, dotyczą tylko dżojstika – nie odnoszą się do przypisań przycisków i osi na przepustnicy. Tak samo na przepustnicy – tryby uruchamiane innym przyciskiem niż przełącznik modów, nie działają na dżojstiku. A przydałoby się, aby wszystkie „moderatory” działały na obu urządzeniach.

Okno z tabelą konfiguracyjną przepustnicy. Widać, że można przypisać jako „moderatory” wszystkie przyciski przepustnicy, ale żadnego z dżojstika. Reszta menu wystaje poza okno.

Do innego celu służy bowiem przełączanie trybów „w locie”, przez przytrzymanie odpowiedniego przycisku modującego (np. „pinkie”), a do czego innego „twarde”, mechaniczne, ustawienie stałopozycyjnym przełącznikiem jednego z trzech trybów działania. Tym pierwszym można sobie na przykład przypisać do cyngla karabiny, a przy przytrzymanym „pinkie” ten sam cyngiel uruchomi działka – do zmiany wystarczy drgnięcie małego palca. W drugim przypadku, zmiana trybu wymaga zdjęcia ręki z przepustnicy i przekręcenia przełącznika. W ten sposób można sobie przypisać zestawy ustawień do konkretnych sytuacji (lądowanie, lot itp.), wykorzystać przy maszynach dwusilnikowych, dostosować do specyfiki różnych samolotów (np. inaczej reguluje się w CloD skok śmigła w meśku, inaczej w spicie czy hurku), czy nawet przypisać do konkretnych gier (np. tryb 1 – RoF, tryb 2 – BoS, tryb 3 – CloD) – ale nie da się tego użyć do bieżącej, chwilowej modyfikacji przypisań.
Tak jak zasygnalizowałem to wcześniej, na przepustnicy jako moderatora niekoniecznie trzeba używać przełącznika trybów - można do tego celu przypisać wybrane przyciski na przepustnicy. Kłopot w tym, że nie bardzo jest co przypisać i jak tego używać. W drągu mamy bowiem wszystko w zasięgu palców i przy odrobinie zwinności, można wycisnąć przeróżne kombinacje. W przepustnicy tak się nie da – trzymając przepustnicę, nie ma przecież możliwości przełączyć tą samą ręką żadnego pstryka na podstawie. W praktyce do skonfigurowania wszystkiego, co potrzebne do obsługi jednosilnikowego samolotu wystarczy jeden tryb na przepustnicy i trzy tryby na dżojstiku. Przełącznik trybów na przepustnicy przyda się bez wątpienia przy na przykład samolocie dwusilnikowym lub bardziej zaawansowanym symulatorze. Bez zmian pozostały rozwiązania w samych tabelach ustawień – wszystko jest po staremu, nie trzeba się na nowo uczyć i przyzwyczajać.

Można więc nadal konfigurować proste zestawy przycisków, ustawiać zaawansowane komendy i nagrywać makra. Można ustawiać odstępy między przyciśnięciami i czasy przyciśnięcia przycisku, co jest ważne przy bardziej skomplikowanych sekwencjach, szczególnie „jednoczesnych” (z „shiftem”, „altem” czy innym dodatkiem). Symulatory bowiem różnie reagują na takie zestawy komend. Na przykład stary Iłek nie marudził, w RoF-ie trzeba zazwyczaj przypisywać choćby minimalny odstęp, a BoS jest już bardzo kapryśny – trzeba tam czasem sporo eksperymentować. Software Saiteka, po zapoznaniu się, nauczeniu i przyzwyczajeniu do specyfiki pozwala na sporo wymyślnych przypisań. Być może nie tyle, ile mogą zaoferować specjalne programy do konfigurowania sprzętu, ale jak na mój gust opcji i możliwości jest dość.

Jedna z bardziej skomplikowanych komend. Robi różne rzeczy, tylko krawata nie wiąże. Widać możliwość przypisania różnych rodzajów działań, nagrywania makr i ustawiania czasów komend (okno konfiguracji czasów nie dało się „zrzucić”).

Reasumując, opcji konfiguracji w X-55 jest jakby mniej niż w starym X-52, za to fizycznych pstryczków jest o wiele więcej, co być może trochę, w części lub całkowicie rekompensuje okrojenie ilości ustawień (wedle indywidualnych potrzeb i preferencji).

 

Działanie

Na temat jakości przetworników, czujników Halla, ilości bitów itp. nie mam wiele do powiedzenia. To już wiedza bardziej fachowa, więc nie mam zamiaru mędzić bez sensu. Sporo informacji i danych można bez trudu znaleźć w Internecie. W skrócie mogę tylko przytoczyć za Minamirem (z forum) słowa jakiegoś modera, który o X-55 wypowiedział się tak: "świetnej jakości sensory, o dużej rozdzielczości, w opakowaniu zabawki". Mogę za to opisać swoje odczucia. Odczuwam więc, że sprzęt faktycznie działa bardziej precyzyjnie.
Czuję też niestety, że jak tarcza suwa się po pierścieniu i po trzonku dżoja – pozostał ten charakterystyczny opór. Można go w znacznym stopniu zlikwidować dobrym teflonowo-silikonowym smarem, ale zawsze jakoś tam jest. Poza tym mechanizm Saiteka jest, że tak powiem „niesymetryczny”.  Jeśli już, to najbardziej wyczuwalne mikroopory są przy ruchach od centrum, gdy musi się ścisnąć sprężyna.
Tak więc na przykład inaczej się czuje i używa innej siły, gdy przechyla się drąga od neutrum na boki o jakiś kąt, a inaczej jest, gdy takie same ruchy na boki wykonujemy przy ściągniętym (lub odepchniętym) drążku. W drugim przypadku sprężyna jest już ściśnięta, a ruch na boki nie zmienia w istotnym stopniu jej stanu – wtedy ślizga się tylko pierścień po tarczy i oporu nie ma. Jednak nie jest to nic nowego – mechanizm pozostał bez zmian.
Do „latania” w Iłkach działanie i precyzja starego X-52 była jak dla mnie wystarczająca. Nowy X-55 nie wprowadza tu nowej jakości, ale na pewno jest poprawa pod względem precyzji.

 

Podsumowanie

Jak sobie czytam to, co napisałem, to Saitek X-55 Rhino wychodzi na jakiś „badziew”. Nie jest tak. To przyzwoity „hotas” z drugiej półki pod Warthogiem Thrustmastera. Nie jest taki ciężki, „męski”, zimny i metalowy. Nie jest taki obłędnie precyzyjny, idealnie twardy tam gdzie trzeba i miękki gdzie indziej. Nie jest idealnie czarny i nie ma grawerowanych płytek z dumnymi nazwami. Nie jest też aż taki drogi. W sumie jest „w porzo”!

Ewidentne plusy to dzielona przepustnica, drążek z trzecią osią (to ważne dla tych, co nie mają pedałów – bo dla innych wada), stabilne podstawy oraz dający sporo możliwości konfiguracji software z konfiguracją krzywych. Jakość wykonania X-55 względem poprzednika spadła, plastiku przybyło, a ergonomia się pogorszyła. Sprawy estetyczne to kwestia gustu – Rhino jest może po prostu prostszy, nieco toporniejszy, za to na pewno bardziej „wow” przez ilość pstryczków, pokręteł, grzybków. Precyzja działania bez wątpienia lepsza, ale marnuje to troszkę stary mechanizm.

Nie napisałbym tylu przykrych uwag na jego temat, gdyby był po prostu iksem pięćdziesiąt dwa naszych czasów. Gdy kupowałem X-52, alternatywą był Cougar, też oczywiście Thrustmastera i też była między nimi różnica półki. Teraz mam takie odczucie, jakby ktoś półkę z guźcem przykręcił wyżej, a półkę z nosorożcem ciut niżej. Ja zaś liczyłem, że odstępy między półkami się zmniejszą.
 
Po pierwszym rozczarowaniu trochę się przyzwyczaiłem, „duperele” przestały mnie tak bardzo drażnić, znalazłem alternatywy dla starych przyzwyczajeń, doceniłem nowości. Zostaję więc z tym „zwierzakiem”, mając nadzieję, że X-55 tak jak jego poprzednik, dotrwa w dobrym stanie do czasów swojego następcy.

W trzech zdaniach na koniec?
Jak ktoś miał prosty joystick, to na pewno Saitek X-55 Rhino go zachwyci ("rany, tyle tego" - zabawy po pachy). O wrażeniach marudnego posiadacza X-52 Pro można przeczytać w mojej pisaninie, ale ktoś mniej krytyczny pewnie będzie zadowolony. Kto miał kocura czy guźca i kupi nosorożca, ten raczej będzie poważnie wkurzony.

Edit: Po napisaniu recenzji wziąłem się za robienie zdjęć i odżyły we mnie negatywne emocje. O ile na plastikowość, niedokładność wykonania i uproszczenia w softwarze można przymknąć oko, to nie mogę się pogodzić z kulawą ergonomią. Saitek był w stanie kilka lat temu zrobić przemyślany i ergonomiczny sprzęt. Czemu teraz, w X-55 kwestie ergonomii nie zostały docyzelowane, tylko zepsute?  To nie jest „w porzo”. 

]{akol

Click! Polityka oceny w serwisie YoYosims

 

Strona producenta:

http://www.saitek.com/

Firma: 
śr., 11/06/2014 - 22:13 -- Akol

aerosoft.jpg capitan_sim.jpg  pilots.jpg

   

Partnerzy serwisu