Witaj Pilocie! FSX, FS2004, Flight, Rise of Flight, Lock On, DCS, Condor, Take on Helicopters, IL-2...


Digital Combat Simulator

Flight Simulator oraz P3D

Seria IL-2

Take on Helicopters

Condor Soaring Simulator

Rise of Flight

Falcon Allied Force

Testy Sprzętu

Startujemy !

Historia

Reportaże

FSX: Bell X-1 (Xtreme Prototypes)

1945 rok. Upragniony koniec II Wojny Światowej. Wyzwolenie spod okupanta Ludzi, Narodów, Świata. Wreszcie w miarę spokój i olbrzymia praca na poukładanie tego wszystkiego i całego bajzlu na nowo. Nieoficjalnie jednak na sile przybierała zupełnie nowa, dziwna wojna. Wojna, która nie została wypowiedziana na łamach prasy, czy też w konsulatach zagranicznych. Wojna o wpływy, technologię, strategiczne obszary i ewentualne nowe przyczółki. Wojna o dominację na świecie. Wojna między wschodem, a zachodem. Żadna też już tajemnica, że wojska kroczące ze wschodu czy zachodu po ziemi niemieckiej, nie tylko miały za zadanie wyzwalać i niszczyć. Zupełnie inną działką było zdobycie niemieckich technologii, przekonanie niemieckich naukowców do pracy na rzecz danego kraju w zamian za dostanie nowego życia, ciszę, spokój i brak procesów. Bardzo często czy to Amerykanie, czy też Rosjanie zrzucali swoich agentów już wcześniej nad terytoriom wroga, zanim wkroczyła tam wyzwoleńcza armia jednej ze stron, tylko po to by być pierwszym składającym propozycję nie do odrzucenia, bądź by przechwycić tajne materiały, również (albo zwłaszcza) te naukowe, które po wojnie mogły stanowić bezcenne źródło wyprzedzenia konkurenta w peletonie technologicznym.
 
 
Jedno z najbardziej słynnych zdjęć X-1-1 wykonanych nad Muroc
 
Pierwsze próby silników rakietowych na paliwo ciekłe, w których niemieccy naukowcy widzieli przyszłość ukończono w 1939 wstawiając je do He-176. W czerwcu też tego roku maszyna została oficjalnie oblatana przed przedstawicielami Luftwaffe w Peenemunde. Pomysł jednak nie przypadł oficjelom do gustu. Samolot leciał za krótko i chociaż osiągnął niebotyczną prędkość, prawie 800 km/h, stwierdzono, że na tę chwilę nie będzie dla niego żadnego zastosowania w kampanii Blitzkrigu. W dość podobnym okresie trwały prace nad myśliwcem Me-163V1 Komet w zakładach Lippischa. Ostatnim ze znanych samolotów rakietowych opracowanych w hitlerowskich Niemczech był Bachem Ba 349 Natter wystrzeliwany z pionowej wyrzutni.
 
 Po lewiej. Dwie maszyny wczesnej serii X-1
 
W kwietniu 1945 roku wojska USA zajęły fabrykę w Waldsee, w której po przejęciu wpadły w ich ręce 4 nowe niemieckie kompletne samoloty rakietowe Ba 349 Natter. Amerykanie także dysponowali Me 163 Komet, również przejętych od Niemców. Obie maszyny wykorzystywały silniki rakietowe i w bardzo krótkim czasie mogły dosięgnąć amerykański Combat Box, czyli lecący nad cel szyk bombowy. Maszyny miały bronić III Rzeszę, przed takimi nalotami. Znalezisko wraz z dokumentacją było na tyle cenne, że podjęto się badań maszyn i już wkrótce Amerykanie wystrzelili jednego z Natterów bez pilota w Muroc Army Air Base w 1946 roku (obecna baza Edwards). Maszyna poleciała w górę, zatoczyła łuk i rozbiła się w okolicach Las Vegas. Zapoczątkowało to jednak serię zdarzeń, która miała doprowadzić Amerykanów do bicia coraz bardziej śmiałych rekordów, nie wykluczone także, że przy różnych projektach i rozwoju działali niemieccy naukowcy, ale o tym, oficjalnie już się nie mówi z wiadomych względów. Trzeba jednak przyznać, że Amerykanie zaczęli wyprzedzać Rosjan w technologiach lotniczych, przynajmniej na tym etapie.
 
 
Pamiątkowa kartka pocztowa wspominająca lot Yeagera w 1947 roku (sorry Charles za podanie twojego adresu...)
 
Przede wszystkim należało udoskonalić myśl techniczną dotyczącą budowy i rozwoju silników rakietowych, która rozwijała się już wcześniej w Stanach Zjednoczonych. Założenie, główne do opracowywania tego typu silnika było stworzenie napędu, który mógłby wynieść maszynę na pułap minimum 60.000 stóp. Kolejnym założeniem miały być badania nad prędkością lotu oraz uzyskanie prędkości przekraczających znacznie wartość 1000 kilometrów na godzinę. Projektem samolotu, który miał dźwigać taki silnik miała zająć się firma Bell Aircraft Corporation , która na zlecenie NACA (National Advisory Committee for Aeronautics, obecnie NASA) miała opracować maszynę, która spełni założenia projektu i silnika. Tak też rozpoczęto budowę pierwszego modelu z serii X. Serii, która od tej pory zaczęła przyjmować klauzule jeszcze bardziej tajemniczych projektów, które zaczęły być testowane, w bazie, której z czasem nadano potoczną nazwę Area51. W związku z faktem, że wokół bazy coraz bardziej zaczęła unosić się mgła tajemniczych eksperymentów (także tych dotyczących "obcych" i "incydentu" z Roswell).
 
 
 Po prawej wnętrze kabiny X-1-1. Zupełnie inne niż późniejszych serii Bella X-1.
 
Już w styczniu 1946 pierwszy prototyp nazwany Bell XS-1 (oznaczenie kodowe projektu MX-524) został wyniesiony w powietrze. Pilotował go Jack Woolams. Był to lot swobodny, bez napędu. Maszyna zrzucona z nosiciela miała tylko poszybować w stronę wyschniętego jeziora w okolicy bazy Muroc i tam wylądować (nazwa Edwards Air Force Base pojawiła się w kocówce lat czterdziestych). Sama konstrukcja samolotu nie była niczym szczególnym. Proste, krótkie aczkolwiek o bardzo niskim profilu skrzydła, opływowy kadłub, przypominający bardziej kształt pocisku niż klasyczny samolot. Maszyna nie posiadała nawet konwencjonalnej kabiny. Pilot miał przed sobą okno, które pozwalało mu widzieć przed siebie i na boki poprzez duże okratowanie. Do kabiny dostawał się przez małe drzwiczki po prawej stronie kadłuba.  Konstrukcja aluminiowo-stalowa, którą napędzał silnik rakietowy Reactions Motors XLR11-RM3.
 
Po lewej schemat działania silnika rakietowego i powodowanego odrzutu bez czynnika zewnętrznego.
 
Sam silnik napędzany był paliwem ciekłym, oczywiście tlenem (LOX) w zbiornikach kriogenicznych oraz alkoholem etylowym w osobnym zbiorniku.  XLR11-RM3 został zaprojektowany i zbudowany przez Reaction Motors Inc. Wspomniany silnik rakietowy mógł wygenerować maksymalny ciąg z 6000 lbf  (27 kN). Każda z czterech komór spalania wytwarzała 1500 funtów (6,7 kN) ciągu. Ciąg silnika nie był sterowany stopniowo ale każda komora mogła być włączana i wyłączana indywidualnie. Możliwy był lot z włączoną tylko jedną komorą, a także z 4'ema (maksymalny ciąg silnika). Znane jest także kołowanie samolotu z włączoną jedną komorą silnika XLR11. Cały silnik posiadał także na zakończeniu cztery dysze wylotowe. Silnik nie był sterowany płynnym ciągiem.
 
Początkowe próby dotyczące projektu X-1 polegały na wyniesienie maszyny na poziom około 7500 metrów i zrzucenie go wraz z pilotem ze specjalnie do tego przygotowanego bombowca strategicznego B-29 "Superforteca". Próbne loty, także już z testami silnika odbywały się od stycznia 1946 do czerwca 1947 roku. Pierwszy lot z włączonym napędem rakietowym odbył się 9 grudnia 1946 roku (osiągnięto prędkość około 0,8 Macha). Samolot nie posiadał wyrzucanego fotela, co też przypłacił życiem jeden z pilotów doświadczalnych maszyny - Jack Woolams. Kolejnym pilotem X-1 był Chalmers "Slick" Goodlin, który jednak, gdy doszło już do przejawów, że X-1-1 nadaje się do pobicia prędkości 1'nego macha, zażądał od swojego zleceniodawcy specjalnej premii za to. Bagatela 150.000 $ jeśli mu się uda. Przedstawiciele NACA na to nie przystali i do dalszych próbnych lotów na X-1 został wybrany pilot, który uczestniczył w walkach w Europie w czasie II Wojny Światowej Charles "Chuck" Yeager. Amerykański pilot myśliwski uczestnik wielu misji lotniczych w Wielkiej Brytanii, mający na swym koncie 13 zestrzeleń niemieckich samolotów. Zestrzelony nad Francją, dzięki francuskiemu ruchowi oporu uniknął niewoli powrócił do W. Brytanii. Poza tym miał kolejny atut - mieszkał w okolicach bazy Muroc wraz z żoną Glennis. Ponieważ od teraz Yeager miał latać na X-1-1 (#46-062), na jego pomarańczowej burcie wymalowano napis "Glamorous Glennis" na cześć żony Yeagera. 29 sierpnia 1947 odbył się też pierwszy lot Yeagera na X-1 z włączonym silnikiem. Pilot po  odłączeniu się od maszyny B-29 i teście komór spalania zanurkował w locie ślizgowym nad Muroc Airforce Base. Dick Frost przez radio wrzasnął do Yeagera "Do diabła, co Ty chcesz zrobić?". Yeager odpowiedział "Pokazać deklom na dole prawdziwy samolot". Yeager zszedł na 2700 metrów. Odpalił 4 komory spalania. Przyspieszenie wgniotło go w fotel, zaciągnął wolant do siebie i maszyna prawie pionowo wystrzeliła w górę. Pokaz trwał chwilę. Yeager po chwili pionowego lotu, rysując biała linię na niebieskim niebie znalazł się na wysokości prawie 10.000 metrów i wyrównał lot. Lot wertykalny odbył się z prędkością.... 0,85 macha. Tak Yeager podsumował swoje uczucia do swego przyjaciela Anderson'a w liście "Byłem tak cholernie podniecony, przestraszony i wstrząśnięty (wiesz, jak to jest pierwszy raz zestrzelić Niemca), że nie mogłem powiedzieć ani słowa aż do następnego dnia". Oczywiście pilot miał nieco problemów po tym niezaplanowanym locie, ale wyszedł z tego obronna ręką i dalej latał na X-1.
 
 
Darmowy "Glamorous Glennis" do FSX
 
14 października 1947 roku Yeager został zrzucony ze zmodyfikowanego B-29 nad Południową Kalifornią. To miał być właśnie ten dzień chociaż Yeager nie czół się najlepiej. Parę dni wcześniej, z żoną po posiłku w miejscowej knajpie Pancho Barnes Fly Inn Ranch wybrali się na przejażdżkę konną. Już zmierzchało, koń Yeagera w ostatniej chwili zahamował przed zamkniętą bramą, której pilot nie zauważył (trudno być dobrym we wszystkim ; ) gdzie kierował swojego wierzchowca i w wyniku tego Yeager spadł z konia łamiąc dwa żebra. Oczywiście jeśli by to się wydało (był ograniczony ruchowo) dostał by zawieszenie na najbliższe loty, a to miał być ten dzień, od którego miało zależeć tak wiele. Wraz ze swoim przyjacielem Jackie Ridley pojechali do weterynarza, który opatrzył mu złamania, a także dał odpowiednie proszki. Jackie Ridley także ułamał kawał kija od miotły, by Yeager mógł się nim posłużyć do zablokowania włazu w kabinie X-1 (drzwi na burcie). O incydencie z koniem mieli nikomu nie wspominać. Za B-29 leciał także P-80 Shooting Star, z którego pochodzi większość zdjęć z tego lotu. Gdy B-29 osiągnął 8000 metrów, Yeager wspiął się do komory bombowej i zjechał małą windą w dół do otwartego włazu X-1-1. Miał dyskomfort, ale udało mu się dostać i podłączył się do wszystkich systemów samolotu (radio, tlen, itp.). Następnie drzwi zostały zamknięte i przy pomocy uchwytu od miotły Yeager był w stanie zamknąć drzwi. Bombowiec z X-1 wspiął się na wysokości 20.000 stóp i zaczął lekko nurkować, aby uzyskać prędkość wyrzutu 250 mil na godzinę, a następnie odliczanie zaczęło się 10,9,8,7,6,5,4,2,1. Tak, ten pilot B-29 zazwyczaj spuszczał swoich kolegów bez paru cyfr. Tu w ramach "jaj" zabrakło 3 ;). Po zrzucie Yeager włączył wszystkie komory spalania i ruszył na pobicie rekordu na pomarańczowym pocisku Browning kalibru 0.5 cala. X-1 zaczął nabierać prędkości i wysokości. Na 35000 stóp pilot wyłączył dwie komory i kontynuował lot do 42.000 stóp, tu wyrównał do lotu poziomego. Yeager włączył 3 i kolejną komorę spalania. Atak się rozpoczął. Po przekroczeniu 0,9 Macha Yeager odnotował liczne wstrząsy, aż wreszcie widzowie z dołu, zadzierający głowy wysoko do góry, pod ostre Słońce usłyszeli potężny huk. To nie był jednak huk rozpaczy, a zwycięstwa w boju o prędkość. Yeager przekroczył barierę dźwięku, zostawiając drący powietrze odgłos pracujących silników za sobą. Uzyskał prędkość 1,06 Macha (361 m/s, 1,299 km/h, 807.2 mph). W tej chwili był najszybszym człowiekiem świata, który w sposób kontrolowany i zamierzony przekroczył barierę dźwięku.
 
 
Kolejny samolot eksperymentalny drugiej generacji X-1, nowa wersja, czyli X-1D
 
Osiągnięcie to spowodowało, że NACA dostało nowe fundusze na eksperymenty i rozwój programu "X". X-1-1 służył do początków lat 50-tych. Jednym z kolejnych rekordów tej maszyny była wysokość. Jeśli pilot nazywał się już Frank Everest, Jr, to nic dziwnego, że wspiął się na X-1-1 na prawie 72.000 stóp. Nazwisko do czegoś zobowiązywało. Niebotyczną wysokość jak na maszynę w układzie konwencjonalnego samolotu. W styczniu zaś 49 Yeager odbył jeden, jedyny lot z ziemi. X-1-1 po rozpędzeniu w 90 sekund osiągnął 23.000 stóp w ostrym wznoszeniu. Oprócz tego najsłynniejszego X-1 "Glamorous Glennis", Amerykanie dysponowali X-1-2 oraz X-1-3. Pierwszy z nich był wykorzystywany ściśle do badań naukowych, nie bicia rekordów, ostatni dość szybko spłonął podczas testów będąc w komorze jeszcze swojego nosiciela. Warto także wspomnieć, że już w tym czasie trwały także prace nad podobnymi konstrukcjami w ZSRR. Tutaj także dość poważną role odgrywały zdobycze po III Rzeszy. Doszło bowiem do rozwoju samolotu DFS 8.349 (Rosjanie nazwali go Samoljot 349). Co ciekawe w projekcie miał być zrzucany przez kopię B-29, czy cięższego Tu-4. Oczywiście w Związku Radzieckim trwały już wcześniej eksperymentalne prace nad maszynami rakietowymi, co mogliśmy doświadczyć np. w Iłku, czyli BI-1.
 
Po prawej X-1A, kolejne rozwinięcie programu testowego X. Ta maszyna weszła do testów już po X-1D.
 
Niedługo po rekordowym locie Yeagera złożono zamówienie na dalsze prace nad X-1 i opracowanie przez Bella jego dalszego rozwinięcia. Tak powstała druga generacja serii eksperymentalnej X-1 (Second Generation). Projekt oznaczono MX-984. W samej konstrukcji doszło do paru zmian. Nieco wydłużono kadłub, zainstalowano nowy silnik rakietowy XLR11-RM5. W samolocie wstawiono już, normalną, kroplową osłonę kabiny z odrzucaną owiewką i katapultowym siedzeniem.
 
Pierwszą z tak zaprojektowanych maszyn był X-1D, który jednak uległ katastrofie. Będąc w brzuchu "matki" zapalił się i musiał zostać awaryjnie zrzucony w jednym z lotów. Kolejnym był X-1A. Maszyna, która pobiła kolejne nieosiągalne wcześniej poziomy prędkości. 12 grudnia 1953 roku znów Ch.Yeager ustanowił nowy rekord prędkości lotu. Po zrzuceniu i rozpędzeniu maszyny w płytkim locie nurkowym osiągnął 2655 km/h, czyli prędkość bliską 2,5 Macha. W sierpniu 54 za to ustanowiono nowy rekord wysokości - 27 565 metrów na Bellu X-1A. Samolot jednak spotkał podobny los jak wersji D. Rok później i ten zapalił się w brzuszku mamusi stając się niechcianym i parzącym dzieckiem. Maszyna została zrzucona i roztrzaskała się na pustynnym terenie okolic Edwards.
 
Obok, wariacja z FSX oraz modelem X-1D
 
Dopiero później odkryto, że dochodziło do niezapowiedzianego iskrzenia instalacji i to było źródłem tych wszystkich przypadków zapalenia się maszyn testowych podczas uruchamiania silników. Kolejnym samolotem z serii X-1, była maszyna z oznaczeniem "B". W tej maszynie zainstalowano dodatkowy napęd strumieniowy, który znajdował się w fazie testów i miał zapewnić sterowanie przyszłych maszyn eksperymentalnych już poza atmosferą. Na chwilę także powrócono do starej wersji X-1. Samolot X-1-2 posłużył NACA do prowadzenia badań pod nazwą X-1E. Służba całej serii X-1 zakończyła się w listopadzie 1958 roku, trwała zatem prawie 12 lat i dostarczyła NACA szereg parametrów do opracowania już wkrótce następcy X-1, co z czasem pozwoliło wystrzelić Amerykanom człowieka w kosmos, a później zatknąć flagę USA na Księżycu.
 
 
Xtreme Prototypes przedstawia pakiet X-1 Second Generation, czyli nowe wcielenie programu X-1
 
Przejdźmy teraz do omawianego w recenzji modelu. W sumie produkt wydany przez Xtreme Prototypes nie jest nowym produktem. Pojawił się w sprzedaży w 2009 roku, czyli ponad 3 lata temu, na dzień pisania tego tekstu. Sama firma Xtreme Prototypes pojawiła się za to w sieci w 2007 roku wydając i zapoczątkowując serię modeli samolotów X (ekstremalnych prototypów) do Flight Simulatora 2004 oraz X. Na premierę przygotowała model NA X-15, chyba najsłynniejszy samolot eksperymentalny na świecie. Czarna strzała na screenach prezentowała się świetnie. Również filmy pokazywały, że nie jest to model w stylu, włącz trzema przełącznikami i polataj. Sama strona firmy Xtreme Prototypes także wyglądała (i wygląda dalej) zachęcająco i jest świetnie przygotowana, a to przecież były lata temu (dodatkowo zawiera wiele ciekawych linków). Swój projekt rozwijała i modyfikowała. Pojawiły się trzy paczki z modelem X-15, różnych wersji eksperymentalnych. W kolejnym roku Xtreme wydało kanadyjską maszynę wysokich lotów, testowego Avro C-105 Arrow. Idea działalności Xtreme Prototypes nakreślała się coraz bardziej wyraźniej. Faktycznie Xtreme chciało i wydawało konstrukcje historyczne, eksperymentalne, które jednak mimo produkcji w realu, jednej lub maksymalnie paru sztuk, przyczyniały się do milowych kroków lotnictwa i kosmonautyki. Pomysł fajny, chociaż na pewno dość niszowy. Takim X-15 przecież nie polecimy sobie z Gdańska do Krakowa (teoretycznie tak, jeśli wrzucimy historię do kosza :) i zasiądziemy przed FS'em).
 
 
Instalujemy!
 
W 2009 roku firma jednak postanowiła cofnąć się w czasie. Właściwie do początków amerykańskiej myśli programu X i wydała model Bell X-1. Maszyny, która jako pierwsza otworzyła wielkie drzwi do lotów naddźwiękowych. W tym samym jednak roku Xtreme Prototypes skręciło jednak w boczną drogę, wydając w jednej paczce klasyczne, odrzutowe samoloty biznesowe (pt. 20 Series Business Jets). Na tym etapie też poprzestała, ew. wydając łatki do swoich produktów i pomysłów. Ostatnie posunięcie na pewno było posunięciem komercyjnym. Xtreme jednak odbiegło od wcześniej obranej ścieżki nieco szokując. Oczywiście i te modele w zapowiedziach wyglądają ciekawie i jeśli ktoś akurat chcę pójść w tę stronę to czemu nie? Ciężko trochę powiedzieć, czy Xtreme podreperowało tym posunięciem budżet, bowiem niestety od tego czasu i newsów i nowych modeli brak na stronie producenta.
 
 
X-1A podchodzący do lądowania w Edwards AFB. Wyciągnięcie maszyny po locie ślizgowym.
 
Samo założenie wydawania modeli maszyn testowych jednak z punktu edukacyjnego i poznawczego jest i dalej mogło być strzałem w dziesiątkę. To trochę też taki nieco pokłon w stronę tego, co już było i spowodowało, że jesteśmy tu gdzie jesteśmy i w przestrzeni dzieje się to co się teraz dzieje. Natomiast na pewno z minusów dla wydawcy, to fakt, że tu nie będzie nie wiadomo jakiej sprzedaży. To nie kolejny, jeszcze ładniejszy Boeing 737, którym będzie chciała latać połowa symulomaniaków. Ekstremalne prototypy to dość wąska grupa odbiorców, którzy być może bardziej rajcują się historią. To produkt dla osób, które chciałyby zobaczyć jak to było, ubrać to w płaszcz wydarzeń, a także poświęcić więcej czasu na czytanie na ten temat, niż sam lot... który w wielu przypadkach trwał po parę minut. Nazwa jednak firmy Xtreme do czegoś zobowiązuje. Zobaczmy, czy sobie dała radę z modelem Bella X-1 do FSX.
 
  
 
Lecimy ku Słońcu. Na drugim screenie widać dokładnie, że tylko pracują dwie komory spalania silnika XLR11.
 
Na pierwszy ogień jak zawsze instrukcja. Znajduje się ona w katalogu producenta, mamy też dostęp do niej przez skróty programów w pasku Win. Manual zajmuje zaledwie 55 Mb. Zaledwie? Ups. Co jest? To dlatego, że w treści zawarto naprawdę olbrzymią ilość obrazków, ale o tym za chwilę. Mamy dwa dostępne manuale. Jeden w języku angielskim, drugi po francusku. W końcu Xtreme to firma kanadyjska, więc już wszystko jasne. Dla zagranicznych użytkowników to jednak plus. Może ktoś zna ten drugi język lepiej? Plik pdf można sobie wydrukować, chociaż ja już od dawna przerzucam sobie do urządzeń przenośnych. W ten sposób oszczędzam i pieniądze na kolorowe wydruki, czas oraz można czytać nawet bez oświetlenia zewnętrznego. Plik pdf po otwarciu okazuje się, że ma ponad 80 stron. Został podzielony na różne sekcje, od podstawnych informacji, po omówienie tego co znajdziemy w FSie z rzeczy dodatkowych do modelu, jak posługiwać się modelem w FS, omawia karty samolotu, procedur, misje w FSX itp. Jest naprawę sporo diagramów. Wiele obrazków w instrukcji posiada numerowane pozycje. Czasem może niepotrzebnie manual po kilka razy opisuje to samo co już było wcześniej. Całość jednak robi bardzo dobre wrażenie. Muszę śmiało powiedzieć, że jest to instrukcja najlepiej wykonana jaką kiedykolwiek widziałem do dodatku w FS'a. Świetnie przygotowana, bardzo kolorowa, omawiająca dosłownie wszystko, także poszczególne sekcje w kabinie, na końcu kończąc to check listą.
 
     
 
Instrukcja (manual) jest bardzo mocnym akcentem tego produktu.
 
Do tego nie jest to suchy tekst. Każdy omawiany temat został wzbogacony screenami i zdjęciami wraz z wyjaśnieniem. Łatwo się w tym połapać. Widać, że ktoś poświęcił kawał czasu na przygotowanie tego wszystkiego i złożenie całego pdf'a. Pierwsze zetknięcie zatem z modelem od Xtreme potwierdza, że nie tylko potrafią robić ładne strony www i zachęcające screeny. Oby takich manuali więcej, w takiej jakości i tak dobrze przygotowanych. Często wydawcy traktują instrukcję jako rzecz zbyteczną, albo nie omawiającą wszystkiego. Tutaj jest zupełnie odwrotnie. Olbrzymie brawa dla Xtreme za tak przygotowany materiał. Na pewno ułatwi to korzystanie z modelu, a bez manuala ani rusz. X-1, chociaż na zewnątrz tak nie wygląda, to w środku jest dość skomplikowaną maszyną. Do tego nie ma konwencjonalnego silnika odrzutowego. Tak, zapomnijmy o sterującej ciągiem przepustnicy. Z X-1 będziemy musieli nauczyć się latać z napędem rakietowym i zupełnie innym sposobem zarządzania takim silnikiem.
 
Co dostajemy w pakiecie oprócz samego manuala? Są to następujące modele:
  • Bell X-1A w trzech wariantach: USAF pomarańczowy, USAF w kolorze naturalnego aluminium i NACA biały
  • Bell X-1B: USAF-NACA w kolorze naturalnego aluminium
  • Bell X-1C: USAF w kolorze naturalnego aluminium
  • Bell X-1D: USAF w kolorze naturalnego aluminium

Do tego otrzymujemy model AI specjalnie zmodyfikowanego superbombowca B-29, nosiciela X-1. Model ten jest do wybrania wraz z jednym z modeli:

  • Bell X-1D
  • Bell X-1A

Oprócz modeli samolotów i instrukcji otrzymujemy także kilka zapisanych lotów. Są to loty historyczne, z historycznymi datami, a także warunkami pogodowymi. Mamy starty z ziemi, ale i również z powietrza, łącznie z zapisanym modelem w locie B-29 Superforteca. Wszystko dzieje się w okolicach bazy Edwards i wyschniętego słonego jeziora Rogers Dry Lake.

Model pochodzący z blue printów, czyli X-1C

Jak widać jest w czym wybierać. Jest to prawie cały przekrój maszyn związanych z projektem X-1 drugiej generacji. Jeden z modeli jest fikcyjny, ale nie do końca. Otóż X-1C wyposażony w dodatkowe stateczniki, które miały bardziej ustabilizować maszynę w locie, a także wyposażenie w postaci karabinu maszynowego (badanie zachowania się pocisków przy wysokich prędkościach lotu), także autopilot Sperry, nigdy nie powstał fizycznie. Samolot jedynie zaprojektowano, ale później porzucono już w związku z opracowywaniem kolejnego samolotu tajemniczej serii X. Jest to zatem jedynie ukłon w stronę blue printów, nie rzeczywistej maszyny. Osobiście brak mi tutaj jednak jedynego modelu, mianowicie X-1-1. Czyli, pierwszej, charakterystycznej serii X-1. Pomarańczowego pocisku Yeagera. Wytłumaczenie jest takie zapewne, że wiązałoby się to z opracowaniem modelu praktycznie od nowa. W środku X-1-1 wyglądał zupełnie inaczej, niż druga generacja X-1. W tym przypadku kabiny niewiele się różnią między sobą, zatem faktycznie potrzebują tylko drobnych zmian w środku i na zewnątrz oraz różnych tekstur zewnętrznych. Trochę szkoda, że Xtreme nie poszło może szerzej opracowując już całą serię, ale i zarazem historię "iksa pierwszego", nawet jeśli miałoby być to parę dolców drożej. Zawsze w końcu, nie ma tutaj konkurencji i byłby to zawsze (a przynajmniej do tej pory) pierwszy wybór dla kogoś kto chciałby pofruwać na pocisku ze skrzydłami. Niestety nie ma także w sieci nic w tym temacie ze starszym X-1 "Wspaniała Glennie". Istnieje jeden model pomarańczowego Bella do FS2004 oraz FSX (jako update tamtego), ale lepiej patrzeć na niego przez palce i to dość grube, jak na przykład takiego Elwooda. Z drugiej strony X-1 SG jest również słynną serią, która ma na swoim koncie przekroczenie 2 machów, a także rekordy wysokości i na pewno ma jedną cechę lepszą niż ten stary X-1 - bardziej przypomina samolot.

  

  

Wybrane modele z pakietu. Pomarańczowy X-1A, nosiciel B-29 przed zrzutem, oraz dwa screeny X-1D. W locie i na ziemi.

External. Może mało kto wie, ale model (przynajmniej część 3D) w cale nie opracowywał Xtreme. To nie jest jakiś modelarz, czy też grupa modelarzy, którzy tylko kryją się pod tą marką. Otóż model został opracowany przez Milviz. Tak, tak. Ten sam od omawianych u nas np. UH-1 czy T-38 Talon. Ostatnio który wydał F-15E. Znamy już zatem winowajcę :), ale także to może świadczyć o jakości modelu i jego tekstur. Milviz pod względem bowiem 3D jest na pewno partnerem godnym zaufania. Modele z pod tej marki charakteryzują się świetnym modelowaniem bryły, a i tekstury wiele nie pozostawiają do życzenia. Zresztą port folio Milviz'a jest naprawdę bardzo bogate. Wystarczy przejść na stronę oficjalną, a także Forum.

W przypadku otwarcia osłony kabiny, a także wyłączenia systemów pojawiają się przy burtach drabinki. Należy zwrócić uwagę także na dokładnie wykonanego pilota (po uruchomieniu pojawi mu się maska tlenowa na twarzy).

W tym przypadku także Milviz ma czym się pochwalić. Wszystkie modele na zewnątrz wyglądają bardzo dobrze. Ładne załamania krzywych, bump mapping, ładnie zrobione półmatowe kanały alpha. Wszystkie tekstur zewnętrze też pierwsza klasa. Malowania mają wiele przybrudzeń, zarysowań. Pomarańcz na jednym z X-1 też jest ok. Nie jest przesadzona jego jaskrawość. Model posiada wszystkie właściwe elementy animowane jak klapy, lotki, stery, chowane podwozie i obracane koła, które przy zablokowaniu hamulcy także się blokują. Samolot nie posiada czegoś takiego jak hamulec aerodynamiczny. Podczas lotu hamujemy kadłubem. Z animowanych rzeczy otwierana jest także osłona kabiny, a także wtedy pojawią się po obu burtach na zewnątrz maszyny drabinki. Samolot nie posiadał żadnego oświetlenia na zewnątrz. Na pochwałę także zasługują tekstury w okolicach zbiornika LOX. Chłodzenie bowiem i w realu było widać na konstrukcji X-1 SG. Tutaj jest tak samo. Oczywiście sam model zewnętrzny to nie tylko bryła, to także efekty. Efekty zrobione tutaj bardzo ładnie. To znaczy, przy uruchomieniu silników i wywarzeniu ciśnień z rur z tyłu leci nam dym. Przy zbiornikach ciekłego, chłodzone tlenu unosi się delikatna mgiełka świadcząca o parowaniu powierzchni. Przy otwarciu wszystkich komór spalania, pojawia się żółte ostre światło wydobywające się z każdego z silników (nie ma tutaj stopniowania ciągu wiec efekt albo po prostu jest albo go nie ma). Maszyna w locie także zostawia za sobą szeroki biały pas kreślący dokładnie  swój lot. Ogólnie, gra muzyka i wszystko to wygląda perełkowo.

B-29 jako nosiciel w pakiecie, to kolejny model od Xtreme.

Oprócz tego nie zapomnijmy o jeszcze jednym modelu w zestawie, mianowicie B-29. Model nie jest oczywiście już tak dokładny. Jest to bowiem jedynie model AI, nasz nosiciel. Mamy tutaj wykonaną komorę wraz z użebrowaniem, widać kawałek kabiny Superfortecy. Na zewnątrz jest trochę uproszczeń, ale nie ma żadnej tragedii. Model posiada miłe dla oka tekstury. Silniki pozostawiają za sobą wyraźny ślad. Trzeba też dodać, że bardzo fajnie, że Xtreme pokusiło się o ten model i taki sposób odwzorowania startów X-1. W przypadku wcześniejszej produkcji "X" od Xtreme mieliśmy do czynienia z samym X-15, bez modelu nosiciela. W tamtym przypadku powinien być to B-52. Na pewno bardzo urealnia to zabawę, a do tego powoduje, że nie znajdujemy się na pauzie gdzieś wysoko na pułapie i mamy hasło "staruj brachu, na co czekasz!" w słuchawkach. Warto też zwrócić uwagę, że B-29 posiada też pewien weathering, teksturki zatem nie są złe. Patrząc na B-29 na widoku zewnętrzny, aż chciałoby się taki model do FSX, może trochę w świeższym wykonaniu, jako flyable (a ostatnim była konwersja z FS2004 od Shockwave Productions, czyli naprawdę dość dawno...). Model B-29 został nazwany "light version" ponieważ ma generować dużo klatek w FS'ie.

  

  

Fazy zrzutu z Boeing'a B-29. Możne być to także lot ślizgowy, bez włączania silnika.

Interior. Jeśli chodzi o kabinę, mamy dostępny tylko wirtualny kokpit (VC). Brak tutaj paneli 2D, ew. jak ktoś ma potrzebę może sobie włączyć panel 2D z defaultowym GPS'em.

Kabin mamy trzy. Jeden zestaw dotyczy modelu X-1D oraz X-1A, nieco inny rozkład przyrządów mamy w modelu X-1B. Trzecią wersję wirtualnej kabiny mamy w fikcyjnym modelu X-1C wraz z nieco fikcyjną funkcjonalnością kabiny (autopilot oraz obsługa karabinu), ale za to jak najbardziej elementy te są historyczne. Rozkład przyrządów w porównaniu ze zdjęciami z reala wygląda naprawę nieźle. Mamy wszystko odwzorowane w 100%, a nawet więcej (magiczne przyciski). Jakość wymodelowania kabiny jest bardzo przyzwoita, zadbano o wiele szczegółów, łącznie z faktem, że niektóre elementy nie są widoczne, a jednak je wymodelowano (jak np. sekcję za panelem głównym z budzikami). Teksturki są także pierwszej klasy. Posiadają cieniowania, przybrudzenia, zadrapania.

Kolejno wnętrza kabin w X-1D, X-1C oraz X-1B

Jak na model, który powstał ponad 3 lata temu trzeba przyznać, że kabiny prezentują się bardzo ładnie i ciężko coś im zarzucić. Również zadbano o efekt oszklenia, czyli refleksy na owiewce od środka. Jedyna rzecz, która może mi się nie podoba, to tekstury na samym ożebrowaniu osłony kabiny od wewnątrz. Możliwe, że tak w ogóle brak tam tekstur. Niby miał być srebrny, ale ten element pozbawiony jest jakichkolwiek przybrudzeń, zadrapań itp. Odbiega od reszty standardu wnętrza. Do tego jest dość jasnym elementem, co powoduje pewne wrażenie nienaturalności vs pozostałe elementy w VC. Sama funkcjonalność kabiny za to bardzo znacznie odbiega od tych znanych ze standardowych maszyn. Nie ma tutaj nawet kompasu. Głównie wszystkie zegary dotyczą zarządzania całym silnikiem, kontrolą jego parametrów, kontrolą ilości płynów, a także ciśnienia w różnych elementach. Ze standardowych wskaźników mamy jedynie wysokość, prędkość IAS oraz wyrażoną w Machach. Koniec standardowych budzików :). Jest także spora ilość przełączników (AZS). Wszystko także jest funkcjonalne, to znaczy, że nawet jeśli teoretycznie model czegoś nie odwzorowuje (np. wentylacja kabiny), to AZS jest aktywny i można wybrać tryb pracy klimatyzowania wnętrza kabiny.

  

Chociaż X-1 były użytkowane tylko w dzień i nie posiadały oświetlenia kabiny pilota to model posiada pewne tu ułatwienie, można bowiem włączyć małe oświetlenie po bokach kabiny. Efekt jest bardzo delikatny.

Same zegary są wykonane wzorowo. W pełni 3D z szybką, po której mile biegają refleksy świetlne. Z funkcjonalności kabiny i rzeczy ekstra, można dodać, że sama osłona kabiny jest odrzucana i jest na to animacja. Z bugów w kabinie, jest jeden i to bardzo poważny. Nie wiem, jak ktoś nie mógł tego nie zauważyć przez tyle lat (bo nie wydano patcha na to do tej pory). Otóż orczyk... a dokładnie jego animacja działa na odwrót. To znaczy, wychylenie steru kierunku w prawo jest równoznaczne kopaniu orczyka też w prawo. Tutaj jest tak, że musimy „prostować” lewą nogę. Niezłe przeoczenie. Na szczęście to tylko, źle zrobiona animacja, na externalu jest już okej, a także wpływ na model lotu też jest jak należy. Gafa jednak taka, że aż autor powinien zrobić się czerwony ze wstydu.

  

Jeden z widoków przenosi nas na centralną konsolę dolną. Na drugim screenie widać wyraźnie odcinającą sie jakość ożebrowania osłony kabiny vs. reszta VC.

Wspomniane był także "magiczne przyciski". Co to takiego? Model ogólnie można uznać, za dość hardcorowy, jednak jest parę ułatwień. Przede wszystkim Ctrl+E nie działa. X-1 po prostu używa zaawansowanego programowania do sterowania wszystkimi systemami. Wydawca jednak umieścił w kabinie magiczny, czerwony przycisk, który po wciśnięciu przeprowadzi nam w samolocie sam całą check listę, a do tego odpali wszystkie cztery komory silnika. To dla tych, którzy nie chcą wszystkiego włączać samemu. Kolejnym ułatwieniem są 3 kolejne małe przyciski, które „zatankują” nam we wszystkie płyny zbiorniki w samolocie. Czyli zadziała to jak uzupełnienie paliwa do 100% (alkohol etylowy, LOX, H2O2). Uwaga: skończenie się któregoś spowoduje zaprzestanie pracy silnika, jest to też dodatkowy bajer, bo do lotu nie używa model wyłącznie Fuel. To tak na wszelki wypadek, jeśli ktoś chciałby zamienić X-1 w jakiegoś linera, krążącego po dłuższych trasach ;). Wreszcie mamy też przycisk Reload. Który zresetuje nam maszynę (czyli znów płyny, a także usunie awarie itp.). Ostatnim ułatwieniem jest podmiana niektórych zegarów, już na te ze wskaźnikami kursu, ułatwiającymi nawigację. Osobiście z pomysłu nie korzystam (chyba, że po wylądowaniu – wtedy warto dać reload + zatankowanie), bo wolę latać i bawić się w takie dodatki wg procedur historycznych, ale opcja jest ciekawa i jeśli ktoś chciałby wykonywać dłuższe skoki, może skorzystać z tych ułatwień. Całość jednak jest wkomponowana w kabinę, tak, że dalej ona wygląda historycznie i nie mamy tutaj jakiś dziwnych ikonek rodem z XXI wieku. Sama check lista jest dość długa. O wiele lepiej także wykonywać ją manualnie. Można uzyskać lepsze wyskalowanie wszystkiego, bo automat, np. ciśnienia w zbiornikach nam śrubuje za wysoko (z takimi się nie latało). Ew. przycisk automatu może posłużyć nam jeśli startujemy z nosiciela. Wtedy nie ma zbyt wiele czasu na zastanawianie się i tutaj lepiej pójść w stronę tego ułatwienia. Niestety po jakimś, w miarę krótkim czasie, B-29 zacznie nam pikować (to tylko właściwie efekt) jako, że nie możemy niezależnie sterować dwiema maszynami w FSX, chociaż dziwi mnie nieco fakt, że tego nie zrobiono jako standardowa misja, a jedynie save. Podejrzewam, że jako misja, byłoby więcej możliwości zapanowania właściwego nad materią zrzutu X-1 z B-29. W kabinie także, by uzupełnić niektóre zbiorniki musimy klikać na wskaźnik jego zawartości.

Flight model. FS nie nadaje się za bardzo do wysokich lotów. Można było tego doświadczyć już bawiąc się Space Shuttle od Captain Sim. W przypadku X-1 oczywiście operujemy znacznie niżej, więc nie do końca tutaj jest co porównywać, bo do tej wysokości (30 km) możemy jeszcze lecieć balistycznie w FSX, jednak już czuć różnice. Zwłaszcza jeśli coś się dzieje i chcemy pokozaczyć. Do 20 km, za to jest znośnie, chociaż już tak powyżej 17.000 metrów w FSX pojawia się to mocno rozrzedzone powietrze. Z jednej strony, wcale to może nie jest źle, ponieważ pokazuje, że powyżej pewnego pułapu jest po prostu o wiele trudniej i tyle (jak w realu). Zanim jednak tam się wzbijemy najpierw ziemia. Już po odpaleniu silników (najpierw pierwsza komora), zaczynamy kołować i przyspieszać coraz bardziej, potem druga komora, jak ktoś chce może być i trzecia. X-1 zaczyna nabierać prędkości coraz szybciej. Lekkie ściągnięcie drążka i już mamy prawie pionowy lot w górę. Teraz warto zaprząc do pracy czwartą komorę. Wow. To jest to. Chmury przesuwają się niesamowicie szybko.

Ku niebu! Szybciej i wyżej!

Po paru sekundach wyskakujemy już ponad nie. Słońce razi. Wskazówka wysokości zatacza szybkie koła w stronę wskazówek działającego zegara. Wrażenie jest niesamowite i ten huk silników z tyłu. Po kolejnych paru sekundach mijamy już próg standardowych operacji pasażerskich liniowców - 10000 metrów i 33000 stóp. Lecimy dalej, nie... gnamy dalej. Jeśli prędkość zaczyna spadać, możemy przejść w bardziej płytkie wznoszenie, tak by trzymać prędkość koło jednego macha. Warto też później ew. wyłączyć ze dwie albo i trzy komory. W ten sposób zaoszczędzimy paliwo, a i tak będziemy się wznosić z niezłą prędkością lotu, zwłaszcza jeśli będziemy startować z powietrza, a będziemy mieli większy dystans do pokonania.

  

X-1 podczas dzielenia nieba na części.

Zbiorniki X-1 SG nie pozwalają na jakiś szczególnie długi lot. Jest to około 5 minut, chociaż, to i tak progress w stosunku do X-1-1, który mógł lecieć na włączonym silniku około 2 minut. Te parę minut pozwoli nam się jednak wzbić na "jedyne" 90.000 stóp i jeszcze nabrać prędkości w linii prostej. W ten sposób możemy z Edwards bez większych problemów tak naprawdę dolecieć do Los Angeles, zakręcić nad Pacyfikiem i potem jeszcze trochę w stronę Edwards, a później już tylko lotem ślizgowym bezpiecznie poszybować do mamuśki B-29 na dole i słodkiej Glennie. Z tego pułapu można nawet śmiało wykonać odpowiedni manewr by podejść pod wiatr i ustawić się spokojnie w osi pasa. Trzeba tylko kontrolować prędkość lotu i nie złapać stalla, z niego w przypadku tego modelu nie jest łatwo wyjść, ale jest to możliwe.

2,5 Macha na budziku. Model trzyma ładnie swoje osiągi rzeczywistego samolotu, czy to prędkości, czy pułapu. Został nieźle wyskalowany.

Tutaj można rozróżnić dwa przypadki. Jeśli bowiem złapiemy przeciągnięcie na górze, czyli coś między 70-90 tyś metrów, stall będzie wyglądać bardzo dziwnie i nienaturalnie. Może nawet nami podrzucać (!) o kilkadziesiąt metrów do góry, niestety to kwestie FSX i tego, że za dobrze nie symuluje już lotów w wyższych partiach atmosfery zwłaszcza przy braku symulacji silnika rakietowego (model jest tak zaprogramowany, że wykorzystuje w FSX ciąg samolotu odrzutowego, a także dodaje przyspieszenie od włączonego silnika rakietowego, oznacza, to, że przepustnicę musimy mieć otwartą jednak maksymalnie by dysponować pełną mocą modelu silnika XLR11-RM-5). Natomiast ten przygruntowy stall, jest bardziej opadaniem jak żelazko, bez charakterystycznego korkociągu (niestety). Najlepszym zatem rozwiązaniem jest – latać po prostu właściwie, to znaczy nie przeginać z prędkością przy przeciągnięciach i zwłaszcza na górze mocno baczyć na wskaźnik prędkości IAS. Przy wyższych lotach także należy bardziej delikatnie operować sterownicami, tutaj maszyna zachowuje się nieco bardziej ospale (co nawet się może zgadzać, bo raz, że duża prędkość lotu, dwa rzadsze powietrze - chociaż to nie silnik odrzutowy).

Pierwszy użyty samolot drugiej serii X, czyli X-1D

FM jednak mi się podoba o ile latamy wedle zaleceń panów naukowców z dołu. Lot ślizgowy jest także ok. Z jednej strony czuć, że to już taki bezwładny pocisk ze skrzydłami (i to małymi, więc zapomnijmy o długim szybowaniu), ale z drugiej jeśli mamy pułap i będziemy mogli go zamienić w prędkość przelecimy te około 100 kilometrów jeszcze w powietrzu, aż do lądowania od momentu kiedy silniki same się wyłączą w związku z brakiem w nich cieczy napędowych. Maszyna ma także klapy, które nieco zadziałają jak hamulce, dlatego warto je opuścić w ew. końcowej fazie lotu. Samolotem można ładnie przyziemnić, jeśli zrobimy to za mocno samolot może się rozbić, lub zrobić nam kangura. Sam lot wydaje się jednak w pełni kontrolowany (nie – jeśli zaczniemy przeciągać) i przez to bezpieczny i przewidywalny. Daje wrażenie dość realne, na tyle, na ile można sobie wyobrazić latanie samolotem rakietowym. No, może jedynie powinno trząść jakoś dodatkowo w kabinie, oj przydałyby się takie animacje.

Pora na lądowanie, już bez napędu.

Resume. Marriage Xtreme Prototypes z Milviz mogę ocenić za całkiem dość udany. Pomysł wydania serii ekstremalnych prototypów do FSX jest na pewno czymś niestandardowym i bardzo ciekawym. Daje także fajny przedsmak zdarzeń, które miały miejsce w naszej historii, bardzo zachęca też do zapoznania się z tym tematem bliżej. Doświadczenia z X-1 pozostaje ocenić jako te, które się pamięta i będzie pamiętało jako coś zupełnie innego. Do tego sam model jest wykonany bardzo ładnie, z przyzwoitymi teksturami, niezłym modelem lotu, także "mamuśką", nosicielem B-29. Dźwięki w modelu są odzwierciedleniem tego co widać, czyli też są poprawne wykonane. Podobnie i z FPS, klatkami na sekundę.

Na lewo. Jeśli tematyka ekstremalnych prototypów Cię zaciekawiła, warto obejrzeć film z 1983 roku "The Right Stuff", o polskim tłumaczeniu "Pierwszy krok w kosmos". Film opowiada o eksperymentach z serią X, w tym X-1, oraz przygotowaniach do lotów Amerykanów w kosmos. Do tego porusza życie pilotów testowych w bazie Murdoc, czyli późniejszym Edwards.

Model generuje blisko 45-50 klatek (z blokadą w FS na 50), czyli prawie maksymalną możliwą ilość. Nie obciąża zbytnio PC. Jedynie zauważyłem, że coś się miele na wysokim pułapie, jeśli mamy włączone dalej silniki, wtedy spadają jakoś do poziomu 32-42, ale to dalej jest spadek, który nie wpływa na wizualne doznania i jest akceptowalny. Możliwe, że to także bardziej wina FS'a, bo jakoś niżej nie było takiego efektu. Fakt, że model może być nieco zasobożerny i wykorzystuje zaawansowane modelowanie 3D ale i programowanie, ale jest dość dobrze wg mnie zoptymalizowany. Produkt też trochę hardcorowy, to znaczy, że można się pobawić tutaj w realne procedury, do tego ma też wykonany model symulowania urządzeń gaśniczych (o tym nie wspominałem bo nie latam z awariami), ale w instrukcji jest to opisane. No i sama wspomniana instrukcja, wykonana po prostu świetnie, mogąca być wzorem dla innych wydawców addonów. Jest parę niedoróbek, ale właściwie sam odważny pomysł wykonania serii prototypów przykrywa to i za to tak naprawdę dostaje dodatkowe aż 0,5 punktu, za odwagę twórców (jeśli kogoś temat nie pociąga, niech odejmie te 0,5 czyli ostatecznie da ocenę 4,5). Warto także dodać, że Xtreme świadczy dobry support, odpisują na maile, wdają się w polemikę. To też ważne, a są firmy, które nawet nie raczą odpisać na zadane pytanie użytkownika. Nieco szkoda, że X-1 SG jest ostatnim modelem ekstremalnych prototypów wydanych przez Xtreme. Od tej pory niestety nic już się nie pojawiło z tego wydawnictwa, a przecież było wiele równie ciekawych konstrukcji. Pomysł nie wystarczył? Model i zabawa w latanie na X-1, jeśli się też spodobał, może stanowić furtkę, do jeszcze ostrzejszych testów i jeszcze ostrzejszego latania, czyli nieco wcześniej wydanego "dziecka" od Xtreme ale historycznie późniejszej maszyny, czyli North American X-15, ale to może historia na kiedy indziej. Na tę chwilę, warto zainteresować się tym modelem maszyny Bell Aircraft Corporation, zwłaszcza, jeśli chciałoby się samemu dotknąć kawałka wielkiej historii lotnictwa w ulubionym symulatorze, która kształtowała kolejne milowe kroki podboju prędkości i pułapu oraz przeżyć przygodę bicia rekordów we własnym wydaniu, nawet, jeśli nasz całkowity lot zająłby nam zaledwie 5 minut działania silnika. Amen.

Pozdrawiam, YoYo

(ps. niektóre screeny w tekście z FSX dodatkowo wyedytowano)

obrazek

Click! Polityka oceny w serwisie YoYosims

 
Zapraszam do obejrzenia procedury Start up w modelu X-1 od Xtreme Prototypes (video)

 

Strona producenta dodatku, tutaj można zakupić model X-1 SG:

http://xtremeprototypes.com/en/


Komputer testowy:
  • procesor- Intel Core i7 930 (Socket 1366) 3.56 Ghz (OC)

  • grafika- Asus Radeon HD 7970 3Gb DDR5

  • płyta główna- Gigabyte GA-EX58-UD3R (chipset Intel X58)

  • pamięć- 4x2GB=8Gb (2x Dual Channel PC3-10666, DDR3 1333Mhz) Patriot Viper II Sector5

  • dźwięk- Creative Sound Blaster X-Fi Extreme Music + głośniki Logitech 5.1 model X-530

  • dyski- Patriot Inferno SSD 60Gb, OCZ Vertex II SSD 180Gb, Corsair Nova 60Gb SSD, Western Digital Caviar GreenPower, 640GB, SATA/300 HDD, 64MB oraz Seagate Barracuda 7200.9 Ultra ATA, 250 Gb HDD

  • system- Windows 7 PL 64Bit Home Premium Edition

  • TrackIR 5 (6DOF)

  • joystick: Thrustmaster Warthog, Logitech Force Feedback 3D Pro

  • wolant: Pro Flight Yoke System Saitek

  • pozostałe kontrolery: Saitek X45+Throtlle Quadrant CH Products, Saitek Pro Flight Combat Rudder Pedals,

  • moduły panelowe: Go Flight GF-P8, Saitek Pro Flight Radio Panel, Saitek Pro Flight Switch Panel, Saitek Pro Flight Multi Panel, X-Keys Stick, Saitek Instrumentals Panels

  • peryferia (gaming): słuchawki Logitech G930, klawiatura Logitech G15, myszka R.A.T.5

Tags: 
Software: 
pon., 20/02/2012 - 22:21 -- YoYo

aerosoft.jpg capitan_sim.jpg  pilots.jpg

   

Partnerzy serwisu