|
SYMULATOR
CZOŁGU - T72 BALKANS ON FIRE
Kapitan
Armii Czerwonej, Witalij Kaganowicz,
dwukrotny kawaler Orderu Bohatera Związku
Radzieckiego, stary
‘afganiec’ , weteran kilku
pomniejszych konfliktów,
nie odrywając wzroku od
peryskopu obserwacyjnego, rzucił
leniwie do interkomu ‘Wpieriod’.
Dravko Zdanović, młody serbski
kierowca dodał natychmiast gazu, a
prawie osiemset konny diesel jakby
przebudził się z leniwej drzemki
wolnych obrotów.
Z piskiem drgnęły ogniwa gąsienic,
zafalowały na nierównościach koła nośne.
Niski kadłub wysłużonego T-72 potoczył
się leniwie ze zbocza.
1750
metrów dalej, czerwony krzyż celownika
artyleryjskiego spoczął na sylwetce
serbskiego T-72. Dowódca Leoparda ,
stary pancerny weteran, doskonale znający
sowiecki sprzęt wolał nie ryzykować
zdając się na system stabilizacji
armaty. „Es
ist zu ende Witalij…’ pomyślał.
Chwilę potem wydał rozkaz
spokojnym, nawykłym do rozkazywania głosem
„Halt, meine crtoatische kamerad”,
i niemal jednocześnie trącając łokciem
działonowego powiedział „Feuer
Frei”.
Czołgi.
Co wiem o czołgach?. Wiem że są , mają
armatę , maja pancerz, wszędzie wjadą
i poprawnie użyte robią straszne kuku.
Poprawnie czyli na przykład tak
jak to robił niejaki Erwin R. z wykształcenia
generał, z zamiłowania
jak mniemam również. Otóż
twierdził on iż najskuteczniejszą
bronią w arsenale czołgu jest silnik,
co z kolei stoi w jawnej sprzeczności z
relacjami tych którzy mieli pecha się
spotkać z takim Tygrysem w szczerym
polu na dystansie 1400 m. Ale do rzeczy,
najnowsza produkcja firmy Battlefront to
T-72 Balkans in fire. Gra zła i
niemoralna z założenia bo wcielamy się
rosyjskiego najem… to jest
ochotniczego doradcę na usługach Serbów,
i walczymy o pokój do ostatniego
naboju, jak to zazwyczaj bywa u zabużańskich
braci.
Ze sprzętem bywa ciężko , raz
dostaje się nam
poczciwy t-34-85, rzadziej t-55 ,
a zupełnym świętem jest prawie
nowiutki
t-72.
Scenariusz
obejmuje około 25 misji, podobno
opartych na autentycznych wydarzeniach o
liniowo rosnącym współczynniku tego
jak mamy przerąbane, w dalszych misjach
poza dbaniem o własne bezpieczeństwo,
co jak na razie mnie odrobinę
przerasta, musimy dowodzić zarówno
plutonem czołgów jak również piechotą
, która pozbawiona rozkazów i wsparcia
pancernego jest masakrowana w 30 sekund.
Potem ruszają zające przeciwników ,
co drugi ma sprytne urządzenie o nazwie
RPG-7 i w zasadzie jest po wycieczce.
No
dobrze, a jak z realizmem ? Nie mam pojęcia,
w życiu nie siedziałem w czołgu, w
przeciwieństwie do mojego Taty który
sobie pojeździł t-55, i twierdzi iż
jakkolwiek w czołgu jest wszystko
wielkie i mocne, to uszkodzić go wcale
nie jest trudno, ze względu na
niebanalne wartości sił działających
na jego konstrukcje nawet przy bardzo
niewielkiej prędkości.

Jak
to wygląda w grze? Wzięcie na pancerz
wyrośniętej sosenki kończy się jej złamaniem,
ale wzięcie tej samej sosenki na
przednie koło naciągowe kończy się
zerwaniem gąsienicy. Próba zawrócenia
w bagnie kończy się pozrzucaniem gąsienic.
Próba przejazdu po dnie z otwartymi włazami
kończy się transferem do broni
podwodnej i to raczej nieodwracalnie. Próba
zjazdu ze stoku o znacznej ekspozycji
zazwyczaj kończy się efektowną beczką
śmiechu podczas której odpadają co
wrażliwsze elementy wyposażenia wieży.
Tyle jeśli chodzi o szeroko pojęte
odwzorowanie fizyki – rzecz w miarę
prosta i nie wymagająca rewolucyjnego
podejścia do tematu. To co stanowi o
klasie symulacji czołgu , w mojej
dyletanckiej opinii to balistyka, gdyż
w całej zabawie w wojnę pancerną
chodzi mniej więcej o to by wystrzelony
pocisk spenetrował cel mimo przebiegłych
zabiegów przeciwnika by tak się nie
stało.
W
Bałkanach w Ogniu balistyka zachwyca.
Większość trafień z dużej odległości
kończy jako rykoszety, jeśli trafimy w
pancerz czołowy takiego t-34 to pocisk
podkalibrowy kończy w szczelinie między
kadłubem a wieżą, unieruchamiając ją
skutecznie. Spotkanie z Leopardem
pozwala nam poczuć to samo co odczuwali
alianccy czołgiści podczas spotkania z
Tygrysem, obserwując jak ósmy z rzędu
pocisk… odbija się od pancerza.
Jedyne wyjście to posłać krusząco-odłamkowy
w wieżę celem zniszczenia optyki, skrócić
dystans i rąbnąć podkalibrowym
‘z przyłożenia’ albo
odpalić pocisk przeciwczołgowy, których
czasem mamy kilka. Łatwo powiedzieć,
wykonać udaje się raz na …10 prób.
Pojazdy
mają odwzorowane strefy rażenia. I tak
trafienie kumulacyjnym w okolice
trzeciego koła w t55 kończy się
eksplozją amunicji, trafienie w tył
czy to wieży czy kadłuba dowolnego czołgu
zazwyczaj kończy się efektowną
eksplozją.
Grafika.
Nie jest może z najwyższej półki ale
też jest znacznie powyżej obecnego
szeroko pojętego poziomu średniego. Całkowicie
doskonałe są efekty dźwiękowe,
hydrauliczny jęk systemu stabilizacji
armaty, piszczenie kół nośnych, szczękanie
gąsienic, głęboki soczysty ryk czołgowego
diesla, czy wreszcie metaliczny dźwięk
łusek sypiących się z kaemu p-lot na
wieżę. Autorzy użyli pewnej sztuczki
– otóż generalnie wszystkie dźwięki
są ciche, więc podkręcamy na
wzmacniaczu …a potem strzelamy z
działa i spadamy z krzesła. Doskonałym
dodatkiem budującym klimat jest
rosyjski speechpack w którym ‘Job
twoju mat’ należy do milszych
wyrażeń , ale wiadomo ciężka czołgowa
służba to i język ciężki.
Schmeisser
Strona
oficjalna T72 Balkans on Fire
Strona
polskiego dystrybutora

|