Subscribe to YoYoSims RSS
Witaj Pilocie! FSX, FS2004, Flight, Rise of Flight, Lock On, DCS, Condor, Take on Helicopters, IL-2...


Digital Combat Simulator

Flight Simulator oraz P3D

Seria IL-2

Take on Helicopters

Condor Soaring Simulator

Rise of Flight

Falcon Allied Force

Testy Sprzętu

Startujemy !

Historia

Reportaże

FS2004: Grumman GA-21 Goose (Bill Lyons)

 obrazek Classic IX: Grumman Goose... 
 
...wystarczy spojrzeć na dziób samolotu, by bez trudu zgadnąć skąd wzięła się "Gęś" w nazwie podniebnej maszynki; tę historię więc już sobie daruję, na pozostałe wrażenia, zapraszam poniżej!
 
obrazek
 
Co łączy przedwojenny hydroplan z wytwórni Grummana z telewizyjnym serialem przygodowym „Tales of the Gold Monkey” oraz małżeństwem Lynn i Bill’a? By opowiedzieć parę słów o naszej „Gąsce” trzeba niewątpliwie poruszyć te trzy tematy za jednym zamachem.
 
obrazek
 
Wytwórni Grumman chyba nie trzeba przedstawiać. Tak jak istnieje przemysł lotniczy w USA tak zawsze Grumman właściwie był i jest na rynku w niezmienionej postaci. Inne spółki upadały, łączyły się, modyfikowały, zmieniały właścicieli, a Grumman jakoś mimochodem realizował swoją politykę produkcyjną przy dużej aprobacie kongresu Stanów Zjednoczonych. Bez dwóch zdań można ochrzcić Grummana jako monopolistę na rynku US Navy przez długie okresy działania Marynarki Stanów Zjednoczonych w wielu dziedzinach lotnictwa morskiego. Oczywiście pojawiały się po kolei jakieś inne wytwory na płytach pływających okrętów czy też płytach osadzonych na nabrzeżach Pacyfiku, jednak wytwórnia Grummana zawsze wiodła palmę pierwszeństwa i do dziś utrzymała się na rynku w różnych kategoriach lotnictwa morskiego USA. Jeśli już mowa o lotnictwie morskim to już za moment (jesień 2004) będziemy mogli pośmigać na kilku samolotach w Pacific Fighters, jednak na razie skupmy się na pieknym cacku jakim jest Grumman Goose dla FS2004 z Golden Eagles Squadron.
 
obrazek
 
Grumman Goose JRF3 w służbie Obrony wybrzeża USA (Coast Guard) 
 
Omawiając po krótce historię amfibii należy sięgnąć do 1936r, kiedy to w wytwórni Grummana podjęto plany realizacji nowego projektu samolotu cywilnego, który miał być uniwersalny, tzn. mógł lądować na normalnych lotniskach utwardzanych, ale również miał pełnić rolę wodnosamolotu. Dzięki temu Grumman miał nadzieję zainteresować maszyną szeroką rzeszę odbiorców maszyn cywilnych w postaci małych i drobnych linii lotniczych rozsianych po całych przedwojennych Stanach. Wg. projektu miała być to latająca łudź z wypuszczanym podwoziem (trzy podpory) i napędzana dwoma silnikami tłokowymi. Samolot miał zabierać dwuosobową załogę oraz kilku pasażerów oraz ładunek. Byłby zatem idealny dla małych firm transportowych, dla firm wycieczkowych, osób prywatnych (czytaj: milionerów), mających swoje posiadłości wakacyjne poza kontynentem, oraz małych linii lotniczych mających stałe kursy z wyspami, bądź dowożących zaspanych pasażerów bezpośrednio na liniowce na oceanie. Wkrótce też samolot otrzymał cywilne oznaczenie Grumman G-21(A). Główny i podkadłubowy pływak maszyny bazował na opracowaniach jeszcze z początku lat trzydziestych z samolotu Grummana J2F (taki dwupłat z olbrzymią płozą nawodną mogąca robić za uchwyt "na bociana" :). Pływak mieścił w sobie podwozie główne wciągane na boki oraz kółko ogonowe, które można było ukryć w końcu pływaka i taką właśnie zasadę również przyjęto w G-21. Goose miał być samolotem całkowicie metalowym, stateczność na oceanie miały zapewnić dwa, podskrzydłowe pływaki zamocowane na stałe pod płatem. Prototyp amfibii został oblatany rok później. Samolot mógł rozwinąć prędkość do 320 km/h i wznieść się na 6400m.Narastająca jednak sytuacja polityczna pomiędzy mocarstwami skłoniła do zainteresowania samolotem dowództwo sił powietrznych. Idea wykorzystania maszyny polegała na zadaniach łącznikowych oraz na wcieleniu go do Marynarki jako samolot patrolowy, działający z nadbrzeży oraz jako samolot ratunkowy. Z czasem, w późniejszym okresie na Goose zaczęto podwieszać również i po dwie bomby przeznaczone dla niemieckich czy też japońskich okrętów. 
 
obrazek
 
 Z bombkami
 
Pierwsze zamówienie do Grummana wpłynęło na wersje G-51A (była ona nieco mocniejsza w silniku niż G-21, wersja też była zwana OA-9) i opiewało na 26 sztuk tej maszyny. US Navy zamówiło za to 20 sztuk pod oznaczeniami serii JFR (JFR-1 i JFR-4), zaś później straż przybrzeżna USA (Coast Guard) zamówiła u Grummana na początek 10 sztuk pod oznaczeniem JFR-2 i JFR-3. Samoloty różniły się wyposażaniem w zależności od przewidywanych celów i obszarów działania patrolowców oraz silnikami . Samoloty z serii Goose służyły również w RAFie w okresie II wojny światowej, oraz w Portugalii, Francji i Kanadzie. Do dnia dzisiejszego latają jeszcze egzemplarze tego jakże charakterystycznego samolotu. Łącznie wybudowano ok.350 szt. tej maszyny wszystkich wersji, a cena samolotu wynosiła koło 70.000 $. Podczas wojny Grummany wykonywały najczęściej zadania związane z odszukiwaniem rozbitków, szukaniem szczątków zatopionych okrętów, oraz typowe zadania patrolowe tamtego okresu. Zdarzały się również misje z polowaniem na U-booty, jednak słabe uzbrojenie (dwie bomby konwencjonalne lub lekkie głębinowe) nie pozwalały na skuteczne ataki. Gąski latały również z transportem zaopatrzeniowym oraz transportem ludzi. Samoloty OA-13 wykorzystywano za to do treningów nawigacyjnych świeżych pilotów.
Teraz poluzujmy historyczną atmosferę i puśćmy się w wir serialu "Tales of the Gold Monkey". Ponoć był on kiedyś w Polsce jeszcze do oglądania na odbiornikach typu Rubin (albo Beryl ale to zupełnie już inna bajka). Ci co pamiętają ten pierwszy kolor-tv wiedzą co to znaczy, ci, którzy nie... w dobie flatronów można powiedzieć tv z epoki flinstonsów. Najkrócej wspomniany serial wyprodukowany 
obrazek
przez ABC można chyba opisać jako wieloodcinkowy serial przygodowy. Wartka akcja, dramat, romans, strzelanina, komedia, to wszystko łączyć się miało w „Opowieściach złotej małpy”. Słowem taki Indiana Jones tyle że w każdą środę tygodnia... Serialik był oczywiście made in łuesa i powstał na początku lat osiemdziesiątych. Pamiętacie wszyscy Madonne żującą gumę z krzyżem na uchu, blond lokach i czarnych kabaretkach naciągniętych po szyję? Tak tak to było właśnie wtedy. W filmie (jeszcze nie było mody na brazylijskie pasożyty żołądkowe, choć Isaura już pewnie powstawała w głowie reżysera, a Leoncio szukał gum ) "Tales of the Gold Monkey" przewijały się trzy główne postacie i jednooki pies. 
obrazek
Są piraci? Są, to czemu nie pies : ) ? No, głównym Hero był niejaki Jake Cutter, pilot transportowy, który umiał na Cutter’s Goose (tak, tak, łamigłówka zaczyna już wychodzić na prostą) niejedno. Jego historyczne CV to m.in. latanie przeciw japończykom w Chinach przed 37, jednak poprzez poniesione rany został cofnięty z frontu i na pewien czas ustawiony jako pilot wojskowy samolotu pocztowemu, ufff cóż za los...  Z boku u niego w kabinie w Gąsce, jako mechanik i co/pilot prawie zawsze siedział Corky. 
Przezabawny koleś o problemach alkoholowych (dlaczego te dwie rzeczy idą zawsze w parze :DDD?). No i mamy też pieska. Ozór wabił się Jack, zapewne od Jacka i miał jedna oko (btw. niedawno w pubie siedział obok mnie taki kot co to też miał jedno oczko, biedactwo pewnie nie spodobało się też zapijaczonemu Corkiemu). Piesek był marki fox terrier (wiec terrierowcy jazda do wypożyczalni dvd!). Wszystko to toczy się zaś w 1938 roku, najczęściej wokół wysp nazwanych jako Boragora (fikcyjna lokacja). Główny Hero spędza swój wolny czas w barze Monkey bar (a zresztą w końcu co miałby innego do roboty skoro jest Hero). 
No ale jaka afera? Na razie żadna. Jake w barze poznaje piosenkarkę, Sarę (Sarah White). Sara ślicznie śpiewa ale i równie ślicznie ściemnia i kituje na lewo i prawo, no i jest też niczemu sobie. Jake tak jakby się zadurzył, a Sarah wkrótce okazuje się agentem pracującym dla rządu USA, czyli siedzi na ciepłej posadzce, a nie jakieś tam śpiewanie przed pijakami. Tym sposobem ich losy splatają się nierozerwalnie, a Jake powoli zaczyna wykonywać dla niej różnorakie misje. Ot i cały film. Jake i Sarah znajdą oczywiście szybko wrogów, w tym w Japonii w postaci nawet samurajów i karuzela się zaczyna kręcić. W tym wszystkim bierze oczywiście udział Hero number ONE jak dla nas, 
obrazek
czyli tytułowy Grumman Goose G-21 A. Co tam Jake, Sarah, Corky czy ten pies, film zapewne warto oglądać chociażby dla Gąski. Nie wiem czy zamiłowanie twórców Goosa dla FS2004 wypłynęło z serialu a przy okazji wzbogacenie serii Classic, czy też zamiłowanie do serii Classic, a przy okazji pociąg do (użyjmy tego słowa, którego nie znoszę, bo przy obecnej formie reklamy straciło ono na wartości po 1000razy) kultowego serialu, ale spowodowało powstanie tego, a nie innego samolotu, tak czy siak, twórców należy przedstawić.  Lynn oraz Bill Lyons to małżeństwo, które hobbystycznie zajmuje się lotnictwem. Pieczę głównego programisty trzyma Bill, który jak podaje samolotami interesował się odkąd tylko ma pamięć. Początkowo bawił się w modele, dalej były już te latające, sterowane za pomocą radia. Zbudował nawet w garażu dwumiejscowy samolot. Odkąd siedzi na emeryturze bawi się za to w efesa i w projektowanie naprawdę świetnych modeli. Jak oboje przyznają nie interesują się samolotami współczesnymi na tyle by poświęcać im uwagę przy projektach dla serii FS. Tych jest wystarczająco dużo. Zainteresowania skupiają na serii Classic, czyli klasycznych, najczęściej z okresu międzywojennego, maszynach i chwała im zaiste za to!!! Z samolotów, które niewątpliwie zasługują na uwagę ze stajni Lynn i Billa to darmowe: Tiger Moth, Waco, Swift, Ryan, oraz płatny Sikorsky „Hawaii”. O samolotach oraz skąd je zassać można poczytać na stronie Golden Eagles Squadron (link na dole strony), która zrzesza jeszcze kilku innych programistów. Mamy już zatem zarys historyczny, łączymy to z serialem, dodajemy pomysł państwa Lyons i mamy już genezę modelu Goosa przeznaczonego dla Flight Simulatora 2004!
Oprócz jednego samolotu znam wszystkie produkty Billa i muszę przyznać, że jest to zupełnie inna klasa wirtualnych modeli do FS2004. Pozostawiając model wykonania, sprawy techniczne itp., te samoloty coś w sobie po prostu mają. Każdy wnosi coś nowego i jest to ładnie opowiedziany kawałek historii w którą umiejętnie są wplatane poszczególne maszyny. Można określić że jest to duch tych maszyn, ale każda, dosłownie każda maszyna stworzona przez opisanych twórców ma to „coś”. Oddając w nasze ręce tytułową Gęś nie mamy po prostu tylko fajnie wykonany samolot. Za maszyną idzie sznurek bonusów, misji, malowań i ciekawostek technicznych, niespotykanych w add-onach przy innych produktach dla FS2004 innych producentów. Na pewno nie można zarzucić Lynn i Billowi braku pomysłów. Razem daje to mieszankę, od której naprawdę trudno się oderwać. Jeśli ktoś jeszcze do tego lubi klimat starych, przedwojennych samolotów określanych jako Vintage na pewno będzie zadowolony nie tylko z Goose, ale i z każdego innego samolotu, który wyszedł z Golden Eagles Squadron. Prześledźmy jednak po kolei co daje nam pakiecik (bo nie jest to tylko sam samolot!) nazwany Classic IX – Classic Goose!
 
obrazek
 
Kupno i instalacja pliczków
 
Dodatek jest płatny, jednak porównując ceny za dodatki do FS2004 sięgające w przeliczeniu najczęściej po 99-150zł cena jest tutaj śmieszna. 12,5 $ (czyli około 47zł) - taka wartość zielonych wystarczy by stać się właścicielem Goosa z Fabryki GESquadron. Drogi zakupu mogą być dwie, oficjalna i bardziej ryzykowna. Nie ma róży bez kolców i od razu tutaj można o nie niestety zahaczyć. Albo pieniążki ślemy za pomocą PayPal’a (ale ten o zgrozo nie obsługuje Polski) – info na stronie producenta i link do systemu PayPal, albo pozostaje wyjście numer 2 czyli zawijamy grzecznie pieniążki w kopertkę tak by Pan Zdzich z Paną Gienią na poczcie w Pcimiu nie dopatrzyli się co próbujemy przemycić, wcześniej ślemy maila do Billa i liczymy, że wszystko dojdzie jak należy. Tym sposobem, po ok. dwóch tygodniach możemy wejść w posiadanie Goosa. Trzeba przyznać, że nie jest to droga „user friendly”, ale Polak potrafi i trzeba sobie jakoś radzić! Tak czy siak po zrealizowaniu płatności otrzymamy mail potwierdzający z linkiem i kodem do zassania pliku zip z Goose oraz drobny spakowany pliczek z personalizacją samolotu o czym będzie dalej też mowa. Główny plik rozpakowujemy do dowolnego katalogu u siebie w kompie, a dalej przenosimy odpowiednie pliczki ręcznie, jak to ma najczęściej miejsce przy dodatkach darmowych. Bill zaleca co prawda rozpakowanie plików bezpośrednio pod FS2004, no ale jakże można by było przeoczyć jakieś tak istotne pliki, jeśli już chcemy pohasać na Gąsce. W każdym bądź razie, jeśli czuje się ktoś na mniejszych siłach może skorzystać z rady Billa. Ja wybrałem metodę przenoszenia ręcznego i też wszystko działa jak należy. Plik do zassania mierzy 27 Mb, a po rozpakowaniu powiększy nam FS2004 o około 55 Mb.
 
obrazek
 
Instrukcja w formie www 
 
Instrukcje w załączeniu
 
Dysponujemy dwoma rodzajami instrukcji, oczywiście też jeśli ktoś chce może to sobie wydrukować, jednak nacisk bardziej jest położony w stronę płatowca niż instrukcji załączonych do Goose. Pierwszym rodzajem, jest instrukcja w postaci strony Html. Nie jest zbyt pojemna, ot zawiera podstawowe informacje dotyczące maszyny i samego korzystania z samolotu. Instrukcja wita nas krótkim, historycznym opisem G-21, porusza również w kilku zdaniach temat serialu, na bazie którego powstał Goose. Dalej mamy sposób instalacji wraz z poradami, opis podstawowych funkcji w kokpicie, które możemy wykonać, opisy korzystania z autopilota (który w Goose jest banalny, ustawiamy samolot odpowiednim kursem i ręcznie blokujemy wysokość i  kierunek, nic prostszego) oraz z radia w samolocie. Mamy też opis dodatkowych bonusów, o których mowa będzie nieco dalej. Drugim rodzajem instrukcji jest Check Lista dostępna z poziomu symulatora, gdzie zawarto kolejność wykonywanych działań przy odpowiedniej fazie lotu oraz ograniczenia i prędkości krytyczne dla samolotu.
 
obrazek
 
Co mamy oraz wrażenia wizualne na zewnątrz blaszaka
 
W pakiecie nie tylko dostajemy kilka wersji Grummana (G-21A oraz samoloty z serii JFR) flyable. Podczas instalacji dodane zostają samoloty AI, które później będą pełniły swoje role, a są to: Avangery, SNB, Betty, sterowce, Clipper, Waco, Electra, Goose, Zero, Piper Cub, DC-3 i DC-4. Trzeba przyznać, że jest w czym wybierać. Jeśli chodzi o samą Goose, mamy 8 malowań samolotów do wyboru, a w tym oczywiście jedno z telewizyjnego serialu. Większość malowań jest wykonana perfekcyjne. Przy dynamicznym oświetleniu mienią się w słońcu różnymi odcieniami blach. Srebrne poszycia wyglądają cudnie, nawet mamy przebarwienia przy nitach, czy też zabrudzenia na poszyciu w często używanych miejscach samolotu. Daje to doskonały efekt realności. Wśród malowań znalazły się trzy malowania, które moim zdaniem nie powinny się tutaj znaleźć. Wyglądają tak jakby robił je ktoś inny i nie mają odpowiedniej rozdzielczości, przez co łatwo widać charakterystyczne piksele na kadłubie. Nie wygląda to za ciekawie. Na szczęcie malowanie te są również dość brzydkie i mało atrakcyjne, dzięki czemu można w ogóle ich nie używać i dać sobie po prostu spokój bawiąc się na Gąsce w barwach tych z wysokiej półki. Jeśli komuś też mało malowań, to na flightsim znajdzie więcej i na ogół są one dobrze zrobione i oczywiście darmowe. Dalej spoglądając na Goose od zewnątrz od razu widać dużą szczegółowość modelu. Można dostrzec użebrowanie pływaków, pełny płat czołowy silnika, czy też klamki od drzwi. Bardzo dobrze na zewnątrz wykonane są szyby, które w Goose mają bardzo charakterystyczny kształt. W zależności od padania promieni słonecznych szyby albo odbijają światło mieniąc się jaskrawo, ale stanowią czarną zasłonę dla naszych oczu. Wszystkie elementy ruchome działają jak powinny, czyli wszystkie stery i lotki, klapy, drzwi (przy otwarciu tylnego włazu pojawia się drabinka) oraz luk bagażowy. Można również otworzyć wejście dla pilotów, które może być wykorzystywane np. po wylądowaniu amfibii na wodzie (wówczas otworzyć można drzwiczki na górze dziobu samolotu). Warto zaznaczyć również, że odwzorowane zostały elementy wywarzające stery. Przy rozruchu silników z rur wydobywa się gęsty dym, a podczas lotu kolektory co jakiś czas buchają odprowadzeniem płomienia, jest to widoczne również z kabiny i bardzo ciekawie wygląda przy locie nocnym. Koła chowają się nierówno, co dodatkowo podnosi pułap realności działania mechanizmów w samolocie. Skoro mowa o wyglądzie zewnętrznym i o tym co zawiera pakiet nie sposób ominąć ciekawych lokacji stworzonych na potrzebę Goosa. Jest to kolejna rzecz jaką mamy dodatkowo oprócz samego samolotu. Są to na ogół jakieś budynki, obiekty statyczne, krążące po pasach startowych samoloty. Również okręty (w tym dynamiczne a nie tylko statyczne) oraz cały obszar z serialu Tales of the Golden Monkey. Zatem mamy już serialowe malowanie, serialowy teren działania Jake’a, potrzeba jeszcze Sary i Corkyego, zatem wejdźmy do środka.
 
obrazek
 
Gąska od środka
 
Kokpity jak to na serię FS mamy dwa, jeden 2D, drugi z płynną możliwością obrotu głową 3D (VC-virtual cocpit). Opis kokpitu 2D może sobie darujmy. Nazwijmy go tutaj „koniecznym minimum” i takim w istocie jest. Kokpit jest pokazany w małej części z podstawowymi zegarami i rozrusznikami. Sam Bill jednak wcale nie ukrywa, że jest to wersja „Lite” i jego zamiarem było zminimalizowanie panelu 2D w zasadzie do maksimum. Nie ma się czemu dziwić, jeśli kokpit 3D wykonany jest bardzo dobrze to po co kokpit statyczny? Zresztą chociaż kokpity 2D są prostsze w wykonaniu przez programistów powszechnie uważa się za przeżytek, któż bowiem chce być ograniczany widokiem tylko do przodu i standardowymi, statycznymi przełącznikami obrazu? Zatem 2D stanowi właściwie mały pasek u dołu ekranu i to wszystko ale też to właśnie było zamiarem autora. Wciskamy na klawiaturze magiczne „S” i oto padamy na kolana, kokpit 3D! To po prostu istne arcydzieło i jedna z naj, naj i jeszcze raz najmocniejszych cech Grummana Goose. Śmiało może pretendować do jednych z najlepiej wykonanych wnętrz wirtualnych samolotów na świecie. Nie chodzi tylko o jakość wykonania, ale i o interaktywność. Jak kokpit wygląda? Wszyscy widzą na screenach, nie ma co się rozwodzić. 
 
obrazek
 
Zegary nie są ściągnięte z współczesnych samolotów, tylko odzwierciedlają one zegary z lat 30tych. Jeśli chodzi o ich ilość, są proste w interpretacji i stanowią podstawowy zestaw pilotażowy. Nawet laik powinien sobie poradzić z odczytem, w końcu to samolot z końca lat 30-tych. Zużycia, zabrudzenia... Bill po prostu rozpieszcza nas. Takie rzeczy jak orczyk, wolant, wszystkie przełączniki i wajchy, nawet łańcuszek z medalionem bezwiednie zwisający na przełączniku od lamp są animowane. Oczywiście nie muszę dodawać, że kokpit VC jest w całości interaktywny, czyli co nas interesuje a nie wiemy co to jest włanczamy/ wyłanczamy i czekamy grzecznie na wybuch z silnika :- D. 
 
obrazek
 
obrazek
 
obrazek
 
Dalej jeśli otworzymy luk z przodu naszego zadziornego i gęsiego dziobu samolotu, do środka wpadnie światło rozświetlając nam drogę do wyjścia z maszyny i już kokpit wygląda inaczej. Również nocą mamy dostępny kolejny efekt nocny i podświetlenie deski rozdzielczej w kabinie. Efekt, że samolot „żyje” podkreślają rozmieszczone stare zdjęcia czy pocztówki w kabinie, co jest zresztą stałym elementem przy wirtualnych wypracowaniach Billa. Jeśli ktoś chce się pobawić w Corelu lub chociaż Paintcie, może bardzo łatwo te zdjęcia podmienić na swoje, lub lepiej własnej żony/ kochanki/ dziewczyny/ córki* (niepotrzebne skreślić na monitorze flamastrem wodoodpornym :). Zawsze w końcu milej lecieć ze „swoimi”. Mała rzecz a cieszy. Dalej, skoro już mowa o małych acz wielkich rzeczach w Classic IX. Po lewej stronie na burcie samolotu od środka znajduje się tabliczka, na której jest wypisany nr seryjny samolotu, dane produkcyjne i właściciel (coś jakby firmowana przez Grummana wizytówka). Bill poszedł dalej i przy zakupie, każdy samolot... personalizuje! Oznacza to, że na „metalowej blaszce” w kabinie samolotu zobaczymy własne imię i nazwisko lub pseudonim. Po to też ten drugi, mały mail z plikiem zip, o którym pisałem, gdzieś tam wcześniej. Czyli kolejne brawa za inwencję. Przejdźmy do dalszych efektów w Goose. Okno z boku pilota można całkowicie odsunąć, można to zrobić z klawiatury lub bezpośrednio nacisnąć na klamkę. Do tego tutaj jest to jak najbardziej uzasadnione i nie jest to tylko sztuka dla sztuki. Bardzo lubię jak szyby w wirtualnym świecie nie są takie krystalicznie czyste. W końcu w samolocie nie mamy przecież, tak, że jak zamkniemy osłonę kabiny to świat wokół nic nie traci na wyrazistości czy kolorze. Zawsze są jakieś rysy, jakieś zabrudzenia, czy nawet drobne pęknięcia. Świetne tego typu efekty mamy np. w Lock Onie, w FS zaczyna się również wreszcie pojawiać rozróżnienie tego typu i tak też jest w Goose. Szyby są na tyle brudne, że faktycznie czasem musimy otworzyć okno z boku by po prostu lepiej widzieć ziemię. Również szyby przednie posiadają imitację zabrudzeń, które też się zmienia w zależności od pogody, jeśli jest ładna pogoda są one czystsze, jeśli zaś pada i włączymy wycieraczkę, szyby nam szarzeją po bokach. Pochlastam się z tymi szybami ale pociągnę temat do końca :D. Jeśli startujemy lub lądujemy na wodzie, specjalny dodany efekt pozwoli nam ujrzeć na bokach szyb osadzająca się i spływającą wodę, natomiast jeśli włączymy efekt „rain” (który rzecz jasna zalecany jest tylko do włączenia podczas deszczowej pogody) dodatkowe krople będą nam gościły z przodu owiewki VC regularnie rozchodząc się na boki pod ruchem wycieraczki. Ktoś mógłby powiedzieć ale to jest już w FS2004, zgadza się, jednak dla Goose został dodany zupełnie nowy efekt opracowany od nowa i bijący na głowę ten w defaultowym, gołym efesie. 
 
obrazek
 
obrazek
 
Dodatkowo w VC mamy jak już pisałem ruchomą wycieraczkę, którą można uraczyć specjalnym „deszczowym” efektem (z kokpitu), mamy też bezpośredni dostęp do Check Listy (klikając na drugą tabliczkę informacyjną na lewej burcie), dalej z kieszeni również na lewej burcie VC można „wyjąć” mapkę świata, to samo dotyczy i prawej kieszeni. Tutaj jednak znów nas zaskakują. Dla celów przygód na Goose, zostały opracowane mapki terenów lub lotnisk, które to są przyporządkowane dla poszczególnych samolotów operujących w konkretnym rejonie (przykład jednej mapy na screenie z Sarą niżej). Pomysł super, szkoda tylko, że nie są rozwijane na większe, ale i tak z czymś takim spotkałem się po raz pierwszy. Od wnętrza można również otworzyć luk wejściowy na przedzie dziobu samolotu, a także dodać załogę, w postaci co/pilota! Mamy do wyboru albo Corkiego albo Sarę. Postacie są animowane, rozglądają się po wnętrzu kabiny oraz za widokami z okna, ruszają dłońmi, co jakiś czas wybałuszają oczy w naszą stronę. Może ich jakość wykonanie nie jest jakaś super, ale za to dodają fajny klimacik, zwłaszcza jeśli ktoś chce po kolei wykonywać zadania Jaka z serialu TV. 
 
obrazek
 
Corky spoglądający na nas z wyraźnym zrozumieniem :)
 
W momencie jeśli pojawi się Corky lub Sara, pojawia się również Jake jako kapitan statku powietrznego o nazwie Goose. Postacie i ich ruchy widoczne są również z zewnątrz. Szczegóły dopracowania wnętrza kabiny naprawdę zadziwiają np. taki zegarek Corkiego na ręce (widać go na screenie powyżej) pokazuje ten sam czas co na zegarze na pulpicie samolotu! Byłbym zapomniał...! Pies Jack! Jasne, że jest, leży na fotelu tuż za nami łypiąc jednym okiem i merdając ogonem co jakiś czas przy włączonej opcji „załoga ON”. Na koniec zostawiam coś, co mnie wryło w krzesło i na długo nie pozwoliło się odkleić, niczym najnowsza wersja Poxipola. Samolot jest wyposażony w stylizowany na epokę ... cd player i radio! W Cd playerze mamy dostępne opcje wyboru piosenek, ściszaniu bądź pogłośnieniu muzyki, czy wysunięcie szuflady z płytą CD. Oprócz tego mamy radio AM/FM, które można skonfigurować na ulubione stacje. Wyobraź sobie, że kołujesz na pas, prosisz o zgodę na start, wzbijasz się i już znalazłeś się nad „nudnym” oceanem. Wystarczy, że do swojego CD-Romu wrzucisz ulubioną płytkę, a już twój lot będzie wyglądał zupełnie inaczej. Pomiędzy rykiem silników Pratt Whitney muzyka ma klimatyczny charakter, zwłaszcza jeśli lata się przy Franku Sinatrze, Natalie Cole, Astrud Gilberto czy Shirley Bassey. Do tego jakość dźwięku w odtwarzaczu nie jest najlepsza, ale za to doskonale pasuje i nadrabia właśnie klimatem do dawnego roku produkcji Grummana Goos’a. Połączenie możliwości odtwarzania muzyki z świetnie wykonaną kabiną daje doskonały nastrój, to jest właśnie przykład „great spirit” jaki posiada Goose, o którym ciężko zapomnieć ... nawet gdy się już nie lata ;o).  
 
obrazek
 
obrazek
 
Screen Ad.1 Widok na odtwarzacz/radio (główny plan), na fotelu z tyłu leży terrier Jack, obok siedzi Sara pokazująca nam mapę
Screen Ad.2 Na dużej wysokości pojawia się "Ice" - efekt, wywołujący oszronienie szyb! Lód można usunąć przyciskiem "Deice Aircraft" bezpośrenio z kabiny pilota.
 
obrazek
 
Jeden z kolejnych efektów Billa - pożar silnika.
 
 
Odpal silnik i leć w siną dal oraz stukot garów w łożach.
 
Model lotu samolotu wydaje się być poprawny, wydaje się, gdyż ciężko dorwać jakieś wspomnienia czy choćby ocenę pilotażową samolotu. Przewertowałem internet w poszukiwaniu jakichkolwiek wzmianek, lecz nic nie znalazłem, dlatego tez mogę bazować jedynie na moich odczuciach. Kołowanie tutaj powinno odbywać się na naprawdę minimalnej prędkości, 15 mph to już czasem za dużo. Samolot wtedy zaczyna dziwnie tańczyć na pasie i ciężko go okiełznać, wtedy też Force Feedback działa w joyu najmocniej. Najlepiej jeśli lekko pchniemy przepustnice i będziemy toczyć się siłą rozpędu zdławionego silnika. W momencie startu, trzeba bardzo uważać by nie wypaść z pasa, jednak przy przyspieszaniu maszyna szybko łapie wiatr w skrzydłach i zaczyna zachowywać się już sterownie. Oderwanie jaki i lot nie nastręcza problemów, wręcz jest przyjemny. Samolot bardzo ładnie reaguje na wychylenia orczyka czy drążka, opuszczenia klap w pozycji do startu czy lądowania. Nie nastawiajmy się na ekstremalne przygody w locie i figury akrobacyjne. Goose latał przeważnie w pozycji poziomej i jakiekolwiek większe ekstrema lotnicze kończą się w FS zniszczeniem konstrukcyjnym. Prędkość też nie jest zabójcza 320 km/h to dla Gąski bardzo dobry wynik. Jeśli chodzi o lądowanie, ląduje się aż nadzwyczaj dobrze, samolot jest długo sterowny (jak gdzieś doczytałem przeciągnięcie łapał dopiero przy 65 mph, co chyba jak na taką konstrukcję jest wynikiem na pewno niezłym) i spokojnie można podejść na minimalnej prędkości do lotniska jak po sznurku. Jeśli mielibyśmy prawdziwe jajko na dziobie, przy umiejętnym przyziemieniu nawet by się nie stłukło. Ogólnie podsumowując model lotu jest jak najbardziej poprawny, czuć, że nie jest to mała i szybka maszyna, a raczej taka, której trzeba poświecić odrobinę cierpliwości. Wynagrodzi nam za to spokojnym i statecznym lotem i łatwym podejściem na lotnisko. O działaniu autopilota już pisałem. Co do dźwięków, są one zgrywane z oryginału i stanowią osobny, nowy katalog (zatem Goose nie wykorzystuje dźwięków np. z DC-3). Różnorodność dźwięków oczywiście dotyczy różnych położeń przepustnicy a zatem i obrotów silnika, wszelkich kliknięć w kabinie, wypuszczania/chowania klap oraz podwozia, otwierania okna itp. czyli wszelkich elementów ruchomych Do tego odtwarzacz muzyki o którym pisałem poprzednio (jeśli nie wrzucimy nic do napędu CD-Rom, będziemy słyszeć przy włączeniu odtwarzacza „I’m singing in the rain...” lub przykładowe stacje radiowe). Wszystkie dźwięki zgrane i dot. samego samolotu i silników brzmią bardzo dobrze i nie można im nic zarzucić. Dźwięk playera jest nieco gorszy niż np. w Windows Media Player ale nie razi, wręcz odwrotnie, dodaje doskonałego klimatu odtwarzanej muzyce przy rytmie pracujących cylindrów P&W. Dźwięki się różnią na zewnątrz i wewnątrz samolotu natężeniem.
 
obrazek
 
 
Przygody na Gąsce, tak, tak, to jeszcze nie wszystko...
 
Lynn i Bill oddają w nasze łapska oprócz tego co już pisałem zestawy „misji” pod Goose. Jest to już w zasadzie tradycja w ich produkcjach. Najczęściej pod misje opracowywane są i uzupełniane o nowe obiekty lokacje w FS. Zestawy przygód dostępne są później w FS pod zakładką Select a Flight i Classic Goose. Każdy z oddanych nam 25 lotów został opisany i scharakteryzowany w briefie „misji”. To również olbrzymia zaleta produktu z Golden Eagles Squadron. Zadania dzielą się na takie realne, które mogły mieć miejsce w rzeczywistości oraz na te fikcyjne z serialu Tales of the Gold Monkey. Jeśli w tej misji użyjemy jeszcze załogi z serialu, oraz specjalnego malowania w jakim Goose był widoczny na odbiornikach TV, możemy się poczuć prawie jak 100-u procentowym Hero z TV :D. Czasem opisy zadań są minimalne, mające naprowadzić jedynie pilota w obszar działania czy patrolu. Np. jak dostaliśmy komunikat o krążącym U-boocie niedaleko Kuby wiemy tylko, że mamy lecieć na południowy zachód, dalej przechwycić sygnał z radiolatarni z Kuby i lecieć po prostej wypatrując z okien niemieckiego okrętu podwodnego, dalej musimy go dokładnie zidentyfikować. Zadania są zróżnicowane, od prostych i krótkich, do takich, gdzie musimy poświęcić 3h na lot (bez kompresji czasu) z wypatrywaniem szczegółów na ziemi. Oczywiście nie pojawi się napis „mission compled”, realizacja zadania jest pozostawiona naszej satysfakcji i sumieniom :-). W misjach możemy spotkać również japońskie myśliwce A6M oraz bombowiec Betty. Inna misja pozwala na spotkanie liniowca Boening Clipper i eskortowanie go do lotniska, albo podziwianie widoków wybuchającego wulkanu czy tęczy (wraz z Sarą oczywiście). Można też poszukać zagubionych nad Trójkątem Bermudzkim Avangerów, kiedy to zostaniemy wcieleni do ekipy poszukującej torpedowce w 1945. W jednej misji możemy też podczas testów „ubezpieczać” w naszej bazie US Navy opracowany nowy sterowiec. Znów zatem braku pomysłowości i różnorodności nie można zarzucić twórcom, a to były tylko przykłady, misji jest 25! Owe zadania pozwalają cieszyć się Goose znacznie bardziej niż samym gołym modelem samolotu.
 
obrazek
 
obrazek
 
obrazek   
 
obrazek
 
Ekstrasy dla masy
Ehhh, była mowa o duszy, którą posiada wirtualny model, ale to jeszcze nie wszystko. W pliku mamy parę bonusów i tylko od nas zależy czy chcemy je też zainstalować, oczywiście odpowiedź może być na „Tak” jednak zależy kto co lubi i kto co ma w swoim FS2004, dlatego też nie są one obowiązkowe i zostały nazwane Extra Bonusami. Mamy więc specjalny plik z nowymi teksturami wody opracowany przez Billa, różniące się od tej standardowych w FS2004. Jak ktoś nie jest zadowolony z tej wody, którą  ma, a ma już  Goosa wie co robić. Mamy też nowe rodzaje tekstur dróg i pasów startowych na lotnisku, które to bardziej pasują do okresu użytkowania Gąski. Możemy oczywiście zachować sobie gdzieś te oryginalne z FS, a polatać sobie czasem nad starymi, popękanymi pasami lotniska i drogami kołowania. Odpowiedni plik jest w stanie również zamienić nam latające Cessny i kołujące Boeningi na samoloty AI bardziej epokowe, czyli DC-3, DC-4, stare Beechcrafty czy Pipery, a na lotniskach US Navy widać samoloty wojenne. Dalej mamy plik usuwający nam czerwone teksty z ekranu w FS2004 (hamulec postojowy) oraz plik z nowym słońcem, a dokładnie jego otoczką dla sima, bardziej realną niż ta, która znajduje się w gołym symulatorze. Instalując pliki pojawią się nam również dynamiczne zwierzaki, jak chociażby skaczące delfiny w niektórych sceneriach wodnych czy płetwa rekina wynurzająca się co jakiś czas z oceanu.
 
 obrazek
 
Czas na finisz - resume!
Prosta sprawa. Jak dla mnie samolot, a w zasadzie cały pakiet, gdyż nie da się tutaj mówić tylko o wirtualnym modelu samolotu, jest po prostu genialny. Model odznacza się wykonaniem z dużą dbałością o szczegóły wewnątrz (największy nacisk na kokpit wirtualny) jak i na zewnątrz samolotu. Również malowania (w większości) są wielce zadowalające. Pakiet Classic IX jak już wspominałem posiada wokół siebie wspaniałą otoczkę klimatu samolotu z końca lat 30tych. Na to nie tylko składają się scenerie, okręty ale i zadania do wykonania oferujące dla każdego coś miłego. Mamy bowiem misje łatwe i trudniejsze, misje wywołujące uśmiech na twarzy, misje owiane tajemnicą jak i loty „szpiegowskie”. Również połączenie i nawiązanie do przygodowego serialu TV jest wprost niewiarygodne. Do tego pakiet oferuje nam parę dodatkowych bonusów oraz szereg dodatkowych samolotów AI. Wszystko to za jedyne 12,5$ co w stosunku do tego co cały pakiecik oferuje i po przesianiu pomiędzy innymi cenami standardowych, płatnych dodatków do FS2004, stanowi wręcz cenę okazyjną i symboliczną. Widać, że Bill nie jest nastawiony na robienie kapuchy za pomocą swoich modeli (tym bardziej, że większość ze stronki to dodatki bezpłatne), tylko to czysty hobbysta, a pieniądze raczej pozwolą na zakup lepszego kompa do dalszych projektów, opłacenie serwera www itp. Do tego wprowadzenie personalizacji samolotu pod każdego „klienta” bardziej nas przywiązuje do samolotu, oraz czyni bardziej dumnymi z zakupu. Bawiąc się Goose co rusz to odkrywamy jakieś nowe niespodzianki, samolot, i po 15 godzinach zabawy wciąż zaskakuje. Pomysłowości twórcom na pewno nie brak. To o czym też już mówiłem wcześniej, a co podkreślę jeszcze raz, że cały pakiet Goosa ma „swoją wirtualną duszę”. Trudno zarzucać twórcom niedociągnięcia, można na siłę przyczepić się do kilku spraw, jak np. załoga, której na twarzach są skanowane zdjęcia aktorów, niektóre malowania, może niektóre modele AI... są to jednak właściwie drobne sprawy, które przy natłoku plusów Cassic IX nie mają istotnego znaczenia i nie psują nastroju zabawy. Najpoważniejszy problem z pakietem jest sposób dystrybucji modelu. Nie znajdziecie go nigdzie indziej tylko na stronie Golden Eagles Squadron, co w połączeniu z trudnościami płacenia przez PayPal z Polski może uczynić dla wielu z nas po prostu samolot nieosiągalny... szkoda, że tutaj dano przysłowiowego „ciała” i Goose ze stajni Lynn i Billa dla wielu może pozostać jedynie marzeniem i do którego można się jedynie poślinić oglądając screeny. Podsumowując wrażenia – najwyższa nota, za model, za wirtualny kokpit, za dźwięki i za pomysłowość!!!
 
obrazek
 
obrazek < strona Golden Eagles Squandron
http://members.aol.com/thegneech/goose.htm - ciekawa stronka o Grumman Goose
http://www.goldmonkey.com/ - serialowa strona
 
Dziękuję Billowi za umożliwienie testowania jego wytworu.
Pozdrawiam wsjech, YoYo
 
obrazek
Software: 
pt., 02/12/2005 - 00:00 -- YoYo

aerosoft.jpg capitan_sim.jpg  pilots.jpg

   

Partnerzy serwisu