Witaj Pilocie! FSX, FS2004, Flight, Rise of Flight, Lock On, DCS, Condor, Take on Helicopters, IL-2...


Digital Combat Simulator

Flight Simulator oraz P3D

Seria IL-2

Take on Helicopters

Condor Soaring Simulator

Rise of Flight

Falcon Allied Force

Testy Sprzętu

Startujemy !

Historia

Reportaże

FSX: C-17A Globemaster III (Virtavia)

Jakoś ostatnio mam chcicę na latanie naprawdę grubasami i to takimi po dobrym McDonaldzie czyli prosto z USA. Gdzie podziało się to VFR? No może zima (jeszcze), więc i wszędzie w FSie jak co roku biało i tyle, mało ciekawie i krajobraz taki nieco rozmyty na dole. Więc może skok na FL330? No czemu nie. Tak właśnie rozpoczęła się przygoda na C-17A Globemaster III, wielkim transportowcu rodem z Ameryki Północnej. Postanowiłem zmierzyć się i z modelem i (ponownie) z jedną z ulubionych scenerii od FTX - częścią Kanady, Brytyjską Kolumbią i północno zachodnimi Stanami, jak o tej porze w FTX mocno ośnieżonymi. Wirtualny transport ładunku, misje humanitarne, dostawy sprzętu zbrojeniowego. To dziś będzie na tapecie, a rolę główną przyjmie model wydany w wakacje 2011 - C-17A Globemaster III od firmy Virtavia.

Sama premiera modelu zbiegła się dość niefortunnie z premierą C-17A od tureckiego Area51 Simulations. Zresztą omawiany model od Virtavii to tak naprawdę mocno podrasowany stary model AlphaSimu. Czemu mocno, a nie nowy model? External jest ten sam, świadczy o tym chociażby fakt, że stare malowania do modelu AlphaSim pasują do tego od Virtavii (omawiany C-17 ma wersję modelu 2.3). Zmieniła się za to cała reszta, no może został ten sam soundpack (TSS o ile AlphaSim też go miał), ale ciężko mi porównać bo starego modelu od AlphaSim nie miałem. Jakoś tej firm unikałem jak ognia, zresztą jak większości produktów tej firmy poza kilkoma jak między innymi Rutan (FSX) oraz Lynx (FS2004). Virtavia jednak pod nowa marką, przynajmniej te nowe addony, stara się podciągnąć pod nieco wyższą półkę, co też się chwali i trzeba niejako schować stare uprzedzenia i przyjrzeć się nowym wydaniom produktów od Virtavia (mała uwaga - opracowane nowe produkty, nie stare sprzedawane pod nową marką).

  

  

Co do modelu Area51. Wygląda ładnie. Na zewnątrz i na tym też skończę. Jeśli szukasz modelu Globemastera to nie daj się skusić ładnym screenom w tym wypadku. To nie wszystko. FM od Area51 niestety jest tragiczny, VC w większej części niefunkcjonalny, nie mówiąc nawet o tym, że nie trzyma parametrów. Resztę przemilczę, ale wystarczy pogrzebać nawet w necie opinie użytkowników jak ktoś się jeszcze waha. Owszem, na uwagę zasługiwała cena w dniu premiery. Model Viratvii kosztował prawie o 2 razy więcej niż ten od Area.

Jeśli ktoś miał wydać 25 dolców, albo prawie 50 już się zastanawiał czy warto. W tym jednak przypadku śmiało powiem że za jakość trzeba płacić, bo jednak nie sztuką jest wydać ciężko zarobione pieniądze na coś tańszego, ale wybrać to z czego będzie się zadowolonym i adekwatnego do ceny. Z drugiej strony na PC Aviator mamy czasem super ceny i właśnie ostatnio był tam model od Area51 z rabatem 50%, czyli 12,5 dolców, a jak we wtorek to jeszcze -10%. Może za tyle to warto. Virtavia poszła też trochę po rozum do głowy i finalnie obniżyła cenę swojego modelu, o jakieś niecałe 25% i obecnie można go kupić za cenę bliską 35 dolarów. Już sensowniej niż w dniu premiery, bo wtedy to było przegięcie, w końcu to nie PMDG.

  

Po modelu specjalnie nie spodziewałem się wielkiej różnicy vs tego od Area51 (którego zresztą miałem pierwszego) ale muszę przyznać, że jednak finalnie mnie całkiem mile zaskoczył. Zanim jednak podsumujemy jakieś z 26 h nalotu na nim, to warto podać parę słów skąd się wziął w ogóle samolot z stajni Boeinga o oznaczeniu C-17. Aha jeszcze takie małe wyjaśnienie skoro już mowa tak w ogóle o ocenach. Zapewne większość czytelników, którzy czytają recenzje widzą, że finalnie nie są to oceny jakieś złe. Brak szkolnych dwój, trzech na szynach itp. Rzadko. Why? Odpowiedź jest bardzo prosta - po prostu w większości do recenzji wybierane są dodatki godne uwagi, takie, które przeszły już pewną selekcję na podstawie zebranych informacji i tak dalej. Oczywiście bywają wyjątki, jeśli coś się zapowiada świetnie, a potem okazuje się, że temat został spalony. Oj producenci z nami mają źle, chyba osoby, które lubią simy są najbardziej wredną Community jeśli chodzi o developerów, a to lotka nie pasuje, a to źle lata, a to linie podziału nie te, a to na oponie jest za duży połysk...Dlatego warto też chwalić tych, którzy spełniają oczekiwania i w dużej mierze dostarczają taki w miarę realny "fun" na tyle, na ile engine FSX oczywiście pozwala.

Trzeba też przyznać, że C-17 udał tak w ogóle się Boeingowi. Samolot po prostu jest ładny. Przypomina takiego krzepkiego olbrzyma, o łagodnych rysach, ale z drugiej strony potężnego. Szeroki kadłub, dość małe skrzydła, 4 wielkie silniki i wysoko osadzony statecznik poziomy. W realu nie wygląda na tak wielkiego. Miałem możliwość macania C-17 podczas pokazów w Radomiu w 2009 roku i hmmm, znacznie większy wydawał się na fotkach, chociaż oczywiście, wrażenie robi. Bardzo masywny to zwierzak.

  

Początki opracowania C-17 sięgają lat 60tych, kiedy to Siły Powietrzne USA postanowiły zacząć ew. szukać następcy C-130, który w końcu kiedyś się stanie starym typem samolotu (chyba nie uwierzono by wtedy, że Herkulesy będą jeszcze latać w XXI wieku). Założenia konkursowe mówiły między innymi o większej ładowności w stosunku do Herkulesa, właściwościach STOL, a także szerokim kadłubie zdolnym pomieścić nawet śmigłowce. Do konkursu przystąpił oczywiście Boeing, a także Mc Donnell Douglas z samolotami oznaczonymi jako YC-14 oraz YC-15. Prace nieco się przeciągnęły i samoloty dopiero przed komisją przedstawiły się w roku 1975. Obie konstrukcje były w miarę podobne o podobnych masach i osiągach, a także konstrukcji. Różnice jednak dotyczyły do podejścia dotyczącego krótkiego startu i lądowania. Ciekawy pomysł zastosował Mc Donnell Douglas. Stosując odpowiednie klapy oraz naprowadzając na nie wyloty z silników uzyskał już pewną siłę nośną jeszcze bez samego lotu (podwyższenia siły nośnej skrzydła z wykorzystaniem efektu Coandy). Boeing także zastosował coś podobnego ale wykonał to zupełnie inaczej. Pod koniec jednak lat siedemdziesiątych projekt zarzucono, chociaż zwycięzcą konkursu uznaje się właśnie YC-15. Kwestie budżetowe i tyle. Jednocześnie jednak powstała nowa koncepcja, że potrzeba dużej maszyny do transportu wojska, tak by USA mogło szybko zareagować na ew. nadchodzące wydarzenia zbrojne w ograniętej zimną wojną Europie.

Projekt transportowca dla sprzętu nieco odsunięto na rzecz jeszcze większych maszyn. Tak zrodził się nowy wyścig o kontrakt rządu. Wystartował w niej Boeing, Lockheed, Mc Donnell Douglas. I tym razem zwyciężył MDD ze swoim D-9000 (rozwinięcie YC-15), którego już oficjalnie przemianowano na C-17. W kontraktach jednak jak to w życiu. Lockheed zaczął mocno tupać nóżkami i wytupał. Konkurs unieważniono, a wygranym okazał się produkt Lockheeda – zmodyfikowany C-5 i główne środki poszły na ten typ samolotu. Na szczęście dla C-17 projektu nie zaniechano, a przesunięto go po prostu w czasie (znów). Przez kolejne kilka lat firma udoskonalała maszynę. Doszło także do polaczenia MDD z Boeingiem (druga połowa lat dziewięćdziesiątych), dlatego też obecne C-17 noszą nazwisko Boeinga. Uważano, że C-17 dołączy do licznej floty składającej się z C-5, C-141 i C-130. Jednak wydarzenia z lat 1990-91 (Operacja Pustynna Tarcza i Pustynna Burza) spowodowały wykruszanie się C-141. W tym czasie wykryto dość poważne pęknięcia centropłatów. Koszty ich wymiany spowodowałyby ograniczenie zamówień na C-17. Aby zapobiec temu dowództwo MAC podjęło decyzję o stopniowym wycofaniu całej, składającej się wówczas z 234 egzemplarzy, floty Starlifterów i pełnym zastąpieniu ich przez nowe samoloty. Drzwi do US Air Force stały się szeroko otwarte dla C-17. Można powiedzieć wreszcie. Zgodnie z planami pierwszy lot prototypu seryjnego C-17 miał się odbyć w 1990 roku, a do służby Globemastery III (bo tak je właśnie nazwano) miały trafić w drugim kwartale 1992 roku (finalne do służby jednak trafiły w 1994 roku). Co ciekawie, w samolocie także zastosowano sterowanie znane chociażby z F-16, czyli fly-by-wire , a nie klasyczne, oparte na cięgnach i siłownikach.

  

Pierwsze bojowe zastosowanie C-17 przeszły w konflikcie nad Bośnią i Hercegowiną dostarczając i sprzęt i uzbrojenie dla wojsk NATO. W czasie 60 dni operacji powietrznych (grudzień 1995 – luty 1996) C-17 wykonały 1025 lotów. Wśród ładunków znalazły się pojazdy opancerzone, elementy mostu pontonowego oraz pasażerowie – wśród nich prezydent Bill Clinton, który na pokładzie Globemastera przybył z wizytą do żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Bośni. Kolejne lata przyniosły wykorzystanie Globasterów III w operacjach humanitarnych, aż do 1999 roku, kiedy znów C-17 trafił na grunt wojny i operacji Allied Force. W tym okresie samoloty wykonywały loty na lotniska w Albanii, Macedonii oraz później w Kosowie, dostarczając sprzęt wojskowy (obejmujący m.in. BWP Bradley, wyrzutnie MLRS, czołgi M1 Abrams, śmigłowce AH-64, UH-60 i CH-47).
Po wydarzeniach z 11 września 2001 roku C-17 ponownie znalazły się w boju – już w tym samym roku były wykorzystywane do transportu sprzętu wojskowego oraz pomocy humanitarnej do Afganistanu, od 2003 roku tworzyły podstawę mostu powietrznego między amerykańskimi bazami wojskowymi i Irakiem (m. in. 15 maszyn tego typu przeprowadziło największy od lat desant spadochronowy zrzucając w północnej części kraju 1100 żołnierzy z 173. Brygady Powietrzno-Desantowej, po opanowaniu przez nich lotnisk, następne Globemastery dostarczyły kolejnych 1000 żołnierzy oraz ciężki sprzęt wojskowy). Po tsunami, które nawiedziło Azję Południowo-Wschodnią w grudniu 2004 roku, wzięły udział w akcji ratowniczej transportując sprzęt, ekipy ratownicze oraz pomoc humanitarną.

28 lipca 2010 roku w rejonie bazy lotniczej Elmendorf na Alasce rozbił się egzemplarz nr 00-0173, który wykonywał trening przed zbliżającymi się dzień później pokazami lotniczymi. W wyniku wypadku doszło do śmierci czteroosobowej załogi, badający wypadek orzekli, że winę ponosił pilot, którzy przeciągnął maszynę na niskim pułapie.
Użytkownikami C-17 jest także, oprócz USA: Kanada, Wielka Brytania, Australia, Katar, NATO (bazują na Węgrzech, Polska też się na niego „zrzucała”), Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz zamówienie złożyły Indie.

Boeing C-17 Globemaster III staje się popularnym transportowcem, który może operować także z nieutwardzonych lotnisk (wymaga to jednak dodatkowej obsługi przed startem). Dzięki także właściwościom STOL dysponuje krótszym rozbiegiem i dobiegiem w porównaniu do samolotów o podobnej masie użytkowej, chociaż oczywiście, Twin Otter to to nie jest. Gównie wykorzystywane są wersje C-17A, jak do tej pory drobne modyfikacje doprowadziły do powstania wersji B, która to posiada dodatkowy zbiornik w kadłubie zwiększający zasięg maszyny, a także nowsze wyposażenie elektroniczne.

  

  

Model, który wydała Virtavia to wersja Globemastera C-17A. Jest to obecnie najpopularniejszy typ tego samolotu, który jest w użyciu.

Produkt zawiera w sobie kilkanaście malowań. Jedno mamy takie, czyste, bezbarwne, jest to jeden z egzemplarzy fabrycznych samolotu C-17 przed dostawą. Mamy także malowanie kanadyjskie, oczywiście amerykańskie, australijskie i brytyjskie. Ciężko mówić tutaj o „malowaniach”, ponieważ C-17 są malowane wszystkie tak samo, na szary kolor. Zmieniają się jedynie oznaczenia – ideał dla paitera skinów ;), no ale cóż, nie są zbyt efektowne.

  

W pakiecie otrzymujemy także graficznie dość dobrze przygotowany manuale w postaci pliku PDF. Nie jest jakiś super obszerny, liczy sobie 31 stron, czyli już może coś tam mówić o złożoności modelu. W instrukcji mamy także sporo screenów, które dodatkowo tłumaczą i wyjaśniają sprawy dotyczące modelu, ale także i obsługi. Okazuje się, że jednak to nie wszystko. Już pod samym FS’em, w kneeboard mamy uzupełnienie manuala o check listy, procedury i wykresy. Tego zabrakło w instrukcji, a szkoda. Nie każdy korzysta z tego ułatwienia pod FS’em i ja nawet kiedyś się naciąłem na to, że wyjechałem z mailem do wydawcy, a okazało się, że to wszystko jest, ale pod FSX już w programie. Instrukcja porusza najważniejsze tematy związane z obsługą maszyny. Nie jest ona jakaś bardzo szczegółowa, ale z drugiej strony jest na pewno lepsza niż te składanki od Carenado. Ot taka na poziomie przeciętnego manuala do modelu, do którego zresztą trzeba zajrzeć też pod FSX by zobaczyć „kolejne rozdziały”. Sumując – mogłoby być lepiej, ale też specjalnie na jakieś bluzgi autor nie zasługuje. Bardziej jest to jednak instrukcja dla osób, które wiedzą o co chodzi w lataniu i obsłudze nieco trudniejszych maszyn, niż te latające jeszcze z dobrym widokiem na karmniki na drzewach. Wtedy, wystarczy, że przeczytamy nawet te 30 stron i damy radę odnaleźć się w przygodzie z wielkim transportowcem.

  

Jak już wcześniej wspomniałem external wykorzystano ze wcześniejszego modelu. Nie wiem czym się różni (możliwe, że np. pojawił się bum mapping) w stosunku do starego modelu AlphaSimu, również do FSX. Model 3D jednak w tym wydaniu prezentuje się całkiem nieźle. Tekstury są w porządku, może nie rzucają na kolana, ale są wykonane na całkiem przyzwoitym poziomie, wymodelowanie krągłości w modelu także – a jest tutaj ich nieco. Z elementów ruchomych mamy powierzchnie sterowe, hamulce aerodynamiczne, podwozie (w tym opony) i światła do lądowania. Możemy otworzyć drzwi główne z drabinką, drzwi po prawej stronie, parę drzwi z boków kadłuba w części tylnej, a także rampę dla spadochroniarzy (w konfiguracji otwartej do połowy). Na ziemi mamy dodatkową funkcję, tylną rampę da się obniżyć, by mógł na nią wjechać pojazd. Animowany jest także rewers silnika. Do modelu dorobiłem także światła od Shockwave – Redux 3D Lights w wersji 1.2 i model zaczął wyglądać jeszcze fajniej (link na końcu recenzji). C-17A przy podejściu w tak wykonanym modelu i konfiguracji do lądowania wygląda naprawdę świetnie i groźnie, chociaż niebezpieczny może być jedynie sam ładunek. Ta maszyna budzi respekt już samym wyglądem. Autorzy także dali parę widoków dodatkowych na zewnątrz modelu, w stylu FSX’a, czyli kamer z boków, z przodu i z tyłu samolotu na stateczniku. Co mi się podoba, to wyważenie w jakości tekstur. Nie są one jakieś mega szczegółowe, ale też i nie rozmyte. Karta graficzna bez problemu sobie radzi z wygładzaniem linii itp., przez co i sam model wygląda ciekawiej i ładniej (zależy, ale nie jestem zwolennikiem tych tekstur x10 ;), chociaż są wyjątki). Jeśli tekstury bowiem są już przesadnie dokładne, już nawet na lekkim oddaleniu pojawiają się dziwne artefakty i schodki. Deweloper musi wywarzyć to co dobre dla użytkownika, a nie to co wygląda ładnie na screenach, ale na wygładzaniu takim, że obecnie, żaden procesor GPU i CPU tego nie uciągnie z ilością fps większą niż 15 i slajdami na monitorze.

Dobra czas na VC, to co nas zazwyczaj najbardziej interesuje bo tutaj jest nasz "working desk", dlatego, że w sumie ile lata się na externalu i widokach zewnętrznych. O dziwo, kabina wirtualna wygląda lepiej w realu (znaczy na monitorze) niż na screenach umieszczanych przez Virtavię w różnych sklepach internetowych (ich strona wciąż nie działa, już któryś miesiąc). Może same tekstury gdzieniegdzie są jakieś takie rozmyte (np. między elementami oszklenia kabiny), ale np. w porównaniu do tego modelu C-17 od Area51 jest o wiele lepiej. Ich jakość oceniłbym na przeciętny, chociaż w połączeniu z wieloma elementami 3D w kabinie nie stanowią większego problemu i kokpit może przyciągnąć wzrok. Elementy są wykonane także z delikatnym cieniowaniem, niestety brak tutaj śladów jakiegoś większego użytkowania. Efekt za to oszklenia jest i to całkiem ok. Refleksy i lekkie ryski dodają realizmu podczas lotów na C-17.

  

  

Samo modelowanie kabiny wygląda dość realnie. Przed nami oraz co-pilotem mamy HUD, na środku szeroką konsolę boczną, nad nami overhead. Z tyłu dwa dodatkowe fotele dla członków załogi. Panel przedni wyposażony jest w cztery wielkie ekrany MFD (PFD, MFD), trochę wskaźników analogowych, także wskaźniki cyfrowe podłużne. Jest także autopilot, który jest umieszczony jak w typowych linerach o podobnej funkcjonalności. Funkcjonalność paneli MFD jest całkiem przyzwoita, można ustawić by pokazywały parametry lotu, procentowe zaangażowanie mocy silników, dokładne dane pracy silników, GPS, odpowiednik HSI oraz konfigurację samolotu (jak poziom wysuniętych klap itp.). Dodatkowo oczywiście funkcjonalne są wskaźniki analogowe. Sam HUD, który działa w trybie dnia, nocnym i auto jest dość nieczytelny. Dubluje on dane, które dotyczą parametrów lotu, jednak, by był dość dobrze widoczny należałoby się ustawić dość blisko tego urządzenia. Funkcja Auto sama wykrywa czy jest dzień czy noc i ewentualnie przyciemni lub rozjaśni wskazania na HUD’zie. O ile u pilota HUD jeszcze widziany jest właściwie, to u co-pilota jest on umieszczony właściwie, pod kątem, ale w tym przypadku powoduje, że jest on źle widzialny z poziomu oka drugiego pilota. Po prostu dane wyświetlane są na teksturze transparentnej samego elementu przezroczystego HUD’a. W realu też tak jest, ale odbiór jest tego zupełnie inny.

W pierwszej też opcji, jak wyszedł C-17 od Virtavia obaj piloci mieli podobnie jak obecnie posiada to co-pilot. Zmianę wprowadził zdaje się jakiś patch, który pojawił się wcześniej. Kolejnym działającym ekranem jest odpowiednik FMC. Jest jednak tu jedynie gadżetem. Można wyświetlić pewne dane ale tylko typu waypoint i checkpoint oraz dane lotu i wiatru. Przydatny w sumie bajerek, ale tutaj nie odzwierciedlono pełnej funkcjonalności urządzenia. Mamy także aktywne urządzenie typu RWR, ale także raczej jest to gadżet. Funkcjonalność – czyli to co jest aktywne w kabinie i działa jak powinno oceniam na poziomie jakieś 75% w tym modelu. Autorzy po prostu rzeczy, które w FSX nie byli w stanie wykonać sobie po prostu odpuścili, a przecież, te osoby, które mają Super Buga od VRS’a doskonale wiedzą, że w FSX można zrobić prawie wszystko.

Pomimo jednak pewnych ułatwień obsługa VC w modelu od Virtavia jest całkiem miła i w zupełności wystarcza nawet do tych trudniejszych lotów IFR. Może trochę nie podoba mi się sposób wyświetlania ścieżki podejścia (ILS), ponieważ brak tutaj charakterystycznych linii, a mamy jedynie ganiające poziomo i pionowo różowo fioletowe żuczki po brzegach MFD. Trafiłem jednak na zdjęcie z realnego podejścia C-17 i wyglądało to jednak podobnie. W kabinie działa także autopilot, które pozwoli nam zautomatyzować cały proces lotu. Przydatne na dłuższych trasach i automatycznym podejściu do lądowania. AP APP, autothrottle, NAV, HDG, ALT, VS działa jak należy i tak ustawiony lot, chociaż jest precyzyjniejszy niż sterowanie ręczne jest w sumie dość nudnawy, ale niekiedy konieczny. Przypomniała mi się w temacie także jedna historia. Otóż mamy dziennikarza i pilota linera. Dziennikarz mówi do gościa: słyszałem też, że ma Pan jakiś jeszcze swój samolot, chyba jakiś stary dwupłatowiec. Na to pilot: tak, mam. Dziennikarz – ale dlaczego go pan trzyma? Przecież na co dzień lata pan na Jumbo Jet’cie. Pilot: latam nim w weekendy, a wie Pan czemu? Żeby nie zapomnieć o co chodzi w prawdziwym lataniu. To zdanie pozostawię bez komentarza, mówi samo za siebie.

  

   

Wracając do kabiny C-17 od Virtavia jedyną z większych rzeczy, którą ew. może przekreślić atrakcyjność tego modelu dla osobników którzy na co dzień latają linerami mocno rozbudowanymi jest brak FMC. Oczywiście latać się bez niego da i to co jest pozwala w zupełności cieszyć się precyzyjnym lotem, ale warto to zaznaczyć, że model w środku w zakresie funkcjonalności nie jest poziomu najwyższej półki. Jeśli jednak komuś bardzo zależy to warto poszukać informacji na ten temat w sieci. Powstał bowiem mod, który zaadoptuje nam do C-17 cały FMC. Ehhh, to jest góra FSX, jak deweloper czegoś nie zrobi to wezmą się jednak userzy. My jednak omawiamy jedynie model prosto z "pudełka", zatem temat modowania pozostawiamy Wam, a jedynie na końcu tekstu będzie można znaleźć parę ważnych linków – jak uczynić z tego C-17 jeszcze lepszy model do FS’a. Za specjalnie też jakiś bugów w działaniu wskaźników nie znalazłem, albo na te około 26 h nalotu na nim nie rzuciły mi się w oczy. Nocne oświetlenie możemy podzielić na dwa.

Takie żarówkowe oraz na te na podświetlenie osobno MFD i wskaźników. MDF można także rozjaśnić i ściemnić, oprócz tego zegary analogowe podobnie. Można zatem przystosować sobie oświetlenie kabiny na każdą porę dnia oraz nocy. W nocy także, mamy tutaj lekko pomarańczową poświatę, co także wygląda dość realnie. Całość także generuje porządną ilość klatek. Jest to olbrzymi plus modelu. External oczywiście maksymalnie, VC po uruchomieniu wszystkiego nieco mniej, ale dalej jest to poziom między 35-50 (z blokadą na 50) przy blisko 90% czasu lotu na tym poziomie bliskim 50 fps więc naprawdę jest nieźle. Model mimo pewnego zaawansowania systemów jest dość "lekki" na naszego PC. Fajnie.

FMD, czyli dynamika lotu. Jasne, na C-17 nie latałem, ale jak zawsze, to taki zbiór różnych doświadczeń oraz tego co da się wyczytać + doświadczenia na innych maszynach w realu, ale i we Flight Simulatorze. Inaczej się nie da o tym pisać. Musielibyśmy mieć tu pilota, do każdego dodatku co jest rzeczą niemozliwą. C-17 to maszyna o sporych gabarytach, chociaż z nowoczesnym systemem sterowania powierzchniami nośnymi. Oprócz tego to samolot przystosowany do krótkiego startu i lądowania, oczywiście "krótkiego" jak na taką maszynę o tej wadze i takich gabarytach. Oprócz bardzo charakterystycznego systemu działania klap w transportowcu, samolot jest także przystosowany (a właściwie jego silniki) do korzystania z reversu już podczas dobiegu, zresztą jak większość obecnych maszyn transportowych, czy pasażerskich z silnikami odrzutowymi. Przede wszystkim czuć w modelu lotu tutaj gabaryty. Gwałtowne ruchy drążkiem nie będą od razu odwzorowane takim samym ruchem horyzontu. Zajmuje to chwilę, ale na pewno, jeśli porównamy np. taki B-52 następuje to o wiele szybciej.

  

Maszyna w tej całej zwrotności wydaje się reagować właściwie na wszelakie ruchy sterami. Jest to opóźnienie ale brak tutaj przesady. Model lotu w tym wypadku wydaje się być bardzo wyważony. Sam start nie jest trudny, przy małej masie maszyna oderwie się już przy prędkości około 118kts na klapach 50%. Ładnie trzyma też stateczność na wciśniętych hamulcach i przy podejściu. Silniki reagują z pewnym opóźnieniem i dopiero odnotujemy spadek, czy wzrost mocy po paru sekundach, co też wydaje się właściwie. Ląduje się C-17 nie jak Twin Otterem, ale też i czuć, że dobieg jest krótszy niż w przypadku maszyn o podobnych gabarytach jak Globemaster. Co ważne model od Virtavia trzyma także swoje osiągi. Jesteśmy w stanie bez większego problemu zająć pozycję na FL330 i z prędkością przelotową 0,81 Macha pognać do celu. Nawet nasze długie traski jesteśmy w stanie pokonać w godzinę czy dwie.

Ogólnie FM w modelu podoba mi się i jest on zrobiony dość realnie. Nie mogę praktycznie tutaj narzekać na jakieś sprawy związane z obsługą maszyny w różnych fazach lotu. Podczas blisko 26h nalotu na nim nie zauważyłem jakiegoś dziwnego zachowania. Efekt klap jest właściwy, może trochę powinien być większy efekt hamujący jeśli otworzymy hamulce aerodynamiczne, które są rozciągnięte na całej długości płata. Sądzę, że FM jest jednym z ważniejszych także atutów samolotu od Virtavii także względem tego od Area51. Dlaczego? Ten drugi nawet nie jest w stanie osiągnąć tego pułapu. Samolot ma niewystarczającą moc i o tym można przeczytać także na niejednym forum. Jego FM jest po prostu skopany. Gorzej się zachowuje niż defaultowy model samolotu pasażerskiego z FSX. Czasem tak myślę, że tam w Area (chociaż mają bardzo fajne pomysły na modele typów maszyn) to nie ma jakiś betatesterów, którzy testują model, ale w zakresie takim jak się nim obsługują użytkownicy,  czyli symulacją jakiś tras przelotów itd. Może jedynie warto zaznaczyć, że model od Virtavia ma trochę przesadzony rewers silników, który pozwala doprowadzić do właściwie dość dużej prędkości kołowania do tyłu. Trzeba ratować się hamucami. Jest to jedyny efekt, który można nazwać tutaj mało realnym.

  

  

Sama obsługa modelu nie jest jakaś strasznie skomplikowana. Baterie, paliwo, światła, radio, APU, ignition i uruchamianie poszczególnych silników, które odpalają jakby z małym wybuchem po drodze i przejście na generatory, wyłączenie APU. W dużym skrócie. Check lista jest nieco dłuższa, ale chodzi o to, że jest nieco klikania. Całość zajmuje około 15 minut, plus do tego podkołowanie na pas (na ziemi model zachowuje się bez zastrzeżeń) i start, oczywiście wcześniej należy także włączyć awionikę oraz dostosować wyświetlacze do swoich oczekiwań i wykonać ew. inne ruchy związane z kartą Globemastera. Ctrl+E, czyli szybki start, tutaj działa. To do osób, które za bardzo nie chcą się męczyć. W sposobie wyświetlania danych nie zauważyłem w tej wersji 2.3 jakiś bugów, ale wszystko to co było zgłoszone widać została poprawione. Dźwięki modelu są też wykonane bardzo przyzwoicie. Wydało je TSS Studio, więc marka w miarę znana z dodatków samych dźwięków do modeli FS'a. To już powinno mówić zatem za siebie, że zostały przygotowane po prostu przez dźwiękowca.

  

  

Skoro dolecieliśmy do końca warto to podsumować. Dla kogo C-17? Dla osób, które szukają fajnego transportowca z nowoczesnym napędem, ale dla których ważniejsze są aspekty wizualne, dźwiękowe i model lotu niż cała i pełna funkcjonalność kabiny. Model ładnie wygląda na zewnątrz oraz wewnątrz. Mamy także do czynienia z przyjemnymi FPS'ami. Instrukcja mogłaby być nieco lepsza, więc warto też dodać, że model jest już przeznaczony dla osób, które siedzą w FS i nieco wiedzą już o co chodzi w lataniu. Samolot także jest modowalny, to znaczy, jest parę usprawnień do niego - jeśli nawet wrzucimy dodatkowy FMC to za model mogą zabrać się i osoby oczekujący dość wysokiego realizmu od systemów, chociaż i tak pozostanie parę paneli w C-17A od Virtavi, które będą po prostu jedynie ładnie wyglądać i cieszyć oko. Mi jednak "grubas" się naprawę podoba. Możemy nim latać nad Afganistanem, Europą, Irakiem, Australią, Kanadą i USA. Maszyny także z Nowej Zelandii latają do Antarktyki, czyli wchodzi nam kolejna sceneria (Antarctica X) do wykorzystania wraz z C-17 i będzie to także realne wykorzystywanie transportowca. Cztery ekrany: PFD i MFD wystarczą do nawet skomplikowanych podejść i lotów. Ich konfiguracja jest bardzo przyjemna i przejrzysta. Do tego wszystkiego dołóżmy "wojskowy" klimat wykorzystania samolotu i mamy pełną ocenę. Jak dla mnie to 4,5 i mam nadzieję, że Virtavia dalej pójdzie tym śladem i zacznie wydawać coraz fajniejsze samoloty wojskowe do FSX, a już wkrótce na tapecie pojawi się przecież bardzo ciekawie się zapowiadający F-111 Raven. Zatem, oby tak dalej Virtavio!

Pzdr, YoYo

obrazek

 

Dodatkowe modyfikacje do C-17 od Virtavia ktorymi warto się zainteresować (urealniają model):

1/ Oświetlenie zewnętrzne oraz wewnętrzne Shockwave 3D Lights Redux v1.2 (światła wykorzystano na przedstawionych screenach w recenzji dodatku do FSX) - TUTAJ.

2/ Jeśli masz problem z elektryką w samolocie zmień dodatkowo te wpisy w aircraft.cfg na takie jak poniżej (ja miałem ten problem, czasem on występuje w systemach 64bity i dało radę, np. nie działa zapasowy sztuczny horyzont po włączeniu awioniki)

autopilot = 0, 5, 0 //1, 5, 0
avionics_bus = 0, 10, 0//1, 10, 0

3/ Powyżej na screenie efekt pułapek termicznych. To także dodatkowy efekt do modelu C-17. Można go ściągnąć z FlightSim TUTAJ.

4/ Bardzo ciekawa i duża modyfikacja polegająca na wstawieniu do modelu od Viratvii FMC, a także ISG-MCU. Całkowicie zmienia wyświetlanie na MFD. Jest to wprowadzone jako dodatkowa funkcja na elektronicznych wyświetlaczach. Przykład po wstawieniu plików i nowych wpisów do panel.cfg na screenie poniżej. Link TUTAJ

 

Film na YouTube reklamujący model Virtavia:

 

 

Dwa zdjęcia z Radom Air Show 2009 (foto YoYo):

 

 

Oficjalna strona wydawcy modelu:

www.virtavia.com


Komputer testowy:
  • procesor- Intel Core i7 930 (Socket 1366) 3.74 Ghz (OC)

  • grafika- Asus Radeon HD 7970 3Gb DDR5

  • płyta główna- Gigabyte GA-EX58-UD3R (chipset Intel X58)

  • pamięć- 4x2GB=8Gb (2x Dual Channel PC3-10666, DDR3 1333Mhz) Patriot Viper II Sector5

  • dźwięk- Creative Sound Blaster X-Fi Extreme Music + głośniki Logitech 5.1 model X-530

  • dyski- Patriot Inferno SSD 60Gb, OCZ Vertex II SSD 180Gb, Corsair Nova 60Gb SSD, Western Digital Caviar GreenPower, 640GB, SATA/300 HDD, 64MB oraz Seagate Barracuda 7200.9 Ultra ATA, 250 Gb HDD

  • system- Windows 7 PL 64Bit Home Premium Edition

  • TrackIR 5 (6DOF)

  • joystick: Thrustmaster Warthog, Logitech Force Feedback 3D Pro

  • wolant: Pro Flight Yoke System Saitek

  • pozostałe kontrolery: Saitek X45+Throtlle Quadrant CH Products, Saitek Pro Flight Combat Rudder Pedals,

  • moduły panelowe: Go Flight GF-P8, Saitek Pro Flight Radio Panel, Saitek Pro Flight Switch Panel, Saitek Pro Flight Multi Panel, X-Keys Stick, Saitek Instrumentals Panels

  • peryferia (gaming): słuchawki Logitech G930, klawiatura Logitech G15, myszka R.A.T.5

Software: 
czw., 08/03/2012 - 23:00 -- YoYo

aerosoft.jpg capitan_sim.jpg  pilots.jpg

   

Partnerzy serwisu